sobota, 8 grudnia 2018

Elle Kennedy "Podbój"

Elle Kennedy "Podbój"
Cykl: Off-Campus t.3
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Stron: 448

On wie, co to podbój, zarówno na, jak i poza lodowiskiem. On wie, jak celnie strzelać….
Allie Hayes przechodzi kryzys. Zakończenie studiów zbliża się wielkimi krokami, a ona wciąż stoi przed dylematem, którą ścieżkę kariery wybrać. Na domiar złego leczy złamane serce po rozstaniu z wieloletnim chłopakiem. Dziki seks bez zobowiązań, by zapomnieć, nie jest lekarstwem na jej problemy, ale nie sposób oprzeć się Deanowi Di Laurentisowi, przystojniakowi z drużyny hokejowej. Tylko ten jeden raz, bo mimo że przyszłość rysuje się niewyraźnie, to jasne jak słońce, że nie ma w niej miejsca dla króla jednorazowych numerków.
Lans i pewność siebie nie wystarczy, by ją do siebie przekonać…
Dean zawsze dostaje to, czego chce. Dziewczyny, oceny, dziewczyny, uznanie, dziewczyny… To kobieciarz, zgadza się, i póki co nie spotkał kobiety odpornej na jego wdzięki. Aż poznał Allie... Przebojowa blondynka zawojowała jego świat przez jedną noc – i teraz chce, żeby zostali przyjaciółmi? O nie. To on mówi, kiedy jest koniec.

źr. opisu:  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4222494/podboj


Seria Off Campus dość dobrze przyjęła się na polskim rynku i zyskała rzeszę fanów, głównie dzięki zasłudze "Układu", pierwszego tomu, który jest naprawdę dobry. Kolejne części przedstawiające losy pozostałych hokeistów są moim zdaniem słabsze, ale mimo to zachowany został klimat serii.

 "Podbój" jest najodważniejszą książką serii, ze względu na to że temat seksu jest tutaj poruszany praktycznie na każdej stronie. Ta książka po prostu kipi seksem i sprośnymi żartami, więc zdecydowanie nie jest przeznaczona dla młodych czytelników. Autorka chciała podkreślić styl życia Deana, czyli naszego głównego bohatera, który nie ma żadnych zahamowań, kocha kobiety i już w pierwszym tomie można było poznać zarys charakteru tego bohatera. Czy mi to mocno przeszkadzało? Na początku trochę tak, ale gdy akcja się rozwinęła po prostu się przyzwyczaiłam i zaczęło mnie to bawić.
Dean to kobieciarz, ale jak łatwo przewidzieć w końcu dostaje strzał w serce i spotyka kobietę swojego życia - co zaskakujące przyjaciółkę Hannah - bohaterki z pierwszej części. Uwierzcie mi na początku mi kompletnie do siebie nie pasowali - jeśli przeczytacie najpierw pierwszą część, to również będzie dla Was ogromne zaskoczenie. Dean po prostu nie jest w typie Allie, ale jak się okazuje, przeciwieństwa się przyciągają i to bardzo mocno. Ale gdyby było inaczej fabuła byłaby po prostu nudna.

Garreta z pierwszej części po prostu pokochałam od pierwszej chwili, Logan w drugim tomie również dość szybko zdobył moją sympatię. Dean to jednak twardy orzech do zgryzienia i dość długo trwała jego przemiana. A właściwie....nie jestem pewna czy ona w ogóle nastąpiła ;) w pewnym sensie tak...ale - no właśnie musicie sięgnąć po książkę by przekonać się co on nawywijał. Dean jest niereformowalny i czasami wkurzał mnie na maksa. Miał jednak chłopak też swoje dobre momenty, to trzeba mu oddać. Ogólnie - działo się.
Książka dobra na odstresowanie. 

Układ/Błąd/Podbój

wtorek, 4 grudnia 2018

Colleen Hoover "Without Merit"


Colleen Hoover "Without Merit"
Wydawnictwo Otwarte
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Stron: 320

Siedemnastoletnia Merit na pewno nie ma normalnego życia. Jej schorowana matka mieszka w piwnicy,
a ojciec na górze – z nową żoną i dziećmi z obu małżeństw. Jej siostra bliźniaczka, śliczna Honor, to chodzący ideał, a brat Utah – nieznośny perfekcjonista. Merit czuje, że jest ich zupełnym przeciwieństwem, że wciąż robi coś nie tak, jak powinna, a na dodatek stale przydarza jej się coś złego.


Najbardziej bolesne są dla niej jednak kolejne tajemnice, które coraz bardziej oddalają od siebie członków rodziny. W tym sekret samej Merit: dziewczyna zakochuje się w chłopaku swojej siostry. Sytuacja zaczyna ją przerastać. Rezygnuje ze szkoły, zaszywa się w domu i po cichu „znika z własnego życia”, a w końcu postanawia opuścić dom na zawsze. Jednak jej plan nie wypala i musi zdecydować… czy może dać drugą szansę nie tylko swojej rodzinie, ale również sobie.

źródło opisu: http://www.otwarte.eu/book/without-merit

Gdy tylko na rynku pojawia się nowa książka Colleen Hoover od razu chce ją mieć. Jeśli czytaliście cokolwiek z jej dorobku na pewno macie wyrobione jakieś zdanie. Jednych zachwyca (mnie) innych zostawia z niedosytem, drudzy uważają, że nie ma w jej książkach nic szczególnego. Ile ludzi tyle opinii. Ja ją po prostu kocham. Za to że potrafi poruszać trudne, niewygodne tematy w niewymuszony, ale mocny sposób. Za to że za każdą książką kryję się coś więcej niż płytka historia o której szybko się zapomina.

Przyznam, że książka "Without Merit" bardzo mnie zaskoczyła. Jest taka....spokojna, chociaż tyle się w niej dzieje. Jestem jednak przyzwyczajona że Hoover w pewnym momencie zrzuca na czytelnika bombę, która rozpiernicza wszystko wokół. Tutaj jednak czułam narastające napięcie i gdy pewne rewelację wyszły na wierzch nie czułam zaskoczenia. Raczej rozczarowanie pewnymi członkami rodziny. Trzeba przyznać, że udana z nich gromadka. Każdy z osobna.
Mam jednak wrażenie, że to co się dzieje w rodzinie Vossów ma miejsce prawie w każdej rodzinie. Czy rozmawiamy szczerze ze wszystkimi członkami naszej rodziny? Czy nie mamy tajemnic? Cichych dni? Czy nie jest tak, że nie chcemy zauważyć pewnych symptomów że komuś bliskiemu dzieje się coś złego? Czy nie boimy się szczerze rozmawiać o uczuciach? Smutne to ale jakże prawdziwe. Sami tworzymy w swoich rodzinach mur, gdy czasami wystarczy rozmowa, uśmiech uścisk, by można było rozwiązać problemy, lub po prostu się wesprzeć.

Autorka w mądry sposób przedstawiła w tej książce jak rozwija się depresja, choroba paskudna bo można łatwo ją ukryć, a w głębi ducha  rozsadza człowieka  od środka.
Rodzina Vossów to przykład indywidualizmów w rodzinie nieidealnej. Mimo kłótni i nieporozumień, ciągle trwającej razem. 

Główna bohaterka Merit to dziewczyna pogubiona, ale na swój sposób urocza. Wszyscy bohaterowie są świetnie przedstawieni. Uwielbiam tą lekkość dialogów w książkach Hoover. Zabawnych, niewymuszonych, prawdziwych. 
Jestem zaskoczona, zasmucona, pokrzepiona po tej lekturze. Hoover odkryła w niej swoje nieco inne oblicze. Uwielbiam ją za to.



PS. Mam nadzieję, że moja przerwa w blogowaniu dobiegła końca. Tak mocno tęskniłam że musiałam wrócić.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść...

Kochani,
jak możecie zaobserwować już od dłuższego czasu, moja aktywność na blogu w tym roku jest po prostu znikoma. Coś się wypaliło, brakuje mi czasu by nadal tworzyć tę stronę i poświęcać jej swój wolny czas. Pracuję na pełen etat, mam na głowie dom i od jakiegoś czasu męża do ogarnięcia, a czas tak szybko ucieka, że naprawdę brakuje go na wszystko, więc trzeba korzystać z każdej wolnej chwili i poświęcać go bliskim.
Podjęłam decyzję jakiej nie spodziewałabym się jeszcze jakiś czas temu - na chwilę obecną zawieszam bloga. 
Nie publikując postów, aktywność na stronie spada to raz, nie mam czasu czytać też innych blogów, pisanie postów ostatnio mnie męczy i rezygnuję po kilku zdaniach. By napisać dobry tekst potrzebny jest czas. Nigdy nie wrzucałam na stronę byle czego, a zmuszać się do czytania książek i pisać by tylko coś się na stronie pojawiało nie chcę. Ja nic nie muszę - ja ewentualnie mogę. Nigdy nie nastawiałam się na żadne korzyści publikując na tej stronie, robiłam to z pasji. Ostatnio brakuje mi po prostu chęci i przede wszystkim czasu, więc nie ma to sensu.
Może, że za jakiś czas wrócę....może gdy moja sytuacja życiowa się zmieni? Ta strona to kawał mojego życia i patrząc wstecz - to był piękny czas. Czas gdy byłam wolna i bez zobowiązań, czytałam po całych dniach, nie miałam obowiązków. Wszystko się zmieniło i w tej chwili nie narzekam na swój los. Po prostu zaczął się inny rozdział mojego życia i trzeba ustanowić pewne priorytety.
Chciałam być wobec Was szczera - jak zawsze byłam. Nie rezygnuję z czytania - oczywiście że nie. Książka to moja miłość od zawsze i na zawsze.

Informuję, że nadal prowadzę bookstagrama (mniej lub bardziej regularnie) - na nim nadal będę wrzucać krótkie opinie o książkach i zdjęcia, jeśli tylko będę mogła. https://www.instagram.com/miejscedlaslow_blog/
Instagram to bardzo wygodne medium....mam wrażenie, że ostatatnio wypiera wszystko inne. Nie chcę tracić kontaktu z książkosferą, więc nie odcinam się zupełnie.

Dziękuję za wspaniałe cztery lata i każde słowo. Jesteście wspaniali. Czytajcie i rozwijajcie się - róbcie to co kochacie! Nic wbrew sobie.