Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle ,,W śnieżną noc"






Data wydania: 19.11.2014
Wydawnictwo: Bukowy Las
Stron: 312
 


Trzy opowiadania o miłości, napisane przez trzech różnych autorów, które łączą się ze sobą.
Dużo słyszałam o tej książce, bardzo chciałam ją przeczytać, przeczytałam i.. się rozczarowałam. Pomysł fajny, ale z wykonaniem już gorzej.


Dlaczego? Spodziewałam się ciepłych bożonarodzeniowych opowieści, pełnych miłości, rodzinnych spotkań, cudów i powiem tak: Bożego Narodzenia jest w tej książce niewiele. Chyba, że Boże Narodzenie polega głównie na tym, że jest śnieg (co w naszym klimacie ostatnio rzadko się zdarza :) ). Żadnych refleksji. Miłość jest, ale też nie taka jak się spodziewałam.

Prawie nie ma w tych opowieściach rodzinnej atmosfery i tego świątecznego czaru. Może trochę w pierwszej autorstwa pani Johnson, ale ta relacja też jest trochę dziwaczna. Co do miłości - bohaterami wszystkich opowiadań są szesnastolatkowie i ich miłość jest bardzo banalna, trochę przerysowana. To jeszcze dzieciaki i o miłości to oni pojęcia za wiele nie mają.

Co ciekawe dziewczyny tzn. Johnson i Myracle poradziły sobie całkiem nieźle, ale opowiadanie Greena jest najsłabsze i po prostu nieco głupie. Jeśli największym osiągnięciem nastoletnich chłopców jest to, że spojrzała na nich łaskawie jakaś rozwrzeszczana cheerleaderka, to ja nie mam pytań. Miało być zabawnie - dla mnie nie było. Rozumiem, że młodym chłopakom brak jest pewności siebie, ale ta historia jest po prostu słaba.. trochę mnie irytowała.

Najbardziej podobało mi się ostatnie opowiadanie Święta patronka świnek, bo relacja między bohaterami była trochę poważniejsza i ogólnie historia ma jakieś przesłanie - opowiada o przyjaźni, o uczuciu które wprawia nas w stan euforii, przebaczeniu, jest też odrobinka magii.

Podsumowując: książka może podobać się nastolatkom - dla mnie szału nie ma.
Maureen Johnson jest jeszcze dość młoda i ok jej bohaterowie są nastolatkami itp. to jest w porządku, ale Green mógł napisać coś lepszego.

Jak dla mnie dużo szumu o nic. Szkoda.

I.

5 komentarzy :

  1. Dużo szumu o nic. Tak właśnie się czułam po przeczytaniu GNW. Cała ta twórczość Greena jest wg mnie dość mocno przereklamowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda. Mi GNW się podobała, ale już Papierowe miasta nie bardzo, a opowiadanie w tej książce jest najsłabsze. Raczej nie przeczytam już żadnej książki Greena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie czytałam Gwiazd naszych wina ale Papierowe miasta są dla mnie super i nie uważam by autor był przereklamowany. Bez urazy, to tylko moje zdanie ;)

      P.S: Dajcie mu szansę. Znam tylko 4 jego tytuły, to niewiele. Nie każdy od razu pisze arcydzieła. Nawet jeśli są to powieści młodzieżowe to nie widzę w tym nic złego. Podsumowując - każdy lubi co innego ;)

      Usuń
  3. dla mnie najsłabsze jest ostatnie opowiadanie, Również nieco się rozczarowałam ale mimo wszystko książka mi się bardzo podobała. Nigdzie nie ma mowy, że ma to być bożonarodzeniowa opowieść, sam tytuł mówi o śnieżnej nocy i taka była ;) Jak dla mnie warto było lecieć do Świata Książek po nią w promocyjnej cenie ;) Trafia do moich ulubionych, a nastolatką raczej już od dawna nie jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My się nigdy nie zgadzamy i to jest właśnie fajne :) rozczarowałam się, bo spodziewałam się czegoś zupełnie innego i to było jak uderzenie w głowę, ale książka na półce zostanie i pewnie przeczytam ją kiedyś jeszcze raz :)

      Usuń

Drogi Gościu dziękuję za komentarz - wszystkie są dla mnie niezwykle ważne i motywują mnie do dalszej pracy!

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka