Remigiusz Mróz ,,Świt, który nie nadejdzie"

To już ostatni tegoroczny post. Pewnie dzisiaj nikt go nie przeczyta, bo jesteście zajęci wybieraniem się na bale, domówki i inne imprezy - sama jak skończę pisać pędzę robić się na bóstwo, ale nie mogłam zakończyć roku, nie kończąc książkowych spraw i napisania kilku słów o ostatniej książce, która towarzyszyła mi w tym roku. Szersze podsumowanie jutro, jak ból głowy mi pozwoli :)

Przy okazji, życzę Wam udanej zabawy i szczęśliwego Nowego Roku! Dziękuję za wszystkie życzenia, bawcie się dobrze. 

Tak właściwie to miałam zakończyć rok z inną książką Mroza ,,Behawiorystą", ale coś mnie skusiło do przeczytania właśnie tej. Kupiłam ją spontanicznie, bo niestety mój portfel nie wytrzymuje tych książkowych nowości, ale zaryzykowałam i cieszę się, że w taki sposób kończę bardzo udany czytelniczy rok.


Remigiusz Mróz ,,Świt, który nie nadejdzie"
Wydawnictwo Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Stron: 528

Były pięściarz, Ernest Wilmański, to człowiek bez przeszłości. Stracił wszystko, co miał do stracenia. W poszukiwaniu nowego życia wyjechał do stolicy, jednak znalazł się w złym czasie i w złym miejscu. Zanim zaczął rozglądać się za pracą, praca znalazła jego i… nie miała nic wspólnego z uczciwym zarobkiem. 

Wilmański wbrew swojej woli został wciągnięty w świat Banników, grupy przestępczej, która swą nazwę zawdzięcza temu, że z przeciwnikami rozprawia się tak, jak robił to słowiański demon – topiąc ich w baniach. 

Ernest wspina się po gangsterskiej drabinie, nie spodziewając się, że jedna kobieta może pokrzyżować wszystkie jego plany. Ani że zjawy z przeszłości dopomną się o uwagę…
Źródło opisu: lubimyczytac.pl



Tym razem autor zabiera czytelników do przedwojennej Warszawy, wprost do przestępczego półświatka. To miejsce bardzo niebezpieczne, rządzące się swoimi prawami, gdzie dym papierosowy wypełnia pomieszczenia, alkohol leje się strumieniami, strach wymusza szacunek. W samej Warszawie króluje korupcja, przestępczość i sutenerstwo. 

Po dwutomowym maratonie z Chyłką i Oryńskim, "Świt, który nie nadejdzie" jest książką przy której złapałam chwilę wytchnienia. Akcja nie gna tutaj na złamanie karku, zwroty akcji nie zaskakują aż tak, jak się przyzwyczaiłam i  dobrze.
Podoba mi się klimat tej książki i ten ciągły dreszczyk niepewności, który mi towarzyszył podczas czytania. Z ciekawością obserwowałam działania gangów przed Drugą Wojną Światową. W Nocie Historycznej, autor zaznaczył, co było wytworem jego wyobraźni, a jakie działania naprawdę miały miejsce w tamtym czasie w Warszawie.
Może i nie pojawiły się błyskotliwe dialogi, wielkie zaskoczenia, ale sam pomysł na prowadzenie fabuły bardzo mi się podobał. Sama struktura takiej organizacji, jest bardzo ciekawie przedstawiona. Przestępczość przecież nigdy nie zniknie, a to co ludzi pcha do takich działań to władza i pieniądze i to nigdy się nie zmieni, bez względu na to w jakim czasie żyjemy. 

Jeśli chodzi o bohaterów, to nie do końca rozumiem Wilmańskiego. Facet bez przerwy ma jakieś kłopoty, co czasami nie jest zupełnie jego winą. Polubiłam go, ale nie do końca zrozumiałam jego motywy i to, czemu na siłę pojawiał się w miejscach, gdzie nie był mile widziany. Szkoda, że autor nie odkrył wszystkich kart, nie przedstawił konkretniej przeszłości tego bohatera, może wtedy lepiej rozumiałabym jego wybory. Zabrakło mi tego. A tak mam różne wyobrażenie tej postaci. 
No i przyznam, że to kobiety chyba jednak ukradły cały show w tej powieści. To one myślą zdroworozsądkowo i to one biorą sprawy w swoje ręce, gdy przychodzi co do czego. Faceci potrafią lać się tylko po gębach i celować do siebie z broni. Świetna postać Elizy, ale to Salomea jest naprawdę ciekawą bohaterką!
No i przepraszam bardzo, co to za zakończenie??? Książkę czytałam na czytniku, wyłączyłam możliwość podglądu na której stronie jestem, akcja nabiera tempa, czytam coraz szybciej i koniec! No nie! Tak, historia będzie żyła w mojej wyobraźni, ale mimo wszystko jestem niepocieszona...

:)

👍

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Stron: 528

Wesołych Świąt!

Kochani,
w ten szczególny dzień życzę Wam wszystkiego co najlepsze! Cieszmy się z narodzenia Pana, zwolnijmy na chwilę, porozmawiajmy, zastanówmy się, nacieszmy się rodziną. Życzę Wam przede wszystkim zdrowia - jeśli zdrowie dopisuje, można pokonać każdą przeszkodę, każdą. 


🎄💛





Zalotny tag książkowy

Cześć!
Już dawno nie  było na blogu żadnej książkowej zabawy, więc pomyślłam o zrobieniu tagu, który znalazłam w odmętach internetów :) Pod uwagę brałam książki przeczytane w tym roku, bo niedługo czas podsumowań, więc niech to będzie wstęp do list, które przygotowuję w ostatnich dniach grudnia  :)

  • Zauważenie - książka którą kupiłam ze względu na okładkę:

Było kilka takich książek, które zauroczyły mnie od pierwszego wejrzenia i spontanicznie postanowiłam je kupić.




  • Pierwsze wrażenie - książka, którą kupiłam ze względu na opis:

Bardzo byłam ciekawa ,,ósmej" części Pottera, która moim zdaniem, jest raczej ciekawym dodatkiem niż kolejną częścią.


  • Słodkie słówka - książka ze świetnym stylem pisania:

Bardzo podoba mi się styl pisania Remigiusza Mroza. To jest to, czego mi brakowało do tej pory w książkach, lekkość i poczucie humoru.


  • Pierwsza randka - pierwszy tom serii, który sprawił, że od razu chciałam zabrać się za kolejne:

Tutaj znowu wymieniłabym ,,Kasację" czyli cykl z Joanną Chyłką. Zakochałam się również w świecie wampirów i czekałam niecierpliwie na kontynuację. Oprócz tego saga Wiedźmińska, jest świetna!




  • Nocne rozmowy telefoniczne - książka dla której zarwałam noc:

Jestem okropnym śpiochem, więc raczej nie zarywam nocy dla książek, ale "Nieznajomy" Cobena to chyba najszybciej przeczytana przeze mnie książka w tym roku.

źr.

  • Zawsze w myślach - książka o której nie mogę przestać myśleć:

,,Wszystkie jasne miejsca" to książka o zagubieniu, samotności, miłości. Jeszcze długo pozostanie mi w pamięci.



  • Kontakt fizyczny - książka, którą kocham za towarzyszące mi uczucia:

,,November 9" jest chyba najlepszym romansem jaki czytałam. Cudna opowieść. 



  • Spotkanie z rodzicami - książka, którą chcę polecić rodzinie i znajomym:

To zdecydowanie ,,Zabić drozda". Powieść uniwersalna, którą powinien przeczytać KAŻDY.



  • Myślenie o przyszłości - książka, którą będę czytała jeszcze nie raz:

I tutaj znowu - ,,November 9". Na pewno jeszcze do niej wrócę.

LB

Book Tour z ,,November 9" - zapisy



Kochani, czy macie ochotę na przeczytanie książki Colleen Hoover ,,November 9" ? Jak pisałam tutaj,  jestem nią oczarowana. Pomyślałam o zorganizowaniu Book Tour, ponieważ sama uwielbiam takie zabawy i chętnie biorę w nich udział. Będę miała również piękną pamiątkę, którą zachowam i ustawię w honorowym miejscu w swoim domu. Jestem bardzo, bardzo ciekawa Waszych wrażeń z lektury. Do zabawy chciałabym zaprosić blogerów książkowych/urodowych/innych - ogólnie osoby posiadające bloga lub fanpage.

Regulamin Book Tour:

1. Book Tour ruszy, jeśli zgłosi się co najmniej cztery osoby, chętne do udziału w zabawie. Zgłaszacie się  pod tym postem, do 19 grudnia do 23.59. Jeszcze przed świętami wyślę książkę do pierwszej osoby, a ta do kolejnej itd. Kolejność zgłoszeń zdecyduje o miejscu w wężyku. 
2. Zgłaszać się mogą jedynie osoby, które mieszkają na terenie Polski. Wysyłka za granicę nie wchodzi w grę.
3.  Po zgłoszeniu proszę o kontakt mailowy: littleblack@poczta.onet.pl, aby podać swoje dane adresowe.
4. Czas na przeczytanie, zrecenzowanie i wysłanie książki do kolejnej osoby to 14 dni. Po przeczytaniu i zrecenzowaniu proszę Was o podesłanie mi linka do Waszej opinii na adres: littleblack@poczta.onet.pl 
5. W swojej recenzji/opinii proszę o uwzględnienie frazy "Book Tour", podlinkowanie do tego posta z regulaminem, umieszczenie zdjęcia pierwszej strony z wpisami poprzednich osób i oczywiście z Waszym wpisem.
6. Bardzo chciałabym, byście wpisali się na pierwszej stronie książki (wewnętrznej okładce, karcie tytułowej) i spisywali w miarę możliwości swoje wrażenia podczas lektury na marginesach, z tyłu książki, przylepiając karteczki, robiąc notatki ołówkiem itd. co tylko przyjdzie Wam do głowy. Chciałabym by książka ,,żyła". Oczywiście z rozsądkiem, by jej nie zniszczyć i by wystarczyło miejsca dla wszystkich. Proszę o poszanowanie książki, która jest moją własnością.
7. Proszę Was o wysyłanie książki kolejnym osobom listem poleconym priorytetowym, by nie zaginęła gdzieś na poczcie. 
8. Po zakończeniu Book Tour książka wraca do mnie i organizatorka czyli ja, opublikuję zdjęcie ze strony z waszymi wpisami na blogu, Instagramie i fanpage'u.
9. Zgłaszając się do Book Tour zobowiązujecie się do przestrzegania powyższego regulaminu.

Startujemy, gdy zgłosi się cztery osoby. Naprawdę warto! 😊


Colleen Hoover ,,November 9"



Colleen Hoover ,,November 9"
Wydawnictwo Otwarte
Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Rok wydania: 2016
Stron: 320
O mój Boże... co to było?? Co tam się wydarzyło??
Colleen Hoover po prostu sponiewierała mnie tą książką...
Czuję się jakby przejechał po mnie walec i nic już ze mnie nie zostało...

Podczas spotkania osiemnastoletniej Fallon z ojcem z restauracji, dochodzi między nimi do nieprzyjemnej wymiany zdań. Fallon miała kiedyś szansę na karierę aktorską, jednak w wyniku nieszczęśliwego wypadku, została oszpecona bliznami i musi pogodzić się z tym, że szanse na to, że będzie występować na scenie są nikłe. Ojciec dziewczyny znany aktor, próbuje dać Fallon do zrozumienia, że musi pożegnać się z tym marzeniem i zapomnieć o wyjeździe do Nowego Jorku, gdzie dziewczyna chciała spróbować szczęścia na Brodwayu. Świadkiem ich kłótni jest Ben, który wtrąca się do rozmowy i staje w obronie dziewczyny, przy okazji udając jej chłopaka. Ojciec nie daje się przekonać, ale między Fallon i Benem nawiązuje się nić szczerej sympatii i porozumienia. Niestety, mają tylko jeden dzień, który mogą spędzić razem przed wyjazdem dziewczyny na drugi koniec kraju. Fallon marzy o tym, by spełnić swoje marzenia, a Ben postanawia ją wspierać. Ustalają, że przez pięć lat będą spotykać się w ten sam dzień 9 listopada. Jeśli po tym czasie nadal będą czuć wzajemną fascynację, może uda im się zbudować normalny związek. Jednocześnie Ben, początkujący pisarz, obiecuje Fallon, wielbicielce romansów, że dokładnie opisze historię ich nietypowego ,,związku".

Zacznę od tego, że to najlepsza książka Hoover jąką przeczytałam. Szczerze kochałam poprzednie historie, które miałam okazje poznać, ale ,,November 9" bije je na głowę. Czytałam już wiele książek z gatunku NA, ale ta naprawdę rozdarła moje serce. Rozdarła je na strzępy! Wypłakałam sobie oczy, śmiałam się jak szalona, był moment że byłam wściekła jak diabli, był moment, że byłam kompletnie zdezorientowana i łapałam się za głowę. 

W życiu nie czytałam tak przejmującej historii miłosnej, a może tak pięknie napisanej historii miłosnej. Przepięknie napisanej! Każde zdanie w tej książce trafiało prosto do mojego serca. Ktoś może stwierdzić, że ta historia jest przesłodzona, mało realna, ale wiecie co? Mam to w dupie. Jest tak pięknie, cudownie, rozczulająco przedstawiona, że nie obchodzi mnie to wszystko. Wiecie, trudno jest mnie zadowolić jeśli chodzi o romans. Nie lubię naciąganych, infantylnych historii, ale ta przedstawiona w ,,November 9" kompletnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się, że w prostych zdaniach można przekazać tyle uczucia...❤

Oprócz tego całość jest przezabawna i tragiczna. Jak można połączyć te dwie sprzeczności? Hoover udowodniła, że można. Stworzyła naprawdę fajnych bohaterów, zwłaszcza Ben jest niezłym dowcipnisiem, a jednocześnie ich historie są tak fatalne, przejmujące, że trudno mi było ogarnąć to co się działo. Zwłaszcza ostatnie jakieś 100 stron jest .... no brak mi słów, nie potrafię napisać tego, co bym chciała.
Tak, wiedziałam, że bajkowa historia nie może ciągnąć się przez całą książkę, ale to co zaserwowała autorka kompletnie mnie załamało. Dostałam dwa ciosy prosto w serce i nie potrafiłam się po nich pozbierać...💔

Czytając ,,November 9" miałam w głowie historię ,,Love Rosie" Ahern. Obie książki mają wspólne mianowniki - mijanie się bohaterów, niepotrzebne nieporozumienia i radość ze wspólnych rzadkich spotkań. Na tym podobieństwa się kończą, bo w ,,November 9" bohaterowie nie boją się swoich uczuć i przeżywają wspólne chwile w sposób zachwycający, muszą jednak najpierw odnaleźć siebie. I szukają, jednocześnie strasznie się miotając... 
Chciałabym napisać więcej, rzucić konkretnymi przykładami, ale przecież nie mogę Wam niczego zespoilerować, bo to wszystko, absolutnie wszystko zepsuje.

Powiem krótko, zbeczałam się jak nigdy dotąd, przeżywałam tę historię jakby była moją własną. To najlepszy romans jaki czytałam i kochamnienawidząc Hoover za to, że stworzyła coś takiego. To powinno być prawnie zakazane, fundować czytelnikom taką burzę emocji. Co mnie podkusiło by przeczytać tę książkę? Teraz ten kac mnie chyba zabije...nawet nie potrafię napisać porządnej opinii


Książka bierze udział w wyzwaniu:

Remigiusz Mróz ,,Zaginięcie"


Remigiusz Mróz ,,Zaginięcie"
Cykl: Joanna Chyłka t. 2
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Stron: 512
Rok wydania: 2015

Kasacja/Zaginięcie

Mróz wdarł się w ostatnim czasie na moją półkę i już na pewno nie opuści honorowego miejsca, które zarezerwowałam dla jego książek. Po lekturze ,,Kasacji" wiedziałam, że przepadłam i podreptałam do księgarni, by zaopatrzyć się w kolejne tomy i dalej towarzyszyć Chyłce i Zordonowi. Ostatnio kupiłam również nowości, więc wkrótce będzie naprawdę Mroźno na blogu, uprzedzam!

W ,,Zaginięciu" mój ulubiony duet powraca i to wielkim stylu. Joanna Chyłka nadal jest bezkompromisowa, wyszczekana, piekielnie inteligentna ale, ale... zauważyłam lekką zmianę, która bardzo mi się spodobała. Oryński per Zordon nadal uroczo naiwny, nabiera doświadczenia i znowu nabija sobie guza biedaczysko, uwielbiam go z całego serca! I jestem zła na Chyłkę, że opiera się chłopiecemu urokowi Zordona, no Joanno proszę cię! 

Drugi tom otwiera nocny telefon, który nigdy nie wróży niczego dobrego. Do Chyłki dzwoni Angelika Szlezyngier, dawna znajoma i prosi ją o pomoc. Jej trzyletnia córka zniknęła z domu bez śladu, mimo włączonego alarmu. Ona i jej bogaty mąż stają się głównymi podejrzanymi. Joanna podejmuje się obrony małżeństwa, mimo tego, że sprawa nie wygląda najlepiej. Prawniczka i jej aplikant ponownie łączą siły i wyruszają na Suwalszczyznę do małej miejscowości, by rozeznać się w sprawie. 

Ta książka to prawdziwa petarda. Akcja ani na chwilę nie zwalnia tempa, a liczne poszlaki, nowe tropy i zaskakujące coraz to  nowe informacje, przyprawiały mnie o zawrót głowy. Spodziewałam się tego, że sprawa będzie miała drugie, a nawet trzecie dno, ale to co zafundował autor przekroczyło moje oczekiwania. Liczne teorie, które snułam na temat tego co się wydarzyło, upadały jedna po drugiej wraz z nowymi bohaterami i kolejnymi nowymi okolicznościami. Nieprzewidywalność akcji zapewnia doskonałą rozrywkę.

Interesujące są rozgrywki na sali sądowej i wszelkie triki stosowane przez prawników. Każda nawet najmniejsza rzecz ma jakieś znaczenie. Przyznam, że zafascynował mnie prawniczy świat i znów z wypiekami na twarzy śledziłam każdą część procesu.

Jest mnóstwo rzeczy, które sprawiają, że zaliczam twórczość Mroza do ulubionych: lekkość stylu, świetne dialogi, kreacja bohaterów, dbałość o szczegóły, dynamizm, poczucie humoru, zaskakujące zwroty akcji, trafne spotrzeżenia, wciągające historie - mogłabym wymieniać bez końca. Remigiusz Mróz jest młodym autorem, mojego pokolenia i doskonale czuję się w wykreowanym przez niego świecie.
Kolejne książki czekają :)

Książka bierze udział w wyzwaniu:
Stron: 512

Estelle Maskame ,,Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"



Estelle Maskame ,,Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?"
DIMILY t.3
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska, Joanna Wasilewska
Wydawnictwo Feeria Young
Stron: 364
Rok wydania: 2016

Czy wspominałam, że Cię kocham?/ Czy wspominałem, że Cię potrzebuję?/ Czy wspominałam, że za Tobą tęsknię?

Ostatni tom serii, która zyskała rzeszę fanów, a młodziutkiej Maskame przyniosła rozgłos. 
Myślę, że autorka jeszcze napisze coś, co ponownie będą czytały tłumy młodych ludzi, bo ma potencjał, duży potencjał, ale musi też jeszcze popracować. Seria DIMILY jest moim zdaniem bardzo nierówna. Pierwsza część podobała mi się, druga była tragiczna, a trzecia plasuje się gdzieś pośrodku.

Po ostatnich wydarzeniach Eden jest wściekła. Sprawę pogarsza ojciec dziewczyny, który za nic nie chce zaakceptować tego, że córka związała się z przyrodnim bratem. Cała rodzina jest skłócona i to na Eden kumuluje się cała złość otoczenia.  Gdy Tyler pojawia się na progu domu, dziewczyna nie chce go widzieć i stara się dać mu do zrozumienia, że szczerze go nienawidzi, ale czy na pewno?  Czy da się jeszcze uratować to uczucie?

Może zacznę od minusów, by mieć to już za sobą. Tom trzeci podobałby mi się jeszcze bardziej, gdyby wyrzucić z niego te wszystkie mało znaczące opisy. O co mi chodzi? O takie rzeczy jak przeczesywanie włosów palcami, opisywanie tego gdzie kto stoi, jaką ma minę i rozwodzenie się nad tym przez pół strony, albo i przez całą! Chodzi o to, że to zabiera całą lekkość odbioru. Jasne, że opis sytuacji jest ważny, ale tutaj Maskame musi znaleźć złoty środek, bo jest tego za dużo. Wiem, że chciała oddać całe uczucia bohaterów, ale czytanie tego, w jaki sposób Tayler patrzy Eden w oczy, trzymając ją tak i tak za rękę, a jego głowa przechyla się tak, mina jest taka, a pogoda za oknem taka, jest strasznie męczące. Chwilami miałam ochotę przeskoczyć wzrokiem i dać sobie spokój, bo te opisy niewiele wnoszą do sytuacji, autorka świetnie operuje dialogami i to wystarcza. 

To są moje wszystkie uwagi, do reszty nie mam zastrzeżeń. Zakończenie jest oczywiście przewidywalne, ale podoba mi się sposób w jaki to wszystko się zakończyło. Jaka zmiana zaszła w głównych bohaterach! Nie wiem czy w jakiejś innej książce znalazłam taki obrót spraw o 180 stopni. Zmiany następowały stopniowo od pierwszego tomu i całość naprawdę wyszła fajnie. No i wreszcie pojęłam, czemu autorka tak wyolbrzymiła kwestię romansu przyrodniego rodzeństwa, niezwiązanego przecież więzami krwi. Maskame bardzo fajnie poprowadziła całą sprawę, okazuje się, że problemem wcale nie było to, co tak gryzło bohaterów. Musieli dojrzeć do pewnych wniosków. 

Ten tom jest dojrzały, spokojniejszy i naprawdę ciekawy. 
Gdyby nie wpadka z drugim tomem, zaliczyłabym całość do naprawdę udanych serii, ale wiem, że młodziutka autorka ma jeszcze wiele przed sobą i cóż, czekam niecierpliwie na jej kolejne powieści.


A za możliwość przeczytania dziękuję Gąsce  ❤


Zimowe kadry

Ostatnio znowu odkurzyłam aparat i dzisiaj przedstawię Wam kilka zdjęć. Aura zimowa, śniegu dużo, mam nadzieję, że będą Wam się podobać :)

Mam nadzieję, że taka zima utrzyma się do świąt.



Smutno ładny widok.




Bałwan też jest.



Po cukierkach został domek.



Takie widoki dookoła.



Zabrałam Gacka na spacer i taka radość. Nurkowanie w śniegu.



Stroicie swoje biblioteczki? U mnie już świątecznie.



Nikt nigdy nie kupuje mi na prezent książek... ale za to dostaję inne rzeczy.


A Wam co przyniósł Mikołaj? :)

Książki po angielsku - Wydawnictwo [ze słownikiem]


Mój poziom angielskiego przyznaję - jest słaby. Zatrzymałam się na poziomie B1 i niestety nie kontynuowałam nauki z różnych powodów. Gdy byłam przez kilka miesięcy w Holandii, język angielski był niezbędny w komunikacji, czy to w sklepie, na ulicy, podczas rozmowy z szefem ( Holendrzy doskonale mówią po angielsku). Musiałam się przełamać i po prostu mówić, jednak nie jest to poziom, który mnie satysfakcjonuje.

Nieraz wyczekuję niecierpliwie na polską premierę jakiejś książki i żałuję, że nie mogę przeczytać jej w oryginale ze zrozumieniem, nie siedząc non stop z wielkim słownikiem w ręce. Na pewno Wy też tak macie. Warto więc zainwestować w swój rozwój i zachęcam Was, do zapoznania się z naprawdę szeroką ofertą Wydawnictwa [ze słownikiem]. Bardzo się cieszę, że takie wydawnictwo powstało. Zapoznałam się z wydanymi przez nie książkami i myślę, że obcowanie z ,,żywym językiem", a nie z wyuczonymi formułkami, daje dużo lepsze efekty. Książki mają  przystępne ceny i na pewno znajdziecie coś co Was zainteresuje.

Wydawnictwo [ze słownikiem] posiada bogatą ofertę lektur o różnym poziomie zaawansowania. Ja zdecydowałam się na dwie pozycje: ,,Alicja w Krainie Czarów" i ,,Piotruś Pan" czyli  w miarę proste lektury, przeznaczone dla młodszych czytelników. ,,Alicja w Krainie Czarów" jest nieco bardziej wymagającą  książką (jak się okazało), ciągle je czytam, ale już widzę duże postępy, jest mi po prostu coraz łatwiej. 
Wystarczy codziennie poświęcić godzinkę na czytanie w oryginale i po pewnym czasie coraz szybciej ,,łapie się" sformułowania, poznaje i utrwala słownictwo.




Książki składają się z trzech słowników.

Pierwszy słownik zawiera najczęściej występujące słówka w tekście. 




Słownik na końcu książki, zawiera wszystkie słowa, które pojawiły się w książce. 




Dodatkowo na każdej stronie, na marginesie można znaleźć słówka trudniejsze. Pozwala to zaoszczędzić czas. Nie musimy wertować zamieszczonych słowników za każdym razem, tylko mamy pogrubione wybrane słówka i wyjaśnione z boku na marginesie. Niestety, mi często jeszcze zdarza się, że muszę przypomnieć sobie znaczenie jakiegoś słowa w słowniku, gdy nie jestem pewna lub go nie znam, a na marginesie go nie znajdę (jest to oczywiście uzależnione, od indywidualnego zasobu słownictwa czytelnika). 


Największą zaletą tych wydań jest to, że wszystko mamy w jednej książce, szybko, łatwo i przyjemnie. Nie trzeba wyciągać wielkiego tomiszcza i wertować kilkaset stron, co kilka sekund. 
Wszystko czego potrzebuję mam w jednym miejscu i nic mnie nie rozprasza, co bardzo ułatwia mi przyswajanie.
Chyba brakowało nam tego typu książek na polskim rynku i myślę, że Wydawnictwo [ze słownikiem]  wypełniło tę lukę. Ja jestem zachwycona i na pewno będę kontynuować naukę w ten sposób. 

A Wy co o tym myślicie? :)

Za możliwość przeczytania bardzo dziekuję Wydawnictwu [ze słownikiem]!




Podsumowanie listopada

Patrzę na to co przeczytałam w listopadzie i widzę, że w tym miesiącu dominowała u mnie miłość. Zupełnie nieświadomie wybierałam takie książki, wzięłam udział w Book Tour i to dwa razy. Ciągle obiecywałam sobie, że ogarnę w końcu blogowe sprawy, muszę uporządkować etykiety, a zabieram się do tego jak pies do jeża :)
Listopad był dla mnie najgorszym miesiącem w tym roku i cieszę się, że już minął.

Tak prezentuje się listopadowa lista:

link

link

link

link

link
Kurcze, wszystkie przeczytane przeze mnie książki w tym miesiącu były dobre. Jestem zadowolona z doboru lektur, a na grudzień również szykuję, ciekawą literaturę. 
Dodaję dużo zdjęć również na Instagramie - uwielbiam to miejsce. Mam nadzieję, że grudzień upłynie Wam w miłej atmosferze. Trzymajcie się cieplutko!

Na koniec moja piosenka miesiąca:


,,Shadow" Sylvain Reynard


,,Shadow" Sylvain Reynard
Cykl: The Florentine t.2
Wydawnictwo Akurat
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Stron: 400
Data wydania: 16.11.2016
Raven / Shadow


Jeszcze tak niedawno pisałam Wam, że czekam niecierpliwie na kontynuację ,,Raven" i oto już jestem po lekturze. Zdecydowanie nie uważam świata wampirów za temat wyczerpany, od zawsze miałam słabość do tych stworzeń i uwielbiałam historię o nich. 
,,Shadow" jest kontynuacją rewelacyjnie zapoczątkowanej serii. Trudno jest zawsze pisać o kontynuacjach, trzeba uważać by nie zdradzić wątków poprzedniego tomu i postaram się tego w ogóle nie robić.

Pierwszy tom urzekł mnie swoim klimatem. Bardzo podobał mi się podziemny świat wampirów i ich współzawodnictwo. Do tego miłość, która wydaje się niemożliwa: Książe wampirów i niepełnosprawna dziewczyna - cudo! Namiętność zmieszana ze strachem, bólem i tajemnicami.

Przeczytałam drugi tom z zapartym tchem i powiem Wam, że ,,Shadow" nie jest gorsza od ,,Raven", tylko po prostu nieco inna
Zabrakło mi właśnie tych wampirzych rozgrywek i intryg. Mimo, że pod koniec książki dużo się działo, to jednak nie jestem przekonana. Zabrakło mi... wampirów. Autor skupił się na relacji Williama i Raven, ich uczucie rozkwitło, pogłębiło się, stało się mocniejsze, ale brakowało mi odpowiedniego tła dla tej romantycznej historii. Wątki erotyczne przewijały się przez całą powieść, ale w sposób wyważony. 

Ten tom bardziej skupia się na Williamie, więc wydaje się, że mrocznego świata powinno być więcej, a jednak wcale tak nie jest. Podoba mi się to, że autor pozwolił lepiej poznać bohatera: jego przeszłość i to czym się kieruje przy dokonywaniu wyborów, jednak krwawych historii, było tak naprawdę niewiele.

Mimo tego, książkę przeczytałam  z przyjemnością. Akcja nieraz mnie zaskoczyła, Raven dalej odrobinę denerwowała, chociaż już nie tak bardzo, William zdecydowanie pokazał swoje ludzkie oblicze. Florencja ponownie mnie zachwyciła i czuję tylko niedosyt. Jest w tym cyklu coś, co sprawia, że jest przyjemny w odbiorze i zapewnia naprawdę dobrą rozrywkę. 

Wydaje mi się, że ,,Shadow" jest tylko wstępem do następnego, mroczniejszego, ekscytującego finałowego tomu i obym się nie myliła. Otwarte zakończenie jest obiecujące, więc czekam znowu niecierpliwie, by zobaczyć Księcia w akcji, zwłaszcza po tym, co mu się przytrafiło. Oj będzie się działo...

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Business&Culture i Wydawnictwu Akurat!

Book Tour: Katja Millay ,,Morze spokoju"


Katja Millay ,,Morze spokoju"
Wydawnictwo Jaguar
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Rok wydania: 2014
Stron: 456

Mam już spore doświadczenie z książkami z gatunku NA. Czytam ich dużo i dokładnie wiem, co musi mieć w sobie książka tego typu, bym uznała ją za dobrą. 
Po pierwsze: tragiczne historie bohaterów muszą brzmieć przekonująco. Nie lubię naciąganych problemów, które wcale nimi nie są.
Po drugie: relacja między bohaterami nie może być powierzchowna. Muszą mnie przekonać do swojego uczucia.
Po trzecie: akcja nie może dziać się za szybko. Historia musi być składna, napięcie narastać, uczucia spokojnie się rozwijać.
Wszystkie te trzy warunki wg mnie spełnia książka ,,Morze Spokoju".
Rekomendacja Hoover na okładce jest zachęcająca. W końcu to autorka, która popełniła kilka naprawdę cudownych historii, a pisanie o uczuciach to jej domena.

Josh Bennett to chłopak, od którego wszyscy odchodzą. Jest przyzwyczajony do śmierci i samotności. Pragnie, by wszyscy zostawili go w spokoju i by nie miał szansy nikogo więcej stracić.
Nastya Kashnikov pielęgnuje w sobie nienawiść, jest pełna bólu i ciągle nie potrafi przeboleć tego co utraciła. Mimo, że Josh nie chce nikogo do siebie dopuścić, z biegiem czasu dziewczyna wkrada się w jego życie i zajmuje w nim coraz więcej miejsca. Czy jednak można żyć nie ujawniając swoich tajemnic?

Historia przedstawiona w powieści mnie przekonała. Kompletnie się w niej zatraciłam i zaczęłam żyć życiem bohaterów. Relacja Josha i Nastyi nie należy do łatwych, a jednak jest w niej coś ujmującego, smutnego, poruszającego. Josh wpisał się na listę moich ulubionych facetów w literaturze. Nie jest chodzącym ideałem, ale potrafi przyciągnąć do siebie czytelnika, łatwo pokochać jego wady i zalety. Nie jest bad boyem, jest chłopakiem ze smutną historią.
Sprzeczne uczucia budzi we mnie Nastya. Jest dobrze wykreowaną bohaterką, a jej tragiczne przeżycia wywołały we mnie falę gniewu i współczucia. Polubiłam ją, chociaż czasami byłam mocno wkurzona, przez jej irracjonalne zachowanie. No mieć takiego faceta jak Josh i tak koncertowo to spie...yć - byłam wściekła. Jednak rozumiem jej postępowanie i zakończenie wszystko mi wynagrodziło. 
Co przydarzyło się Nastyi? Autorka skutecznie przez większość książki, wodzi czytelnika za nos. Potęguje to zaciekawienie, a ilość moich teorii, była zaskakująco duża. Bohaterowie drugoplanowi są bardzo fajnie zarysowani, cieszę się, że autorka fajnie rozwinęła wątki poboczne.
Na minus zasługują liczne literówki w tym wydaniu - co robił redaktor? Sam język powieści jest prosty i młodzieżowy. Występują przekleństwa, co może niektórych razić - mi język odpowiadał, dodaje realności.
,,Morze spokoju" jest bardzo wciągającą książką, zaskakującą, mocną i dobitną. Dla mnie to jedna z lepszych NA, jeśli nie najlepsza jaką do tej pory czytałam. Warta polecenia.


Dziękuję Wiktorii, za możliwość udziału w Book Tour!
I gratuluję pomysłu z karteczkami! Pokusiłam się na żółte i fajnie było w ten sposób wyrażać swoje opinie.

Tillie Cole ,,Raze"


Tillie Cole ,,Raze"
Cykl: Poranione dusze t.1
Wydawnictwo: Filia
Rok wydania: 2016
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Stron: 399

Rosyjska mafia, przemoc i walki w klatkach - to życie dwudziestopięcioletniej Kisy, córki wora najważniejszego bossa mafii. Do tego psychopatyczny narzeczony i utracona wiele lat temu miłość - Kisa nie ma łatwego życia. Pewnego razu na ulicy spotyka przerażającego, nieokiełzanego Raze'a. Chłopak wygląda jak morderca i ma tylko jeden cel - zemstę. Czy przyciąganie, które odczuwa Kisa do nieznajomego przerodzi się w coś więcej?

To było moje pierwsze spotkanie z gatunkiem Dark Erotic i przyznam, że cała ta brutalność mnie trochę przytłoczyła, ale i zafascynowała. Tutaj ból miesza się z miłością, strach z zachwytem, co daje mieszankę wybuchową. Zdecydowanie jest to lektura dla dorosłych. Ilość brutalnych scen jest zbyt duża, by sięgał po nią młody czytelnik.
Na minus zaliczam przewidywalność tej historii. Po dwóch rozdziałach wiedziałam jak to się wszystko potoczy, wszystkie wątki łatwo przejrzeć i koniec mnie w ogóle nie zaskoczył. Na minus zasługuje też główna bohaterka, której postępowanie było dla mnie zupełnie głupie i wydawało mi się, że jej portret psychologiczny nie był dopracowany. Nie rozumiałam do końca jej reakcji i stwierdzam, że po prostu brak jej instynktu samozachowawczego. Do tego bez przerwy beczała, ilość łez przez nią wylanych była oszałamiająca i tu chciałabym przejść do języka. Dlaczego nie przepadam za bardzo za erotykami? Przez język, nasz rodzimy język, chociaż piękny i bardzo go kocham, to jeśli chodzi o sprawy seksualne jest bardzo ograniczony. Nie jest to wina tłumacza, który ma bardzo małe pole do popisu i niestety tak już jest. Jeśli chodzi o ,,Raze" to jestem w stanie przymknąć na to oko. Nie było aż tak wiele scen seksualnych jak się spodziewałam i tłumaczka poradziła sobie całkiem nieźle, ale denerwowały mnie inne liczne powtórzenia. Ile razy można czytać o tym, że Raze przechyla głowę i zaciska usta, albo wspominać o plamce w jego oku...to było męczące.

To tyle jeśli chodzi o minusy naprawdę, reszta zrobiła na mnie wrażenie. Postać Raze'a jest rewelacyjna! Dzięki licznym retrospekcjom i walce toczącej się w jego umyśle czytelnik może poznać jego przeszłość. Bohater przedstawiony jest bardzo realistycznie i tak bardzo mu kibicowałam! To samo dotyczy czarnego charakteru w tej powieści, który przerażał mnie tak bardzo, że drżałam, gdy wchodził na scenę. No i fantastyczne sceny walki - bardzo dobrze opisane, plastycznie. Czułam się jakbym siedziała na widowni i odczuwałam te wszystkie emocje! Moja wyobraźnia szalała. Książkę czyta się szybko, wciąga i po lekturze jestem kompletnie oszołomiona, mimo tego, że domyśliłam się szybko jak potoczą się losy tej dwójki. 

Book Tour: Mamen Sanchez ,,Zabrania się miłosnych ekscesów na progu stancji"



Mamen Sanchez ,,Zabrania się miłosnych ekscesów na progu stancji"
Wydawnictwo: Media Rodzina
Seria: Gorzka Czekolada
Tłumaczenie: Aleksandra Wiktorowska
Stron: 322

Bardzo dziękuję Stworkowi za możliwość udziału w Book Tour.
Regulamin akcji i wszystkie informacje znajdziecie tutaj.

Szczerze mówiąc ta książka zupełnie mnie zaskoczyła. 
Czterdziestoletnia Cecilia, po rozwodzie z niewiernym mężem nie potrafi się pozbierać. Praca jej nie cieszy, luksusowy apartament budzi złe wspomnienia. Wpada na szalony pomysł - chcę odremontować dom nieżyjących dziadków i otworzyć w nim stancję, dla porządnych studentek, ustanawiając całą masę zasad. Czy jednak da się wszystko tak łatwo zaplanować? 

Nie spodziewałam się że ta historia aż tak mnie wciągnie. Przyznam, że autorka potrafi zaskoczyć czytelnika. To książka zawierająca wiele trudnych, tragicznych historii, a jednocześnie to opowieść o pięknej miłości. Szalonej, nie do końca z happy endem, dojrzałej i młodzieńczej. Takiej która wydaje się niemożliwa, a jednak jest i daje siłę i nadzieję. To powieść o tym, że warto wierzyć w ludzi i wyzbyć się uprzedzeń, które zatruwają życie. W każdym jest cząstka zła i dobra. To my decydujemy o tym, co w naszym życiu przeważy, jaką drogę wybierzemy.

Trochę denerwowała mnie ta nierówność w kreowaniu bohaterów. Początkowo Cecilia wydawała mi się kobietą bardzo naiwną i denerwującą. Pani adwokat, a jakby kompletnie oderwana od rzeczywistości. Wybuchała niekontrolowanym płaczem z błahych powodów, niby wykształcona, a jednak nie znająca o dziwo podstaw prawa. Z czasem jednak to się zmieniło i zdobyła moją sympatię. Stała się kobietą odważną, kochającą, godną podziwu. Szkoda, że początek jest taki słaby, ale naprawdę warto czytać dalej, jestem kompletnie zaskoczona rozwojem wypadków. To samo dotyczy innych mieszkanek stancji. Początkowo wydawały się stereotypowymi bohaterkami, a później... o matko co tam się działo! 
Bardzo podobało mi się prowadzenie akcji. Niby powolny, ale zupełnie zaskakujący rozwój wypadków. Fajny pomysł z tajemnicą rodzinną, dodawał fabule smaczku. 
Zaplątałam się w tę sieć intryg, z ciekawością przyglądałam się rozwijającym się romansom. Podoba mi się również wplecenie w fabułę problemu uchodźców.
Książkę oceniam na bardzo dobry, bardzo miło spędziłam przy niej czas. Czyta się ją bardzo szybko, początkowa naiwna, nieco naciągana fabuła zamienia się w istny korowód wypadków, trudnych relacji, zaskakujących zwrotów akcji. 




Kim Holden ,,Promyczek"


Kim Holden ,,Promyczek"
Cykl: Promyczek t. 1
Wydawnictwo Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Stron: 586
Rok wydania: 2016


O ,,Promyczku" było głośno kilka miesięcy temu. Jak zwykle zabrałam się do lektury z wielkim poślizgiem. Na początku w ogóle nie miałam zamiaru jej czytać. Bałam się że to kolejna rozdmuchana historia z dobrą reklamą, ale po zapewnieniu licznych osób, że książka jest cudowna i naprawdę warto, stwierdziłam, że jednak to zrobię. 
Podpisuję się pod listą osób zachwyconych i fanów Kim Holden. Muszę teraz dostać drugą część ,,Gus" i nic w tym dziwnego. Każdy kto przeczytał pierwszy tom musi to zrobić. Może nie jest to książka mojego życia, ale niesie za sobą tyle pozytywnych wartości, że jest po prostu warta tego, by poświęcić jej czas. To po prostu dobra literatura.

Tytułowym ,,Promyczkiem" jest dwudziestoletnia Kate, urodzona optymistka i altruistka, wyznająca zasadę: carpe diem,  mimo tego, że jej życie absolutnie nie jest łatwe. Kate jest jak promyk słońca, ogrzewający wszystkich, którzy znajdą się w jej pobliżu. Nic dziwnego, że jej przyjaciel Gus nadał jej tak miłe przezwisko. Dziewczyna wyjeżdża na studia, gdzie poznaje nowych przyjaciół i jego - Kellera Banksa. Czy pozwoli sobie na miłość? 

Jest mnóstwo opinii o tej książce w Internecie, mnóstwo i tak samo jest z ,,Gusem" - wystrzegajcie się spoilerów naprawdę, bo to zabierze Wam radość z lektury. Jeśli nie czytaliście pierwszego tomu - zapomnijcie na razie o drugim. Jeśli chcecie przeczytać ,,Promyczka" bądźcie ostrożni. Uspokajam tutaj żadnych spoilerów nie będzie :)

,,Promyczek" do połowy nie wyróżnia się niczym szczególnym. Opowiada o życiu nastolatki, studentki, która poznaje nowych przyjaciół. Nie jest to nudne, po prostu niczym się nie wyróżnia. Zastanawiałam się: gdzie te emocje? Gdzie te łzy? Później zrozumiałam w czym rzecz. Autorka umiejętnie prowadzi fabułę. Pozwala czytelnikowi poznać Kate (co jest kluczowe), niedomówieniami rozbudzić ciekawość, pozwolić wszystkim relacjom się rozwinąć, przez co nie miałam wrażenia, że np. ktoś się w kimś zakochał w pięć minut. To nadaje tej historii realności. Później już czułam się tak jakbym wjeżdżała pod stromą górkę, a koniec to był naprawdę szybki zjazd.

Kocham Cię. Te słowa pojawiają się w ,,Promyczku" bardzo często i uzmysłowiłam sobie jak są ważne. Jak ważne jest okazywanie uczuć, jak ważne jest zauważenie drugiego człowieka i nie osądzanie innych. Kate udzieliła bardzo mądrej rady: nie oceniaj, pomóż.
Dla niektórych czytelników Kate jest postacią mityczną, zupełnie nierealną, bo nie ma takich ludzi. Są! Są ludzie uśmiechnięci, pomocni, pozytywnie nastawieni do życia,  spontaniczni. Ja takich znam. Kate nie jest ideałem. Ma czasami wszystkiego dość, potrafi się upić i zrobić awanturę jak ktoś zajdzie jej za skórę. Nie jest idealna, ale jest szczęśliwa, mimo tego co ją spotkało. Tacy ludzie istnieją, niestety jest to indywidualna kwestia charakteru i prawdziwy dar.
Co jeszcze? Jest to powieść, w której te najważniejsze życiowe relacje: związek i przyjaźń są wyniesione na piedestał, są bardzo głębokie. To hołd dla tych relacji, ich cudowny obraz.

Myślę, że warto sięgnąć po ,,Promyczka". Czuję, że ta książka coś we mnie otworzyła, a na pewno zastanowiłam się czy nie jestem zbyt samolubna, czy potrafię docenić dobre rzeczy w moim życiu? Czy skupiam się wyłącznie na kłopotach, tym co trudne i tracę radość życia? 


Podsumowanie września i października

Dzień dobry w ten pierwszy listopadowy dzień. Ciężko uwierzyć, że to już końcówka tego roku. Dzisiaj dzień zadumy, odwiedzanie grobów, ja po raz pierwszy występuję w roli kierowcy i powiem Wam, że już rozumiem wszystkie bolączki siedzących za kółkiem. Mnóstwo ludzi, mnóstwo samochodów, trzeba mieć oczy dookoła głowy, pilnować siebie i innych uczestników ruchu. Jedźcie naprawdę ostrożnie.

W zeszłym miesiącu po prostu zapomniałam o podsumowaniu. Obudziłam się gdzieś piątego dnia, ale to trochę za późno na podsumowanie, więc dzisiaj będzie dwa w jednym poście.

Wrzesień

We wrześniu przeczytałam 4 książki, słabiutko, ale już się przyzwyczaiłam do swojego mozolnego tempa.


Październik

W kolejnym miesiącu było już troszkę lepiej. Przeczytałam 6 książek i jestem bardzo zadowolona z wyboru lektur.
  • Remigiusz Mróz ,,Kasacja" - obecnie Mróz jest chyba najpoczytniejszym polskim pisarzem. Kolejki po jego autograf ciągnął się w nieskończoność, a obserwując Instagram, widzę że mnóstwo osób chwali się zakupem jego książek. Ja jestem zachwycona i w listopadzie i grudniu będzie więcej Mroza na blogu.
  • Claire King ,,Nocna tęcza" - jakże smutna historia o zagubionym dziecku.  Bardzo przeżywałam wszystkie wydarzenia rozgrywające się w książce.
  • Cecelia Ahern ,,Skaza" - moja ukochana autorka troszkę zmieniła grupe odbiorców i gatunek. Moim zdaniem wyszło nieźle, ale nie oszukujmy się, powieści dystopijnych jest teraz na rynku zatrzęsienie i ciężko się wyróżnić. 
  • Leslye Walton ,,Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" - nie było to do końca to, czego się spodziewałam, ale ja jestem na tak. 
  • Marie Lu ..Legenda.Patriota" - pożegnanie z bardzo udaną serią. Do tej pory mam kaca, trzy tomy odłożyłam na półkę i ciągle przeżywam zakończenie na nowo.
  • J.K Rowling, J. Thorne i inni ,,Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - nie ma co już dłużej prowadzić dyskusji na ten temat, moje zdanie możecie poznać klikając w link.
Bardzo aktywnie prowadzę profil blogowy na Instagramie, jeśli macie ochotę zajrzyjcie :) 
Wiem, że obiecałam urodzinowy konkurs i mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda mi się go zorganizować, więc bądźcie czujni :) postaram się o interesującą nagrodę.

Nie wiem, czy prowadzicie spis przeczytanych książek, ale ja ostatnio podliczyłam ile książek w tym roku już przeczytałam i jestem zawiedziona swoim wynikiem - zaledwie 30. Miałam trzy miesiące wycięte z książkowego życia, ale i tak jakoś mało, zwłaszcza, że ciągle coś czytam :) a jak tam u Was?

Na koniec moje wczorajsze Halloweenowe zdjęcie:




Joanne Kathleen Rowling, Jack Thorne i inni ,,Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - moja bardzo subiektywna opinia.


Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Małgorzata Hesko - Kołodzińska, Piotr Budkiewicz
Stron: 367


Nigdy w życiu nie miałam takiego uczucia, że bałam się jakiejś książki, dopóki nie dowiedziałam się o wydaniu rzekomej ósmej części Pottera. Potem napłynęły kolejne informacje, że powstanie sztuka i zostanie wydany jej scenariusz. Autorką nie będzie J.K Rowling tylko scenariusz powstanie przy współpracy z pisarką. Od początku miałam niechętne nastawienie do tego całego pomysłu. 
Dla mnie Potter skończył się wraz z siódmą częścią. Jestem ogromną fanką całego cyklu. Dla mnie Harry Potter zawsze będzie na pierwszym miejscu na liście ukochanych książek i książek, które zmieniły mój świat. Jestem przekonana, że nic innego nigdy ich nie zastąpi. Czytałam całą serię wielokrotnie, ciągle z nieustającym podziwem i nic dziwnego, że bałam się okropnie, że ta niewiadoma ósma część zniszczy mi cały obraz, który żyje w mojej wyobraźni. Przeczytałam i nic takiego się nie wydarzyło, ale... nie traktuję ,,Przeklętego Dziecka" zbyt poważnie.

Dwa dni przed premierą dałam się porwać tej magii, którą bądź co bądź było czuć. To był moment cudownego cofnięcia się w czasie, gdy kolejne części były tak wyczekiwane. Odbyły się wspaniałe premiery w całej Polsce i bardzo się cieszę, że ta magia nadal trwa - premiera ,,Przeklętego Dziecka" udowodniła, że Potter wcale się nie starzeje i zdecydowanie jest dziełem kultowym. Zakupiłam książkę, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam czytać. Przeczytałam i wiecie co? Czuję się tak, jakby obiecano mi wielki tort, a dostałam jedynie jego jedną małą porcję. Co za porównanie :) ale tak właśnie jest.

Nie jest to powieść, a scenariusz i na oczywiste różnice byłam przygotowana. Nie jest to jednak to, czego się spodziewałam. W niektórych momentach powracała ta magia Pottera, ale to były ułamki, tak krótkie, że nie zdążyłam się nimi nacieszyć, a już znikały. Po prostu dla mnie to za mało Pottera w Potterze. Sama historia jest interesująca, czasami bardzo zaskakująca, zwłaszcza jeśli chodzi o samo przeklęte dziecko, ale to nie jest ,,to", brakuje po prostu tej... magii, tego niezwykłego klimatu z książek. Jak pisałam wyżej po prostu nie traktuję tego dalszego ciągu zbyt poważnie. Raczej odebrałam to, jak liczne pojawiające się w Internecie fan fiction. 
Jeśli chodzi o bohaterów, to ogromny plus za nowe postacie: Scorpiusa Malfoya i Albusa Pottera. Jeśli mam być szczera, to wiele lat temu po zakończeniu siódmego tomu, podobnie wyobrażałam sobie ich relację. Jednak jeśli chodzi o moje ukochane trio to niestety, nie jestem tak optymistycznie nastawiona. Harry - mój wielki literacki przyjaciel, jest Harrym jakiego sobie wyobrażałam, po ponad dwudziestu latach, ale Hermiona nie jest tą Hermioną, którą pokochałam. Brakuje jej tego inteligentnego pazura, a Ron jest wg mnie w ogóle nie podobny do Rona. Weasley stał się tak jakby starszą wersją swoich braci bliźniaków, wielkim dowcipnisiem. Rozumiem, że praca w sklepie stworzonym przez bliźniaków, mogła wyostrzyć jego dowcip, ale bez przesady.

Nie chcę Was zniechęcać, ani zachęcać do przeczytania scenariusza, nie jest to recenzja. Wszystko co tutaj napisałam, jest moją subiektywną opinią, tak właśnie wygląda to wszystko z mojej perspektywy. Decyzję podejmijcie sami. Nie umiem ocenić tej książki i nie chcę tego robić, bo nie jest to powieść, nie jest napisana przez Rowling, więc nie podejmę się oceny. Chciałabym jednak zobaczyć sam spektakl! Jestem bardzo ciekawa, jak to wszystko odbywa się na scenie, chciałabym zobaczyć scenografię.
Jedno jest pewne: dla mnie ta historia skończyła się na tomie siódmym, nie przeczytam już więcej podobnej książki, dopóki nie napisze jej sama Rowling i nie ogłosi: Napisałam ósmą część Pottera! Na 99% procent tak się jednak nie stanie, więc sprawę uważam za zakończoną.

Cieszę się, że chodź na chwilę magia wróciła :) dziś moja czternastoletnia sąsiadka pożyczyła ode mnie dwa tomy Pottera - wyciągnełam je z półki z radością!

Marie Lu ,,Legenda.Patriota"


Marie Lu ,,Legenda.Patriota"
Cykl: Legenda t.3
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Tłumaczenie: Marcin Mortka
Rok wydania: 2014
Stron: 351

,,Legenda. Rebeliant" / ,,Legenda. Wybraniec" / ,,Legenda. Patriota"

Nie wiem od kiedy stałam się taką płaczką. Może trafiają mi się takie powieści, a może obudziła się we mnie jakaś cholerna wrażliwość, ale to kolejna książka przy której popłynęły mi łzy i mam tego dziwnego kaca. Myślę, że ryczę głównie przez to, że to ostatni tom, pożegnanie z June i Dayem, a autorka zafundowała trudne, smutne ale też pełne nadziei zakończenie. Dopiero co zamknęłam ostatnią stronę i próbuję to jakoś ogarnąć.

Ostatnia część trylogii... ,,Legenda" zalicza się do moich ulubionych dystopii, a ostatni tom zagwarantował mi dużo przeżyć, emocji i rozstałam się z bólem ze światem wykreowanym przez Marie Lu. Czyli mój czas nie został zmarnowany. W ostatnim tomie Republika zostaje poddana próbie i musi odeprzeć niespodziewany atak wroga. Day i June ponownie razem stają do boju, jednocześnie próbują pogodzić się z tym, że ich wspólna przyszłość stoi pod sporym znakiem zapytania. Day nie może zapomnieć o przeszłości i nie wie czy jego ojczyzna jest jego domem czy wrogiem.

Wiecie, mam takie przeświadczenie, że to książki wybierają ludzi, święcie w to wierzę i bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać tak świetną, dopracowaną, ciekawą historię, która zawołała do mnie pewnego dnia: przeczytaj mnie! .
Podsumowując, jestem oczarowana. Czytałam z wypiekami na twarzy, kompletnie wciągnełam się w ten zimny, okrutny świat i z bólem serca przyglądałam się zmaganiom głównych bohaterów. Marie Lu wykreowała tak fantastyczne, złożone postacie... doskonale opisała władające nimi emocje, a ich miłość jest subtelna, dojrzała i tak pełna bólu, że łamie serducho i sieje spustoszenie.


Dalej mam jedno zastrzeżenie: wiek bohaterów. Kompletnie nie rozumiem wyboru autorki. Szesnatolatka i siedemnastolatek, oraz Elektor w podobnym wieku decydują o losach ogromnego Państwa. To mi przeszkadzało okropnie. Wiem, że powieść jest skierowana do młodzieży, ale bohaterowie kompletnie nie pasują mi do wizerunku nastolatków.... Nie mogę tego przeboleć.

Podoba mi się ten oszczędny język w ,,Legendzie", skupianie się na sprawach istotnych, konkretne opisy, dzięki którym wyobraźnia pracuje no i ta umiejętność opisywania emocji czy wątpliwości  i podawania ich w sposób niezwykle wzruszający, ale nie przesadzony. Autorka znalała idealny złoty środek. Nigdy nie zapomnę tej sceny, gdy Day wraca do zrujnowanego rodzinnego domu i przywołuje wspomnienia. Cudowna, wzruszająca, rozdzierająca serce scena...
Dziękuję autorce, że pozwoliła mi to przeżyć. Jestem zachwycona polskim wydaniem, ciekawym pomysłem na podział na narrację June i Daya i tymi pięknymi okładkami! I strasznie mi przykro, że to już koniec. :(




Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka