Światowy Dzień Książki - historia pewnej czytelniczki.



Książka - w naszym języku rodzaj żeński. Dla obcokrajowców słowo trudne do wymówienia i napisania, dla polskiego czytelnika najmilsze na świecie.

Moja miłość do książek  zaczęła się gdy byłam jeszcze dzieckiem. W moim domu rodzinnym było dużo książek, niektóre jednak nie były zbyt ambitne. Mama miała pokaźną kolekcję harlequinów - oczywiście wszystkie przeczytałam. Na półkach stały również książki ciekawsze - Sienkiewicz, mnóstwo encyklopedii i kilka książek młodzieżowych. Do dziś miło wspominam młodzieżową historię Janiny Zającówny ,,Heca z Łysym" którą czytałam tyle razy, że książka w końcu się rozpadła.
Płynnie czytałam już w wieku 5 lat. W nauce literek i ich podziale na spółgłoski i samogłoski pomógł mi znany teleturniej Koło Fortuny. Podobno nie można było mnie oderwać od telewizora, gdy leciał ten program.
Gdy poszłam do zerówki odkryłam bibliotekę. Do dziś czuję dreszcz, gdy wchodzę do tej instytucji i z wielkim namaszczeniem dotykam półek z książkami. Mam wrażenie, że szepczą do mnie. Obecnie rzadko tam zaglądam, bo po prostu książki kupuję i kolekcjonuję. 
W zerówce dostałam nagrodę za dobre wyniki w nauce. Była to ilustrowana bajka Kopciuszek. Czy uwierzycie, że czytałam ją tyle razy, że już w wakacje recytowałam całą książkę z pamięci? Do dziś pamiętam wielkie zdziwienie mojej babci, gdy ona przeglądała książkę, a ja siedziałam naprzeciwko niej i po prostu ją cytowałam słowo w słowo.
Jako dziecko zawsze rano przed szkołą wstawałam wcześniej i czytałam coś w łóżku. To było jak nałóg.
W gimnazjum przypadkowo w moje ręce wpadł Harry Potter. Całą serię czytałam niezliczoną ilość razy, miałam zupełnego hopla na ich punkcie. Żadna inna historia tak mnie nie wciągnęła.
Przyznam, że później nadszedł taki czas, że porzuciłam moją wielką pasję. Czytałam rzadko i tylko popularne serie, o których było głośno i chciałam wiedzieć w czym rzecz.
Do książek z całą mocą powróciłam na studiach, gdzie na na nowo odkryłam jak wielką przyjemność sprawia mi czytanie i nie mogę się nadziwić, dlaczego na chwilę o tym zapomniałam.
Trzy lata temu postanowiłam pewnego październikowego wieczoru założyć bloga. W wakacje zaczęłam kupować książki, uzbierała się już spora kolekcja i zrozumiałam, że kurcze nie mam z kim nawet pogadać o przeczytanych historiach, więc może blog byłby dobrym rozwiązaniem. I tak zaczęła się moja przygoda z tą stroną. 

Nie czytam dużo, zwykle jest to 4-5 książek miesięcznie. Nie czytam na akord tylko wtedy, gdy książka mnie woła. Nie wyobrażam sobie czytać 20 książek miesięcznie, bo obawiam się w pewnym momencie nie wiedziałabym co, gdzie i jak, a to nie sprawiałoby mi przyjemności. Oczywiście nie mam nic przeciwko i podziwiam osoby, które to potrafią, ale ja każdą książkę traktuję jak przyjaciółkę, z którą muszę spędzić trochę czasu, by poznać wszystkie jej tajemnice.
 Czytam wolno i uważnie, w nieskończoność przyglądam się okładkom, czytam informacje techniczne. Z niektórymi nie czuję ,,chemii", a niektóre po prostu zostają ze mną na zawsze. Wybierając książki kieruję się instynktem i wierzę, że w gruncie rzeczy to one wybierają mnie. Te z którymi się nie polubię oddaję do biblioteki. Może ktoś inny je pokocha. Zawsze używam zakładek, ale nie jestem wielką pedantką. Szanuję je, ale noszą oznaki czytania, nieskazitelność zawsze trochę mnie przerażała. Czytanie to moja miłość i pasja, a książka to najpiękniejsza, najdoskonalsza rzecz na świecie. 

A jaka jest wasza historia? :)

25 faktów o mnie

Cześć,
pomyślałam o tym że zrobię dzisiaj troszkę luźny post i napiszę coś o sobie, a zainspirowała mnie do tego Gąska z bloga Lewa strona Literki M. Co prawda trochę już ujawniłam o sobie podczas robienia różnych LBA, ale to były szczątkowe informacje. Sama uwielbiam poznawać blogerów jako osoby, a nie tylko recenzentów. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę :)



1. Nie lubię swojego imienia.  A jeszcze bardziej nie znoszę zdrobnienia Iwonka - wrrrr! 

2. Kocham kolor czerwony i lubię mieć na sobie coś czerwonego, nawet jakiś malutki dodatek. Ten kolor dodaje mi energii i sił.

3. Jestem strasznie wrażliwa. Próbuję nad tym zapanować, ale nie zawsze się udaje. Wystarczy ckliwa scena w książce lub filmie i już muszę szykować chusteczki.

4. Nie znaczy to jednak że jestem cicha i zahukana. Potrafię walczyć o swoje, a czasami aż za bardzo kłapie jęzorem i później żałuję, że się tak uniosłam.

5. Jak mówią moi znajomi - najbardziej charakteryzuje mnie uśmiech. Lubię uśmiechać się do ludzi, a w smsach i elektronicznych wiadomościach nadużywam tych emiotykonek.

6. Jestem uzależniona od zachodów słońca. Zawsze z zachwytem patrzę jak kończy się dzień.

7. Mam bardzo miękkie serce przez co już wiele razy oberwałam po tyłku, ale ciągle niczego się nie nauczyłam. Jeśli ktoś mnie prosi o pomoc nie umiem odmówić nikomu. Sytuacja zmienia się, gdy ktoś mnie zawiedzie, wtedy drugi raz odmawiam.

8. Jestem straszną panikarą i od dziecka jestem bardzo ostrożna i uważna. To sprawia mi często kłopoty np. za kierownicą, ale powoli oswajam się z tym, że nie na wszystko mam wpływ.

9. Jestem w stałym związku od 9 lat. W przyszłym roku biorę ślub. To moja pierwsza miłość i  myślę że ostatnia.

10. Od dziecka nienawidziłam pomidorów, sam ich widok mnie odrzucał. Zmieniło się to kilka lat temu.

11. Dwa lata temu zupełnie sama na spontanie wyruszyłam w świat. Pojechałam do Holandii nikogo nie znając, nie mając pojęcia co mnie czeka, ani gdzie tak naprawdę jadę. Przerażenie dopadło mnie dopiero w środku nocy podczas przesiadki w Berlinie, gdy było za późno, by wracać. ;) Nie żałuję.

12. Bardzo szybko nawiązuje znajomości, ale prawdziwych przyjaciół mam niewielu. Kiedyś bardzo zawiodłam się na pewnej ,,przyjaciółce" i mocno to przeżyłam, bo bardzo mnie skrzywdziła. Ostrożnie dobieram ludzi wokół siebie.

13. Jestem okropną bałaganiarą, ale dobrze to ukrywam. Tzn. ogólnie na zewnątrz mam porządek, ale wystarczy otworzyć moją szafę, a wszystkie ubrania wysypią się na głowę ^^

14. Uwielbiam wszelkie pudełeczka, karteczki, bransoletki, świecidełka i różne tego typu pierdółki. Lubię drobne rzeczy.

15. Od dziecka mam bardzo grube, gęste i kręcone włosy, które co rano doprowadzają mnie do szału. Zresztą nie tylko rano.

16. Mam wykształcenie wyższe.

17. Nie jestem typową kobietą, nie lubię zakupów. Do sklepu wchodzę w gotową listą i spędzam w nim jak najmniej czasu, podobnie jeśli chodzi o ubrania.

18. Panicznie boję się owadów, a zwłaszcza bąków. Kiedyś rozorałam kolano uciekając przed ścigającym mnie owadem :D

19. Kocham fotografię. Przeglądam codziennie mnóstwo zdjęć i sama próbuję coś cykać. 

20. Potrafię odpisać na wiadomość nawet po tygodniu, przez co znajomi strasznie się na mnie wkurzają. 

21. Mam wiecznie zimne stopy i dłonie - nawet w lecie, gdy są upały.

22. Moim ukochanym zespołem jest zespół Coldplay, a piosenką "Clocks".



23. Lubię seriale i filmy kostiumowe i uwielbiam dźwięk uderzeń szabli o szablę.

24. Mam słabość do starych gazet i zdjęć. Lubię przeglądać gazety z przed kilku, kilkunastu lat.

25. Uwielbiam podróże i nowe miejsca. Jestem ,,włóczykijem" chociaż ostatnio nie mam za wiele okazji i możliwości, by gdzieś dalej podróżować, ale droga to mój żywioł.

,,Pasja" reż. Mel Gibson

http://www.filmweb.pl/Pasja

Reżyseria: Mel Gibson
Rok premiery: 2004
Gatunek: Dramat, Biblijny
Produkcja: USA
Główne role: Jim Caviezel, Maia Morgenstern, Christo Jivkov, Monica Bellucci

Jest wiele filmów obrazujących mękę Chrystusa, ale chyba żaden nie pozostawia na widzu takiego wrażenie, nie wywołuje takiego morza łez. 
Jako osoba wierząca nie potrafię w zupełnie obiektywny sposób podejść do tego filmu. Oglądałam go już kilka razy, pierwszy raz jako piętnastoletnia dziewczyna i wyrył się w mojej pamięci jako tragiczny, niezwykle brutalny film, który w czasie Wielkanocnym pozwala głęboko przeżyć zdarzenia, które wydarzyły się ponad dwa tysiące lat temu i są podstawą wiary Chrześcijańskiej.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/P/PK/passion5.html


Film wiernie odwzorowuje wydarzenia przedstawione w Ewangelii, jednak Mel Gibson poszedł krok dalej. Każda scena ma znaczenie bardzo symboliczne, wielowymiarowe. Kadry filmowe przypominają obrazy, sam obraz jest przyciemniony w wielu scenach. Film nakręcony jest z rozmachem, a aktorzy - zwłaszcza Jim Caviezel w roli Jezusa Chrystusa, wykonali tutaj gigantyczną pracę. Brutalność którą widzimy na ekranie przeraża, ale Gibson nie przekroczył tutaj cienkiej granicy, gdzie mógłby przesadzić.Tak sceny są okropne, ale oddają wielką miłość Chrystusa i to ona przebija się ponad wszystko. 

Mel Gibson postanowił przede wszystkim zobrazować ostatnie dwanaście godzin życia Chrystusa, rozpoczynając od Modlitwy w Ogrójcu. 
Pojawiają się również liczne retrospekcje, a szczególnie rozdzierającą sceną jest scena upadku Chrystusa podczas Drogi Krzyżowej i reakcja Marii przeplatana ze wspomnieniem, gdy mały Jezus upada na kamienie, a Matka podbiega do niego i bierze w ramiona. Przepiękny obraz matczynej miłości.
Chciałabym również zwrócić uwagę na dwie inne role: Hristo Shopova jako Poncjusza Piłata, niezwykle dobrze zagrana rola, aktor w doskonały sposób oddał rozterki Piłata i jego przerażenie agresją tłumu, oraz Rosalindy Celentano która po prostu przeraża w roli Szatana, buduje niesamowite napięcie! 
Wczoraj po raz kolejny obejrzałam ten film, spłakałam się jak dziecko i jeśli nie macie możliwości pójść dzisiaj na Drogę Krzyżową koniecznie obejrzyjcie ,,Pasję".

Wiosna 2017

Chociaż wiosna nie rozpieszcza nas w tym roku jeśli chodzi o temperatury, to jednak przyroda powoli budzi się do życia i czaruje swoim pięknem.








Ja już od dzisiaj mam wolne. Jutro wybieram się na Drogę Krzyżową. Mam nadzieję, że Wielkanocny czas spędzicie w spokoju i zadumie. Wesołych Świąt kochani!

Andrzej Sapkowski "Czas pogardy"


Andrzej Sapkowski "Czas pogardy"
Cykl: Wiedźmin Geralt z Rivii t.4
Wydawnictwo: SuperNova
Rok wydania: 2011
Stron: 319

Druga część właściwego cyklu Wiedźmińskiego podnosi poprzeczke jeszcze wyżej, a myślałam że wyżej już się nie da. Tak, wiem, że już nie możecie czytać moich zachwytów nad tą serią, ale nic na to nie poradzę - zdecydowałam, że wszystkie części pojawią się na blogu i już. Fantastyczne książki trzeba promować i namawiam, namawiam niezdecydowanych do przeczytania CZYTAJCIE WIEDŹMINA, bo to pozycja światowa. 

Sapkowski mistrz słowa i malowania słowami w tym tomie nie oszczędza swoich bohaterów, a historia staje się coraz bardziej skomplikowana i krwawa. Wchodzi na kolejny poziom.
Jak głosi opis na tylnej okładce, świat Geralta i Ciri ogarniają płomienie. Wybucha wojna, świat zasnuwa dym z pogożelisk, lasy pełne są trupów i zbłąkanych wędrowców, którym włos jeży się na głowie, gdy tylko zatrzeszczy jakaś gałązka na której przysiadł niewinny ptak. Nadszedł czas pogardy.
Imperator Nilfgaardu, potężnego królestwa pragnie zawłaszczyć sobie sąsiadujące ziemie i prowokując wywołuje wojnę, która topi cały świat we krwi i wzajemnej nienawiści. Do sprawy przyczyniają się również czarodzieje, którzy tracą swoje ciepłe posadki i poczucie bezpieczeństwa. Tutaj nie ma miejsca na neutralność, trzeba zdecydować po której stronie się stanie, o czym boleśnie przekonuje się nasz Wiedźmin. Każda wojna zmusza do zajęcia jakiegoś stanowiska.



Ta część cyklu jest bardzo dramatyczna, obfituje w tragiczne wydarzenia, pojawia się dużo spisków, intryg obfituje w wątki polityczne, w które zostają wplątani główni bohaterowie. Nie jest oczywiście cały czas tak strasznie, pojawiają się i wesołe momenty, żarty i trafne, ironiczne spostrzeżenia, jednak wojna zmusza bohaterów do heroicznej walki głównie o samych siebie. 
Pod względem językowym i stylistycznym mistrz Sapkowski nadal czaruje.
Kierunek jaki obiera ta historia nie jest przypadkowy. Wszystko jest przemyślane, dopracowane i zrównoważone. Autor stopniuje napięcie, rozbudowuje wątki poboczne, jednak cały czas wiruje wokół głównych zagadnień i bohaterów. Klimat jest po prostu fantastyczny. O tym świecie się czyta, w tym świecie się jest w trakcie lektury i nie chce się go opuszczać. Marzę by powstał z tego kiedyś dobry, naprawdę dobry serial.
Jeśli chodzi o bohaterów to Wiedźmin ma coraz więcej trosk i wydaje mi się, że emocje które w nim wzbierają, mogą wybuchnąć w każdej chwili, a wtedy dopiero się zacznie. Nic w tym dziwnego skoro prześladowcy ciągle depczą mu po piętach, każdy mówi mu co powinien zrobić czy mówić, a najbliższe osoby wykręcają mu takie przykre numery... oj Yennefer tym razem chyba naprawdę wkurzyłaś Geralta! Ta niezwykła para jest nieprzewidywalna i charyzmatyczna. To niesamowity romans, ciekawie poprowadzony wątek, o którym chce się czytać jeszcze i jeszcze. 
Ciri próbuje uciekać przed swoim przeznaczeniem i gdy wydaje się, że Geralt i Yennefer będą mogli ją ochronić, los gotuje im coraz więcej niespodzianek...

- Geralt - Ciri ponownie przyłożyła oko do dziury w murze - stoi z opuszczoną głową. A Yennefer strasznie wrzeszczy na niego. Wrzeszczy i wymachuje rękoma. Ojej... Co to może znaczyć?
- Dziecinnie proste - Jaskier znowu wpatrzył się w ciągnące po niebie obłoki. - Teraz ona przeprasza jego.
cytat z książki s. 104

Agnieszka Lingas - Łoniewska "Skazani na ból"


Agnieszka Lingas - Łoniewska ,,Skazani na ból"
Wydawnictwo Novae Res
Rok wydania: 2015
Stron: 319


Będąc ze mną jesteś skazana na ból. Na cierpienie. I na niebezpieczeństwo.

Aleks ma dwadzieścia lat i od szesnastego roku życia jest skinheadem. Ma swoje bractwo, ideały i prawdy, w które wierzy. Amelia to osiemnastolatka, licealistka, która ma za sobą tragiczną przeszłość.

Drogi Amelii i Aleksa nigdy nie powinny się przeciąć. Nie łączy ich nic – ani pochodzenie, ani poglądy, ani rodzinna przeszłość. A jednak młodzi poznają się w dramatycznych okolicznościach i zakochują w sobie. Od tej chwili zmienia się wszystko.
Historia, która zwala z nóg. Dramatyczna pogoń za miłością silniejszą niż uprzedzenia, bolesne poszukiwanie własnej tożsamości i zakończenie, które nie pozwoli zasnąć.

źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/264672/skazani-na-bol

To moje pierwsze spotkanie z autorką, a już zostawiła mnie z takim mętlikiem w głowie, że zgodnie z opisem nie mogłam zasnąć po przeczytaniu tej książki. Nie ma co, ładnie się ta znajomość zaczyna. 😊
 Mam problem z oceną... na LC kliknęłam "dobra", ale teraz się zastanawiam czy nie zmienić swojej decyzji i dać gwiazdkę wyżej. A może nie, bo jednak nie do końca jestem przekonana... Nie wiem, nie spodziewałam się takich dylematów. Myślałam, że to będzie lekka powieść NA, a to co w niej znalazłam kompletnie mnie zszokowało... trudne, bardzo trudne.
Styl autorki jest dosyć specyficzny... czasami miałam wrażenie, że za bardzo rozpisuje się o emocjach jeśli chodzi o Aleksa, a czasami miałam wrażenie, że tych opisów jest za mało w przypadku narracji z perspektywy Amelii. Książkę przeczytałam szybko, akcja wciąga, zwroty akcji są naprawdę zaskakujące, uroniłam też kilka łez czytając zakończenie. 

Uważam, że to dobra książka, warto ją przeczytać, jednak nie polecam jej nastolatkom. Osoba w moim wieku czyli 25+ doceni pomysł autorki i wyciągnie z niej dużo, ale np. dla siedemnastolatka to nie jest dobra lektura.  I nie chodzi tylko o brutalność i sceny kontrowersyjne pod tym względem. Chodzi o przekonania skinów, dla mnie szokujące, a co dopiero dla młodszego czytelnika, oraz o moim zdaniem błędnym wyobrażeniu, że samą miłością można kogoś zmienić.  Oczywiście jest to piękna historia w książce, ale w życiu nie poszłoby to tak łatwo. Wiele młodych dziewczyn, zaślepionych pierwszą miłością przymyka oko na złe zachowania swoich facetów, ale nie wierzę w takie rozdzielenie dwóch światów w których w jednym rządzi  nienawiść, a w drugim miłość. Nie i koniec. Jeśli facet jest agresywny, to ta agresja dotknie również jego kobietę prędzej czy później. To jak siedzenie na  tykającej bombie, która z pewnością kiedyś wybuchnie.



Z wielkim zainteresowaniem czytałam o ideologii skinów, ale jak już pisałam jestem też tym zszokowana. Plus dla autorki, że podjęła się takiego tematu i stworzyła tego typu bohatera. Jest to coś innego, ciekawego chociaż oczywiście jest to sprzeczne ze wszystkim w co ja Iwona wierzę. 
Kreacja Aleksa jednak nie do końca mnie przekonała, bo ten chłopak jest jedną wielką sprzecznością. Biega po ulicach bijąc "brudasów", upija się do nieprzytomności, a z drugiej strony jest naprawdę fantastycznym, wartościowym chłopakiem. Tak jakby miał dwie osobowości. Nie potrafiłam znaleźć w nim tego środka i dalej się zastanawiam, czy może czegoś nie przeoczyłam. Nie polubiłam go, mimo emocjonującego zakończenia. Jeśli chodzi o Amelię to dla mnie jest po prostu wielką bohaterką. Chociaż nie wierzę, że samo kocham cię może wszytko naprawić i wybaczyć, to jednak dziewczyna zrobiła na mnie wrażenie swoim uporem.

To naprawdę trudna historia, która rozdziera serce, wywołuje moc uczuć. Muszę przyznać, że autorka potrafi zaskoczyć i nieźle namieszać, bardzo mi się to podoba. To książka o niszczących uprzedzeniach, trudnym dzieciństwie, poszukiwaniu siebie i o wielkiej, wielkiej miłości, która trwa, chociaż wydaje się że to niemożliwe, by tak różne osoby darzyły się tak mocnym uczuciem. Oczywiście, że wierzę w moc uczuć, ale uważam, że sama miłość nie wystarczy... potrzebne są również wielkie chęci do zmiany i mnóstwo, mnóstwo pracy nad sobą, dużo prób i błędów.
Książkę polecam jednak starszym czytelnikom, jest to ciekawa pozycja i odbiega trochę od schematów typowego NA.



Podsumowanie marca 2017



No i mamy kwiecień! No i dobrze, bo tegoroczny marzec mnie wkurzał. Ciągle było zimno, mglisto i pochmurnie... ale nadeszła upragniona wiosna, a z nią postanowiłam w końcu wziąć się za siebie i zgubić parę kilogramów - walczę!

Zostawiam dla Was pierwsze wiosenne zdjęcia, które udało mi się zrobić kilka dni temu:






No dobra to teraz zajmijmy się sprawami książkowymi. W marcu przeczytałam 7 książek, na blogu pojawiło się 6 recenzji, ponieważ "Traktat o łuskaniu fasoli" jest książką o której nie można po prostu napisać tekstu na szybko. Moje przemyślenia się pojawią, ale w swoim czasie. 

W tym miesiącu miałam czytać książki Joanny Bator i wziełam się za "Rok królika", ale nie wiem czy ją wymęczę. Zrobię wszytko by ją skończyć, ale czuję się zniechęcona. Nie przepadam za tego typu przedziwną literaturą i naprawdę ciężko mi się ją czyta... miałam w planach "Piaskową górę", ale jest ciągle niedostępna w moich bibliotekach, a książki Bator są jednak drogie, więc skończyło się jak się skończyło. No cóż nie poddam się i będę realizować swoje wyzwanie, ale zaczęłam chyba trochę za ambitnie. Kwiecień za to, to planowo miesiąc poświęcony Agnieszce Lingas - Łoniewskiej. Zaopatrzyłam się już w książki pisarki, więc nie przewiduję tutaj żadnych problemów.

No właśnie... w marcu czytałam powieści zagranicznych autorów, wziełam udział w dwóch wspaniałych Book Tourach, pojawiło się trochę nowości i ogólnie był to bardzo nierówny miesiąc. Czytałam książki, które mnie zachwyciły, ale też takie, które mi się nie podobały...

Przeczytane:
  • "Układ" Ellie Kennedy ✮✮✮✮✮
  • "Już mnie nie oszukasz" Harlan Coben ✮✮✮✮✮
  • "Podarunek" Cecelia Ahern ✮✮✮✰✰
  • "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ" Stephanie Garber ✮✰✰✰✰
  • "Spójrz mi w oczy, Audrey" Sophie Kinsella ✮✮✮✮✰
  • "Cztery sekundy do stracenia" K.A. Tucker ✮✮✮✰✰
  • "Traktat o łuskaniu fasoli" Wiesław Myśliwski ✮✮✮✮✮
Wszystkie teksty znajdziecie pod zakładką Spis recenzji  na górze strony.
W kwietniu będą święta, więc czasu na czytanie będzie naprawdę sporo, co mnie cieszy - będzie wolne !
 Chciałam się pochwalić, że zarejestrowałam się i będę w maju na Targach Książki w Warszawie! Mam nadzieję, że się tam spotkamy, koniecznie dajcie znać czy się wybieracie, bo chciałabym Was poznać, a okazja jest idealna 😊
Nie mogę się doczekać, to będzie fantastyczny czas! 
Chciałabym Wam również podziękować za ponad 50 000 wyświetleń! 

Miłego wiosennego weekendu! My dziś zaczynamy sezon na ogniska 👌


K. A. Tucker "Cztery sekundy do stracenia"



K.A Tucker "Cztery sekundy do stracenia"
Cykl: Ten Tiny Breaths t.3
Wydawnictwo Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Rok wydania: 2015
Stron: 556


Do tej pory byłam zauroczona serią Tucker i mam w planach ją dokończyć, została mi jeszcze jedna książka. Pamiętam swój zachwyt, gdy czytałam "Dziesięć płytkich oddechów".
"Jedno małe kłamstwo" czyli tom drugi też był moim zdaniem bardzo dobry, a trzeci "Cztery sekundy do stracenia" - po prostu dobry, czyli tendencja spada, ale spokojnie - nie ma tragedii. Zaraz wyłożę co konkretnie mi się nie podobało 😊

Prowadzenie lokalu ze striptizem nie jest tak fascynujące jak uważa większość facetów. Dwudziestodziewięcioletni Cain pracuje głównie nocą, jego załoga nadaje się do psychiatryka i regularnie odwiedza go policja. Zaczyna jednak wierzyć, że to także jego misja. Pewnego dnia piękna Charlie Rourke staje w drzwiach klubu, przez co wszystko się sypie. Zasady Caina zostają wystawione na ciężką próbę. Minęło sporo czasu odkąd dokonała tego jakakolwiek kobieta...

Dwudziestodwuletnia Charlie Rourke potrzebuje szybkich pieniędzy, by zniknąć, nim będzie za późno. Ściąganie ciuchów na scenie nie jest jej wymarzoną pracą. Gdy koleżanki z pracy marzą, by usidlić seksownego i troskliwego szefa, Charlie nie jest nim zainteresowana. Szczególnie dlatego, że Charlie Rourke nie istnieje, a dziewczyna, która ją udaje, nie może pozwolić sobie na rozproszenie uwagi niechcianym romansem. Niestety Charlie szybko odkrywa, że nie ucieknie przed uczuciem jakim darzy swojego szefa. Obawia się jednak, że strata Caina, gdy ten dowie się w co dziewczyna jest zamieszana, będzie bardziej bolesna niż którakolwiek z czekających ją kar.

źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/245775/cztery-sekundy-do-stracenia

Przyznam, że opis jest bardzo zachęcający, tym bardziej, że Cain w poprzednich tomach nie odegrał zbyt wielkiej roli i był dosyć tajemniczą postacią. Widziałam go jako ,,dobrego wujcia", co trochę kłóciło mi się z pracą jaką wykonuje. No sorry to szef klubu ze striptizem... był zbyt dobry. Byłam bardzo ciekawa jego sekretów. Po przeczytaniu tego tomu już sama nie wiem co o nim myśleć, ale o tym za chwile.
Ten tom zachowuje klimat cyklu, styl Tucker się nie zmienia, język jest obrazowy, autorka dobrze operuje słowem i jakie 500 stron? W ogóle nie mam wrażenia, że przeczytałam tak grubą książkę, Dwa wieczory i skończona, nawet nie wiem kiedy. Tak czyta się książki Tucker.

Klimat tej historii jest jednak troszkę mroczniejszy no i przepełniony erotyzmem, ze względu na główne miejsce akcji. Co ciekawe scen łóżkowych jest bardzo mało, spodziewałam się że będzie ich o wiele więcej, ale nie. Mimo to te które już się pojawiają, rozbudzają wyobraźnię.
"Cztery sekundy do stracenia" można spokojnie czytać jako osobną historię, zresztą wszystkie książki w tym cyklu chyba takie są. Pojawiają się bohaterowie poprzednich opowieści, ale są tak wpleceni w fabułę, że nie powinno pojawić się uczucie zagubienia, wszystko jest wyjaśnione, bez spoilerów. Cieszę się, że w tej części jest tak dużo sympatycznej Storm - byłej striptizerki z jedynki.
Ogólnie książkę czytało mi się dobrze, fabuła mnie pochłonęła mimo tego, że jest do bólu przewidywalna i z radością wróciłam do słonecznego Miami, więc na co znowu będę narzekać? A będę, będę - jak to ja 😏.

Wróćmy do Caina. Gość miał w życiu nielekko, prowadzi niebezpieczny interes, jest młody, przystojny, zasadniczy, wymagający, ale czasami zachowuje się jak ciocia klocia. Oczywiście, że cieszę się, że jest kreowany na pozytywnego bohatera - tak, takich facetów uwielbiamy, ale nie za bardzo uwierzyłam w jego motywy i powody dla których jest jaki jest. Tucker nie do końca mnie przekonała tą historą.... Spoko, fajnie że chce chronić swoje pracownice i nie traktuje ich jak dziwki, ale udzielanie korepetycji kuso ubranym striptizerkom i nic? Serio? Facet? Uczy ich matematyki w prywatnym biurze? A z drugiej strony sam widok Charlie, która wzięła się znikąd całkowicie ubranej go podnieca? No nie bardzo w to wierzę. Jest zbyt krystaliczny. Polubiłam go, moim zdaniem jest najbardziej zajmującą postacią, która buduje fabułę, ale mam mieszane uczucia...
Jeśli chodzi o Charlie, to dla mnie bardzo przeciętna bohaterka, chociaż sympatyczna. Nie do końca rozumiem co Cain w niej zobaczył, bo ona tak naprawdę niczym się nie wyróżnia oprócz kilku tajemnic, tyle że jest przepiękna. Jest odważna i jednocześnie podejmuje naprawdę głupie decyzje. Charlie to sprzeczność. W pewnym momencie wikła się w taką sieć kłamstw, że osoba w realnym życiu nie poradziłaby sobie z taką sytuacją, bo przeszłaby poważne załamanie nerwowe. Żałuję, że Tucker bardziej nie rozbudowała jej strony emocjonalnej, narracja z jej perspektywy jest dla mnie zbyt płaska. Zabrakło mi emocji i rozwinięcia jej sytuacji rodzinnej. To co zostało ukazane, niezbyt dobrze, to dla mnie za mało.
Tak naprawdę nie złapałam tego momentu zakochania Caina i Charlie, to po prostu się stało. Przyznam, że ich uczucie i wzajemna tolerancja rozczula i robi wrażenie, więc tutaj przymknęłam oko na niedociągnięcia. Kupuję to.

Nie do końca kupuję jednak klimat tych erotycznych biznesów i to z jaką łatwością Cain potrafi przekonać konkurencję, żeby go wpuściła na swoje terytorium, czy opłaca gościa który w mgnieniu oka potrafi prześwietlić każdą podejrzaną osobę, która pojawia się w klubie. 
Mam wrażenie, że autorka trochę się męczyła przy pisaniu tej książki, chociaż ostateczny efekt jest dobry. Dla mnie ta historia, jak i cały cykl potrafią się obronić mimo kilku potknięć. Z pewnością przeczytam ostatnią część i zrobię podsumowanie całości. 
To lekka lektura, na rozluźnienie, wpisująca się w nurt New Adult. Dostarcza przyjemnej rozrywki i pobudza wyobraźnię. Zdecydowanie polecam ten cykl, jeśli lubicie takie klimaty.

"Cztery sekundy do stracenia" to opowieść o drugich szansach, o odkupieniu win, o tym, że nie należy oceniać człowieka pod kątem jego przeszłości i popełnionych błędów, których już nie da się naprawić. Trzeba się skupić na tym co jest tu i teraz i starać się żyć jak najlepiej, dążyć do tego, by być coraz lepszym człowiekiem na tym podłym świecie i mocno wierzyć w lepszą przyszłość.

Cykl Ten Tiny Breaths:

Book Tour: Sophie Kinsella "Spójrz mi w oczy, Audrey"


Sophie Kinsella "Spójrz mi w oczy, Audrey"
Wydawnictwo Media Rodzina
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Rok wydania: 2016
Stron: 319


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Paulinie z bloga http://erpgadki.pl ❤
Regulamin akcji i wszystkie informacje znajdziecie tutaj http://erpgadki.pl/blog/index.php/2017/02/05/book-tour-ze-spojrz-mi-w-oczy-audrey-sophie-kinselli-zapisy/ - lista jest ciągle otwarta i zachęcam Was do dopisania się i wzięcia udziału w zabawie, warto!

Czternastoletnia Audrey nie wychodzi z domu i zawsze, nosi na nosie okulary przeciwsłoneczne. Dlaczego? Ponieważ w przeszłości przydarzyło jej się coś bardzo złego, ale Audrey nie chce opowiedzieć co. Stara się zapomnieć  i stanąć na nogi. Jej rodzina jest nieco zwariowana, a zwłaszcza mama, która nie może oderwać się od czytania Daily Mail i ciagle zadręcza rodzinę szalonymi pomysłami, brat Frank jest nałogowym maniakiem gier komputerowych, najmłodszy brat uroczym czterolatkiem, a tata wpatrzonym w ekran smartfona ugodowym księgowym. Gdy do Franko, który zakłada drużynę zajmującą się graniem w niesamowicie wciągającą grę Ziemię zdobywców, zaczyna przychodzić kolega Linus, między nim a Audrey rodzi się nić porozumienia i dziewczyna dzięki jego pomocy zaczyna zwalczać swoje lęki. 
Co przydarzyło się Audrey? Czy rodzice zawsze mają rację? I jak Audrey w powrocie do zdrowia pomaga kręcenie rodzinnego filmu? 



To cudowna, ciepła opowieść, którą przeczytałam błyskawicznie, bo pozwala na to jej forma. Historię opowiada Audrey i jest to ciekawy sposób narracji, ponieważ jest narratorką i komentatorką. Często zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Opowieść jest przerywana kadrami z filmu, który kręci Audrey, filmując codzienne scenki z życia rodziny. Język powieści jest bardzo lekki, zabawny, ksiązkę czyta się naprawdę szybko.

Zanim zapisałam się na Book Tour, nic nie słyszałam o tej książce i zastanawiam się dlaczego? Niestety często jest tak, że dobre książki przechodzą gdzieś bez echa, ale od czego są blogerzy książkowi, którzy wygrzebują takie perełki i z przyjemnością zwracają na nie uwagę. Dzięki przemiłej organizatorce tej zabawy, mam okazję napisać Wam, że nie jest to głupiutka książka o nastolatkach, a właściwie jeszcze dzieciakach i pokręconej rodzince, jakich dużo w literaturze.
To mądra książka, która porusza wiele drażliwych tematów. Od relacji między rówieśnikami, problemów szkolnych, do problemów wychowawczych i błędów jakie popełniają rodzice. 
Moim zdaniem, to tak naprawdę książka o wychowaniu. O tym jak traktować nastolatka, o braku porozumienia między pokoleniami, ale też o sile jaką daje rodzina. Choroba Audrey jest straszna - chora głowa to najgorsza choroba na świecie, uwierzcie mi, wiem co mówię. 
Audrey dzięki wsparciu rodziny powoli wychodzi z ciemności. Relacje między domownikami mimo licznych spięć i kłótni są naprawdę niesamowite. Sophie Kinsella doskonale wszystko przemyślała i nakreśliła taką fabułę, z której płynie wiele ciepła, prawd życiowych, tutaj każda scena przynosi jakąś naukę, skłania do przemyśleń. Zabawne sytuacje, mieszają się z poważnymi problemami i jak w życiu raz jest pod górkę, a raz z górki.
Bohaterowie - wspaniali. Polubiłam wszystkich bez wyjątku, nie są to papierowi bohaterowie, ale doskonale nakreśleni, łatwo sobie ich wyobrazić i pokochać. Szczególnie polubiłam Franka, bo mimo że ciągle kłóci się z mamą, jest wspaniałym, mądrym chłopakiem. Gdyby nie był fikcyjną postacią powiedziałabym, że będą z niego ludzie 😊
Nie mogę nie napisać o cudownym wydaniu, brawa dla Wydawnictwa Media Rodzina! Jestem sroką okładkową i zapisałam się na Book Tour między innymi dlatego, że okładka przyciągneła mój wzrok. Jest cudna. Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na papier na którym została wydrukowana - Lux cream 80 - bardzo miło czyta się ksiażkę wydrukowaną na takim papierze. Nieco śliskim, przyjemnym w dotyku. 
To moje pierwsze spotkanie, bardzo udane z Sophie Kinsellą o której słyszałam wiele dobrego. Na pewno przeczytam więcej książek autorki!


Stosik - marzec 2017

W związku z groźbą ustawy o stałej cenie książki blogerzy książkowi i ogólnie czytelnicy drżą i zastanawiają się jak to będzie. Sama się tym martwie, że nie będzie mnie stać na kupienie większej ilości książek po stałej cenie i biedny robaczek będę musiała czekać rok, by złapać jakąś promocję. Dyskusje na ten temat trwają i nie dowiemy się co będzie, dopóki ustawa nie wejdzie w życie. Może skończyć się to różnie i tak naprawdę możemy tylko czekać, wyrażając swój liczny sprzeciw, który być może da trochę do myślenia.
Korzystając jednak z tego, że póki co książki moge kupić w takiej cenie jaka mi odpowiada i polować na promocję, dziś pokażę Wam swoje najnowsze nabytki, bo to prawdziwe piękności. Szkoda tylko, że moja półka w magiczny sposób się nie powiększa 😊 Ostatnio przeliczyłam i mam na półkach ponad 100 książek i około 20 na czytniku. Kolekcja jest już naprawdę spora.



"Baśnie Barda Beedle'a" J.K Rowling
"Quidditch przez wieki" J.K Rowling

Zacznię od Wydawnictwa Media Rodzina, które pięknie wydało podręczniki Hogwartu. Przejrzałam je i z przyjemnością przeczytam i powórcę do Szkoły Magii i Czarodziejstwa i oczywiście je opiszę.


"Skazani na ból" Agnieszka Lingas - Łoniewska
Już od dawna poluję na książki autorki i zobaczymy czy polskie New Adult przypadnie mi do gustu.

"Immunitet" "Inwigilacja" Remigiusz Mróz
Skompletowałam całą serię o Chyłce i mam nadzieję, że zdąże je przeczytać zanim autor napisze kolejną część która ponoć uwaga: ma się pojawić jeszcze w tym roku! Szaleństwo. 

Stephanie Garber "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"


Stephanie Garber "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"
Cykl: Caraval t.1
Wydawnictwo Znak
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Rok wydania: 2017
Stron: 415

Scarlett i Tella całe życie spędziły na maleńkiej wyspie. Ich okrutny i wpływowy ojciec zaaranżował już dla Scarlett małżeństwo. Oznacza to, że jej tragiczny los jest przesądzony, a dziewczyna nigdy nie weźmie udziału w Caravalu, dorocznej grze, w której stawką jest spełnienie marzenia. Jednak szczęście niespodziewanie się do niej uśmiecha. Scarlett wraz z Tellą mają być gośćmi honorowymi mistrza ceremonii, tajemniczego Legendy. Dziewczyny widzą w tym szansę na uwolnienie się spod władzy despotycznego ojca. Ich sprzymierzeńcem zostaje przybyły zza morza Julian. Choć Scarlett początkowo nie podoba się jego towarzystwo, stopniowo ulega jego urokowi. Jednak szybko okazuje się, że Legenda uprowadza Tellę, a jej odnalezienie jest przedmiotem gry.
Czy Scarlett wygra i uratuje siostrę? Czy zainteresowanie Juliana jest prawdziwe, czy stanowi tylko element gry?

źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4127843/caraval-chlopak-ktory-smakowal-jak-polnoc

Zastanawiałam się czy pisać ten tekst, bo to nie będzie pozytywna opinia... obawiam się, że "Caraval" będzie dla mnie rozczarowaniem roku i przykro mi z tego powodu. Nie mam zamiaru pisać niczego bez pokrycia, nikogo nie mam zamiaru obrażać, to tylko moja bardzo subiektywna opinia, pamiętajcie o tym. Wiem, że książka jest wysoko oceniona na różnych portalach i szanuję to. Wierzę, że może się podobać - mi akurat bardzo się nie podoba i zaraz napiszę dlaczego.

Cieszyłam się, gdy książka wpadła w moje łapki, bo zapowiedzi były bardzo obiecujące. Wydawnictwo postarało się o piękne wydanie, które robi wrażenie.
Przez pierwsze 100 stron było ok. Może i nie podobały mi się pewne rzeczy, ale przymykałam na to oko, czekałam aż akcja się rozwinie i zacznie się prawdziwa gra. Niestety nie doczekałam się, a w pewnym momencie miałam ochotę porzucić lekturę i nigdy do niej nie wrócić. Uparłam się jednak, że przeczytam do końca i ufff dotarłam, ale jestem okropnie, okropnie zawiedziona.

Hmmm od czego zacząć... język i styl! Dawno nie spotkałam się z tak dziwnym stylem i sposobem pisania. Zdania wyrwane z kontekstu, bezsensowne, przedziwne twory językowe, fatalne dialogi, sztuczność, płaskie opisy lub ich zupełny brak. Nie wiem co nie zadziałało, ale nie potrafię pojąć takiego stylu pisania, który nie pozwala mi się ,,zanurzyć" w wykreowanym świecie. Niby wiem, co autorka chciała przekazać w poszczególnych momentach, ale nie wiem. Garber nie potrafi malować słowem i w pełni przekazać swojego zamysłu, uczuć, opisać emocji, miejsc, ludzi. Miałam takie wrażenie jakbym czytała plan wydarzeń, taki jaki tworzy się w szkole. Punkt po punkcie, jedno zdanie i jedziemy dalej. 

Pomysł na fabułę był naprawdę niezły, ale cały potencjał jest moim zdaniem niewykorzystany. Jak już pisałam wyżej: brak opisów. Mamy miejsce akcji: zaczarowaną wyspę, magię unoszącą się w powietrzu, wiele dziwnych fascynujących postaci i co? I wszystko opisane pojedynczymi zdaniami, które zdecydowanie nie działają na wyobraźnię. Opisy kolorów nie oddadzą całej topografii miejsca, to za mało...Sukienki bohaterek były opisane bardziej szczegółowo niż poszczególne miejsca akcji. O ludziach nie wspomnę, bo miałam wrażenie że to miejsce było kompletnie puste, a nie pełne ludzi, którzy biorą udział w niezwykłej grze. O żadnych relacjach między uczestnikami nie ma mowy, ani o tych pozytywnych, ani negatywnych. Zresztą jaka gra? Nie miałam okazji jako czytelnik w niej uczestniczyć, bo albo wszystko zostawało podane na tacy, a bohaterka w cudowny sposób łączyła kompletnie niepowiązane i niewyjaśnione wcześniej fakty, albo rozwiązania pojawiały się znienacka w urywanych zdaniach. Nie czułam również żadnej magii, która ograniczała się do kolorowych uczuć (cokolwiek to jest), opisywania zmieniających się sukienek i do wróżbiarstwa, przepowiadania przyszłości. Mam nieco szersze wyobrażenie o magii. To dla mnie za mało. 
W fabule roi się również od błędów logicznych. Jeśli ktoś będzie chciał konkretnych przykładów to proszę dać znać, jest tego mnóstwo, niektóre są naprawdę zabawne, ale co za dużo to niezdrowo...

Bohaterowie... kolejny minus. Scarlett to bohaterka kompletnie bez charyzmy i charakteru. Jest nijaka do bólu, nie ma w niej NIC interesującego, sama nie wie czego chce. Twierdzi, że marzyła o uczestnictwie w Caravalu od dziecka, a nic o tej grze nie wie, nie ma nawet mglistego pojęcia, o co w niej chodzi. Ma ojca tyrana, ale w sumie nie wiadomo, co dokładnie do niego czuje. Jedyny plus to miłość do siostry, która daje jej chociaż trochę autentyczności. Za to jej siostra Tella zachowuje się jak mały urwis, zbuntowane dziecko z szalonymi pomysłami. Julian - postać męska, też nie zrobił na mnie wrażenia i w sumie nie potrafię go sobie wyobrazić. Wątek uczuciowy między Scarlett a Julianem strasznie mnie irytował. Przegapiłam moment od nienawidzę cię do - o jeju kocham cię. Miałam wrażenie, że czytam wpisy z pamiętnika czternastolatki, chociaż narracja jest trzecioosobowa. Kompletnie nierealistyczna relacja i bardzo dziecinnie przedstawiona.

No cóż... wyżej wymienione powody chyba wystarczą, by zrozumieć dlaczego się zawiodłam. Zakończenie nawet trochę mnie zainteresowało i zaskoczyło, ale to był tylko moment, a to dalej za mało. Bardzo szkoda, ale nie będę czytać kontynuacji. To nie dla mnie. Nie rozumiem przedstawionego świata i nie odpowida mi styl pisarki.
A jakie są Wasze wrażenia?

Book Tour: Cecelia Ahern "Podarunek"



Cecelia Ahern "Podarunek"
Wydawnictwo Akurat
Tłumaczenie: Dominika Lewandowska - Rodak
Rok wydania: 2016
Stron: 382



Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję organizatorce Book Tour - Kasi z bloga http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/ ❤


Cecelia Ahern - jedna z moich ulubionych autorek, którą ostatnio strasznie zaniedbałam, ale dzięki Book Tour uzmysłowiłam sobie, że ja przecież mam w domu jeszcze kilka jej nieprzeczytanych książek, które czekają w kolejce, więc chyba trzeba iść za ciosem :)

"Podarunek" to książka dobra, ale Ahern pisze lepsze. Miło jednak spędziłam przy niej czas, więc nie narzekam tak mocno.

Wzruszająca, mądra i niebanalna książka autorki bestsellerów „PS kocham Cię” i „Love, Rosie”. Wydaje się, że Lou Suffern ma wszystko, ale w rzeczywistości nie ma niczego. Zabiegany pracoholik, dla którego najważniejsza jest rywalizacja ze współpracownikami, zaniedbuje rodzinę i lekceważy wszystko co nie ma bezpośredniego związku z jego zawodową karierą. Najchętniej przebywałby w dwóch miejscach równocześnie, ale to przecież niemożliwe. Czy na pewno? Za sprawą obdarzonego nadzwyczajnym darem Gabe’a – pierwszego człowieka, któremu bezinteresownie pomógł – zyskuje ten nadzwyczajny dar i… No właśnie, czy uda mu się zmienić swoje życie? Czy szczęście, które do tej pory wymykało mu się z rąk, wreszcie stanie się czymś więcej niż tylko nieuchwytnym marzeniem?
źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4000342/podarunek

Książkę oceniam jako dobrą dlatego, że trochę mi zajęło wciągnięcie się w historie, która początkowo nie wydaje się być interesująca, jednak z czasem wciąga coraz bardziej.
Brakowało mi również humoru - Cecelia Ahern potrafi tworzyć świetne dialogi i komiczne sytuacje, tutaj jednak podeszła do tematu bardzo serio, przez co trochę brakowało mi tej lekkości cechującej pióro autorki. Mimo to książkę czyta się dobrze, niezmiennie styl jest dobry, język prosty, obrazowy i poprawny.
Fabuła wciąga z każdą kolejną stroną, mimo tego, że początkowo nie polubiłam Lou i nie za bardzo zainteresowała mnie jego historia. Z czasem akcja przyśpiesza, wzbudza coraz większą ciekawość, aż w końcu bardzo chciałam się dowiedzieć czy Lou się opamięta i dostrzeże ważne rzeczy w swoim życiu.

To powieść moralizatorska - typowa dla Ahern, która w swoich powieściach wytyka życiowe błędy i zwraca uwagę na istotne sprawy. W "Podarunku" pojawiła się nutka magii i niecodziennych wydarzeń, również typowa dla pisarki, która bajkową historię miesza z do bólu realnymi, smutnymi sytuacjami.
Ta książka każe nam się zastanowić - czy pogoń za pieniędzmi i rzeczami materialnymi sprawia, że jesteśmy bogaci? Czy rodzina, miłość i wspólnie spędzony czas nie czynią nas jednak bogatszymi? Czy doceniamy to co mamy, czy ciągle gonimy za czymś, co tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia? Czy powiedzieliście dzisiaj komuś bliskiemu, że go kochacie?
To dobra, mądra książka, którą warto przeczytać, by być może przewartościować swoje życie.

Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"


Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"
Wydawnictwo Albatros
Tłumaczenie: Robert Waliś
Rok wydania: 2017
Stron: 413


Jak to jest, że lubię Cobena, podobają mi się jego książki, a czytam ich tak mało tylko sporadycznie. Koniecznie muszę znaleźć więcej czasu na tego autora, którego darzę wielkim sentymentem.
Nie mogłam jednak sobie odmówić tak zachwalanej najnowszej książki, którą kupiłam na prezent, a sama połknęłam w dwa wieczory.


BĘDZIESZ MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ NAD TYM, W CO MOŻESZ WIERZYĆ I KOMU POWINIENEŚ UFAĆ…



Maya Stern, była oficer sił specjalnych, niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pewnego dnia zamontowana w jej domu ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki dwuletniej Lily, ukochanej córeczki Mai, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej. Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Czy może uwierzyć w to, co widziała? Ale to przecież by oznaczało, że Joe żyje. Czy to w ogóle możliwe? Była przecież naocznym świadkiem jego zabójstwa, a po wszystkim zorganizowała mu pogrzeb. Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o swoim mężu… i o sobie.


Coben mnie oszukał! Wyprowadził mnie w pole, nabił w butelkę, zrobił w bambuko mówiąc kolokwialnie... i chyba to jest najlepsza rekomendacja dla tej książki. W pewnym momencie podczas czytania pomyślałam sobie "A Coben, mam Cię! Zabił ten, ten mu pomagał, a ta też jest zamieszana"
Taaa.... Iwona nie ma złudzeń... nie zrobisz kariery detektywistycznej, a już na pewno nie uda mi się nigdy przechytrzyć autora, bo on po prostu w pewnym momencie, gdy wszystko układało się zbyt prosto, wywrócił wszystko do góry nogami i zbierałam szczękę z podłogi.

Miłośnicy Cobena - ta książka na pewno Was nie zawiedzie, bo jest po prostu znakomita i zgadzam się, że Coben jest w świetnej formie. Ludzie którzy szukają dobrego thrillera - ta książka Was nie zawiedzie, bo jest to kawał misternie utkanej, nieprzewidywalnej intrygi z niesamowitym zakończeniem. Mocne wrażenia gwarantowane.
Książki tego autora po prostu się połyka. Styl pisarza sprawia, że strony mijają naprawdę szybko, czasami za szybko, jest mnóstwo dialogów.
Fabuła jest niezwykle wciągająca, tropów, wątków, poszukiwań, pościgów jest mnóstwo, po prostu autor jest bezdyskusyjnym mistrzem gatunku i doskonale wie, jak prowadzić akcję, jak wywieść w pole czytelnika, co podkreślić, co pomniejszyć, zmusza czytelnika do dedukcji. Tutaj po prostu nie ma dyskusji. Oczywiście zdarzają się też malutkie potknięcia i niedopatrzenia - w pewnym rozdziale trochę pomieszał się autorowi układ dnia, a jeden z tropów wydawał mi się zbyt naciągany i tu polemizowałabym z pisarzem, ale nie ma to prawie żadnego wpływu na wydarzenia.
Niezwykle podobają mi się bohaterowie przede wszystkim Maya. Tak naprawdę Coben skąpi informacji o tej bohaterce, skupia się na tym co jest istotne dla fabuły, nie nakreśla całej historii, a nie przeszkadza mu to w bardzo realistycznym wykreowaniu postaci. Jej praca i związane z nią problemy, relacje z poszczególnymi osobami to wszystko zarysowane jest w oszczędny, ale trafny sposób. 

Przyznam się, że w pewnym momencie byłam zła na autora, bo brakowało mi pewnych opisów... ale kurcze, nie mogę Wam dokładnie napisać jakich, bo ktoś mógłby przejrzeć część zagadki. Po prostu zastanawiałam się, czemu pewne sceny nie są bardziej rozbudowane, bo powinny być! Już miałam nawet ochotę zarzucić Cobenowi pewną niekonsekwencję, ale, ale... bardzo się pomyliłam, co uświadomiło mi zakończenie. Po prostu całość jest bardzo przemyślana od początku do końca. Widać, że autor popracował nad każdą sceną, nad każdym szczegółem i wymaga od czytelnika absolutnego skupienia i... zaufania.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka