K. A. Tucker "Cztery sekundy do stracenia"



K.A Tucker "Cztery sekundy do stracenia"
Cykl: Ten Tiny Breaths t.3
Wydawnictwo Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Rok wydania: 2015
Stron: 556


Do tej pory byłam zauroczona serią Tucker i mam w planach ją dokończyć, została mi jeszcze jedna książka. Pamiętam swój zachwyt, gdy czytałam "Dziesięć płytkich oddechów".
"Jedno małe kłamstwo" czyli tom drugi też był moim zdaniem bardzo dobry, a trzeci "Cztery sekundy do stracenia" - po prostu dobry, czyli tendencja spada, ale spokojnie - nie ma tragedii. Zaraz wyłożę co konkretnie mi się nie podobało 😊

Prowadzenie lokalu ze striptizem nie jest tak fascynujące jak uważa większość facetów. Dwudziestodziewięcioletni Cain pracuje głównie nocą, jego załoga nadaje się do psychiatryka i regularnie odwiedza go policja. Zaczyna jednak wierzyć, że to także jego misja. Pewnego dnia piękna Charlie Rourke staje w drzwiach klubu, przez co wszystko się sypie. Zasady Caina zostają wystawione na ciężką próbę. Minęło sporo czasu odkąd dokonała tego jakakolwiek kobieta...

Dwudziestodwuletnia Charlie Rourke potrzebuje szybkich pieniędzy, by zniknąć, nim będzie za późno. Ściąganie ciuchów na scenie nie jest jej wymarzoną pracą. Gdy koleżanki z pracy marzą, by usidlić seksownego i troskliwego szefa, Charlie nie jest nim zainteresowana. Szczególnie dlatego, że Charlie Rourke nie istnieje, a dziewczyna, która ją udaje, nie może pozwolić sobie na rozproszenie uwagi niechcianym romansem. Niestety Charlie szybko odkrywa, że nie ucieknie przed uczuciem jakim darzy swojego szefa. Obawia się jednak, że strata Caina, gdy ten dowie się w co dziewczyna jest zamieszana, będzie bardziej bolesna niż którakolwiek z czekających ją kar.

źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/245775/cztery-sekundy-do-stracenia

Przyznam, że opis jest bardzo zachęcający, tym bardziej, że Cain w poprzednich tomach nie odegrał zbyt wielkiej roli i był dosyć tajemniczą postacią. Widziałam go jako ,,dobrego wujcia", co trochę kłóciło mi się z pracą jaką wykonuje. No sorry to szef klubu ze striptizem... był zbyt dobry. Byłam bardzo ciekawa jego sekretów. Po przeczytaniu tego tomu już sama nie wiem co o nim myśleć, ale o tym za chwile.
Ten tom zachowuje klimat cyklu, styl Tucker się nie zmienia, język jest obrazowy, autorka dobrze operuje słowem i jakie 500 stron? W ogóle nie mam wrażenia, że przeczytałam tak grubą książkę, Dwa wieczory i skończona, nawet nie wiem kiedy. Tak czyta się książki Tucker.

Klimat tej historii jest jednak troszkę mroczniejszy no i przepełniony erotyzmem, ze względu na główne miejsce akcji. Co ciekawe scen łóżkowych jest bardzo mało, spodziewałam się że będzie ich o wiele więcej, ale nie. Mimo to te które już się pojawiają, rozbudzają wyobraźnię.
"Cztery sekundy do stracenia" można spokojnie czytać jako osobną historię, zresztą wszystkie książki w tym cyklu chyba takie są. Pojawiają się bohaterowie poprzednich opowieści, ale są tak wpleceni w fabułę, że nie powinno pojawić się uczucie zagubienia, wszystko jest wyjaśnione, bez spoilerów. Cieszę się, że w tej części jest tak dużo sympatycznej Storm - byłej striptizerki z jedynki.
Ogólnie książkę czytało mi się dobrze, fabuła mnie pochłonęła mimo tego, że jest do bólu przewidywalna i z radością wróciłam do słonecznego Miami, więc na co znowu będę narzekać? A będę, będę - jak to ja 😏.

Wróćmy do Caina. Gość miał w życiu nielekko, prowadzi niebezpieczny interes, jest młody, przystojny, zasadniczy, wymagający, ale czasami zachowuje się jak ciocia klocia. Oczywiście, że cieszę się, że jest kreowany na pozytywnego bohatera - tak, takich facetów uwielbiamy, ale nie za bardzo uwierzyłam w jego motywy i powody dla których jest jaki jest. Tucker nie do końca mnie przekonała tą historą.... Spoko, fajnie że chce chronić swoje pracownice i nie traktuje ich jak dziwki, ale udzielanie korepetycji kuso ubranym striptizerkom i nic? Serio? Facet? Uczy ich matematyki w prywatnym biurze? A z drugiej strony sam widok Charlie, która wzięła się znikąd całkowicie ubranej go podnieca? No nie bardzo w to wierzę. Jest zbyt krystaliczny. Polubiłam go, moim zdaniem jest najbardziej zajmującą postacią, która buduje fabułę, ale mam mieszane uczucia...
Jeśli chodzi o Charlie, to dla mnie bardzo przeciętna bohaterka, chociaż sympatyczna. Nie do końca rozumiem co Cain w niej zobaczył, bo ona tak naprawdę niczym się nie wyróżnia oprócz kilku tajemnic, tyle że jest przepiękna. Jest odważna i jednocześnie podejmuje naprawdę głupie decyzje. Charlie to sprzeczność. W pewnym momencie wikła się w taką sieć kłamstw, że osoba w realnym życiu nie poradziłaby sobie z taką sytuacją, bo przeszłaby poważne załamanie nerwowe. Żałuję, że Tucker bardziej nie rozbudowała jej strony emocjonalnej, narracja z jej perspektywy jest dla mnie zbyt płaska. Zabrakło mi emocji i rozwinięcia jej sytuacji rodzinnej. To co zostało ukazane, niezbyt dobrze, to dla mnie za mało.
Tak naprawdę nie złapałam tego momentu zakochania Caina i Charlie, to po prostu się stało. Przyznam, że ich uczucie i wzajemna tolerancja rozczula i robi wrażenie, więc tutaj przymknęłam oko na niedociągnięcia. Kupuję to.

Nie do końca kupuję jednak klimat tych erotycznych biznesów i to z jaką łatwością Cain potrafi przekonać konkurencję, żeby go wpuściła na swoje terytorium, czy opłaca gościa który w mgnieniu oka potrafi prześwietlić każdą podejrzaną osobę, która pojawia się w klubie. 
Mam wrażenie, że autorka trochę się męczyła przy pisaniu tej książki, chociaż ostateczny efekt jest dobry. Dla mnie ta historia, jak i cały cykl potrafią się obronić mimo kilku potknięć. Z pewnością przeczytam ostatnią część i zrobię podsumowanie całości. 
To lekka lektura, na rozluźnienie, wpisująca się w nurt New Adult. Dostarcza przyjemnej rozrywki i pobudza wyobraźnię. Zdecydowanie polecam ten cykl, jeśli lubicie takie klimaty.

"Cztery sekundy do stracenia" to opowieść o drugich szansach, o odkupieniu win, o tym, że nie należy oceniać człowieka pod kątem jego przeszłości i popełnionych błędów, których już nie da się naprawić. Trzeba się skupić na tym co jest tu i teraz i starać się żyć jak najlepiej, dążyć do tego, by być coraz lepszym człowiekiem na tym podłym świecie i mocno wierzyć w lepszą przyszłość.

Cykl Ten Tiny Breaths:

Book Tour: Sophie Kinsella "Spójrz mi w oczy, Audrey"


Sophie Kinsella "Spójrz mi w oczy, Audrey"
Wydawnictwo Media Rodzina
Tłumaczenie: Maciej Potulny
Rok wydania: 2016
Stron: 319


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Paulinie z bloga http://erpgadki.pl ❤
Regulamin akcji i wszystkie informacje znajdziecie tutaj http://erpgadki.pl/blog/index.php/2017/02/05/book-tour-ze-spojrz-mi-w-oczy-audrey-sophie-kinselli-zapisy/ - lista jest ciągle otwarta i zachęcam Was do dopisania się i wzięcia udziału w zabawie, warto!

Czternastoletnia Audrey nie wychodzi z domu i zawsze, nosi na nosie okulary przeciwsłoneczne. Dlaczego? Ponieważ w przeszłości przydarzyło jej się coś bardzo złego, ale Audrey nie chce opowiedzieć co. Stara się zapomnieć  i stanąć na nogi. Jej rodzina jest nieco zwariowana, a zwłaszcza mama, która nie może oderwać się od czytania Daily Mail i ciagle zadręcza rodzinę szalonymi pomysłami, brat Frank jest nałogowym maniakiem gier komputerowych, najmłodszy brat uroczym czterolatkiem, a tata wpatrzonym w ekran smartfona ugodowym księgowym. Gdy do Franko, który zakłada drużynę zajmującą się graniem w niesamowicie wciągającą grę Ziemię zdobywców, zaczyna przychodzić kolega Linus, między nim a Audrey rodzi się nić porozumienia i dziewczyna dzięki jego pomocy zaczyna zwalczać swoje lęki. 
Co przydarzyło się Audrey? Czy rodzice zawsze mają rację? I jak Audrey w powrocie do zdrowia pomaga kręcenie rodzinnego filmu? 



To cudowna, ciepła opowieść, którą przeczytałam błyskawicznie, bo pozwala na to jej forma. Historię opowiada Audrey i jest to ciekawy sposób narracji, ponieważ jest narratorką i komentatorką. Często zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Opowieść jest przerywana kadrami z filmu, który kręci Audrey, filmując codzienne scenki z życia rodziny. Język powieści jest bardzo lekki, zabawny, ksiązkę czyta się naprawdę szybko.

Zanim zapisałam się na Book Tour, nic nie słyszałam o tej książce i zastanawiam się dlaczego? Niestety często jest tak, że dobre książki przechodzą gdzieś bez echa, ale od czego są blogerzy książkowi, którzy wygrzebują takie perełki i z przyjemnością zwracają na nie uwagę. Dzięki przemiłej organizatorce tej zabawy, mam okazję napisać Wam, że nie jest to głupiutka książka o nastolatkach, a właściwie jeszcze dzieciakach i pokręconej rodzince, jakich dużo w literaturze.
To mądra książka, która porusza wiele drażliwych tematów. Od relacji między rówieśnikami, problemów szkolnych, do problemów wychowawczych i błędów jakie popełniają rodzice. 
Moim zdaniem, to tak naprawdę książka o wychowaniu. O tym jak traktować nastolatka, o braku porozumienia między pokoleniami, ale też o sile jaką daje rodzina. Choroba Audrey jest straszna - chora głowa to najgorsza choroba na świecie, uwierzcie mi, wiem co mówię. 
Audrey dzięki wsparciu rodziny powoli wychodzi z ciemności. Relacje między domownikami mimo licznych spięć i kłótni są naprawdę niesamowite. Sophie Kinsella doskonale wszystko przemyślała i nakreśliła taką fabułę, z której płynie wiele ciepła, prawd życiowych, tutaj każda scena przynosi jakąś naukę, skłania do przemyśleń. Zabawne sytuacje, mieszają się z poważnymi problemami i jak w życiu raz jest pod górkę, a raz z górki.
Bohaterowie - wspaniali. Polubiłam wszystkich bez wyjątku, nie są to papierowi bohaterowie, ale doskonale nakreśleni, łatwo sobie ich wyobrazić i pokochać. Szczególnie polubiłam Franka, bo mimo że ciągle kłóci się z mamą, jest wspaniałym, mądrym chłopakiem. Gdyby nie był fikcyjną postacią powiedziałabym, że będą z niego ludzie 😊
Nie mogę nie napisać o cudownym wydaniu, brawa dla Wydawnictwa Media Rodzina! Jestem sroką okładkową i zapisałam się na Book Tour między innymi dlatego, że okładka przyciągneła mój wzrok. Jest cudna. Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na papier na którym została wydrukowana - Lux cream 80 - bardzo miło czyta się ksiażkę wydrukowaną na takim papierze. Nieco śliskim, przyjemnym w dotyku. 
To moje pierwsze spotkanie, bardzo udane z Sophie Kinsellą o której słyszałam wiele dobrego. Na pewno przeczytam więcej książek autorki!


Stosik - marzec 2017

W związku z groźbą ustawy o stałej cenie książki blogerzy książkowi i ogólnie czytelnicy drżą i zastanawiają się jak to będzie. Sama się tym martwie, że nie będzie mnie stać na kupienie większej ilości książek po stałej cenie i biedny robaczek będę musiała czekać rok, by złapać jakąś promocję. Dyskusje na ten temat trwają i nie dowiemy się co będzie, dopóki ustawa nie wejdzie w życie. Może skończyć się to różnie i tak naprawdę możemy tylko czekać, wyrażając swój liczny sprzeciw, który być może da trochę do myślenia.
Korzystając jednak z tego, że póki co książki moge kupić w takiej cenie jaka mi odpowiada i polować na promocję, dziś pokażę Wam swoje najnowsze nabytki, bo to prawdziwe piękności. Szkoda tylko, że moja półka w magiczny sposób się nie powiększa 😊 Ostatnio przeliczyłam i mam na półkach ponad 100 książek i około 20 na czytniku. Kolekcja jest już naprawdę spora.



"Baśnie Barda Beedle'a" J.K Rowling
"Quidditch przez wieki" J.K Rowling

Zacznię od Wydawnictwa Media Rodzina, które pięknie wydało podręczniki Hogwartu. Przejrzałam je i z przyjemnością przeczytam i powórcę do Szkoły Magii i Czarodziejstwa i oczywiście je opiszę.


"Skazani na ból" Agnieszka Lingas - Łoniewska
Już od dawna poluję na książki autorki i zobaczymy czy polskie New Adult przypadnie mi do gustu.

"Immunitet" "Inwigilacja" Remigiusz Mróz
Skompletowałam całą serię o Chyłce i mam nadzieję, że zdąże je przeczytać zanim autor napisze kolejną część która ponoć uwaga: ma się pojawić jeszcze w tym roku! Szaleństwo. 

Stephanie Garber "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"


Stephanie Garber "Caraval. Chłopak, który smakował jak północ"
Cykl: Caraval t.1
Wydawnictwo Znak
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Rok wydania: 2017
Stron: 415

Scarlett i Tella całe życie spędziły na maleńkiej wyspie. Ich okrutny i wpływowy ojciec zaaranżował już dla Scarlett małżeństwo. Oznacza to, że jej tragiczny los jest przesądzony, a dziewczyna nigdy nie weźmie udziału w Caravalu, dorocznej grze, w której stawką jest spełnienie marzenia. Jednak szczęście niespodziewanie się do niej uśmiecha. Scarlett wraz z Tellą mają być gośćmi honorowymi mistrza ceremonii, tajemniczego Legendy. Dziewczyny widzą w tym szansę na uwolnienie się spod władzy despotycznego ojca. Ich sprzymierzeńcem zostaje przybyły zza morza Julian. Choć Scarlett początkowo nie podoba się jego towarzystwo, stopniowo ulega jego urokowi. Jednak szybko okazuje się, że Legenda uprowadza Tellę, a jej odnalezienie jest przedmiotem gry.
Czy Scarlett wygra i uratuje siostrę? Czy zainteresowanie Juliana jest prawdziwe, czy stanowi tylko element gry?

źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4127843/caraval-chlopak-ktory-smakowal-jak-polnoc

Zastanawiałam się czy pisać ten tekst, bo to nie będzie pozytywna opinia... obawiam się, że "Caraval" będzie dla mnie rozczarowaniem roku i przykro mi z tego powodu. Nie mam zamiaru pisać niczego bez pokrycia, nikogo nie mam zamiaru obrażać, to tylko moja bardzo subiektywna opinia, pamiętajcie o tym. Wiem, że książka jest wysoko oceniona na różnych portalach i szanuję to. Wierzę, że może się podobać - mi akurat bardzo się nie podoba i zaraz napiszę dlaczego.

Cieszyłam się, gdy książka wpadła w moje łapki, bo zapowiedzi były bardzo obiecujące. Wydawnictwo postarało się o piękne wydanie, które robi wrażenie.
Przez pierwsze 100 stron było ok. Może i nie podobały mi się pewne rzeczy, ale przymykałam na to oko, czekałam aż akcja się rozwinie i zacznie się prawdziwa gra. Niestety nie doczekałam się, a w pewnym momencie miałam ochotę porzucić lekturę i nigdy do niej nie wrócić. Uparłam się jednak, że przeczytam do końca i ufff dotarłam, ale jestem okropnie, okropnie zawiedziona.

Hmmm od czego zacząć... język i styl! Dawno nie spotkałam się z tak dziwnym stylem i sposobem pisania. Zdania wyrwane z kontekstu, bezsensowne, przedziwne twory językowe, fatalne dialogi, sztuczność, płaskie opisy lub ich zupełny brak. Nie wiem co nie zadziałało, ale nie potrafię pojąć takiego stylu pisania, który nie pozwala mi się ,,zanurzyć" w wykreowanym świecie. Niby wiem, co autorka chciała przekazać w poszczególnych momentach, ale nie wiem. Garber nie potrafi malować słowem i w pełni przekazać swojego zamysłu, uczuć, opisać emocji, miejsc, ludzi. Miałam takie wrażenie jakbym czytała plan wydarzeń, taki jaki tworzy się w szkole. Punkt po punkcie, jedno zdanie i jedziemy dalej. 

Pomysł na fabułę był naprawdę niezły, ale cały potencjał jest moim zdaniem niewykorzystany. Jak już pisałam wyżej: brak opisów. Mamy miejsce akcji: zaczarowaną wyspę, magię unoszącą się w powietrzu, wiele dziwnych fascynujących postaci i co? I wszystko opisane pojedynczymi zdaniami, które zdecydowanie nie działają na wyobraźnię. Opisy kolorów nie oddadzą całej topografii miejsca, to za mało...Sukienki bohaterek były opisane bardziej szczegółowo niż poszczególne miejsca akcji. O ludziach nie wspomnę, bo miałam wrażenie że to miejsce było kompletnie puste, a nie pełne ludzi, którzy biorą udział w niezwykłej grze. O żadnych relacjach między uczestnikami nie ma mowy, ani o tych pozytywnych, ani negatywnych. Zresztą jaka gra? Nie miałam okazji jako czytelnik w niej uczestniczyć, bo albo wszystko zostawało podane na tacy, a bohaterka w cudowny sposób łączyła kompletnie niepowiązane i niewyjaśnione wcześniej fakty, albo rozwiązania pojawiały się znienacka w urywanych zdaniach. Nie czułam również żadnej magii, która ograniczała się do kolorowych uczuć (cokolwiek to jest), opisywania zmieniających się sukienek i do wróżbiarstwa, przepowiadania przyszłości. Mam nieco szersze wyobrażenie o magii. To dla mnie za mało. 
W fabule roi się również od błędów logicznych. Jeśli ktoś będzie chciał konkretnych przykładów to proszę dać znać, jest tego mnóstwo, niektóre są naprawdę zabawne, ale co za dużo to niezdrowo...

Bohaterowie... kolejny minus. Scarlett to bohaterka kompletnie bez charyzmy i charakteru. Jest nijaka do bólu, nie ma w niej NIC interesującego, sama nie wie czego chce. Twierdzi, że marzyła o uczestnictwie w Caravalu od dziecka, a nic o tej grze nie wie, nie ma nawet mglistego pojęcia, o co w niej chodzi. Ma ojca tyrana, ale w sumie nie wiadomo, co dokładnie do niego czuje. Jedyny plus to miłość do siostry, która daje jej chociaż trochę autentyczności. Za to jej siostra Tella zachowuje się jak mały urwis, zbuntowane dziecko z szalonymi pomysłami. Julian - postać męska, też nie zrobił na mnie wrażenia i w sumie nie potrafię go sobie wyobrazić. Wątek uczuciowy między Scarlett a Julianem strasznie mnie irytował. Przegapiłam moment od nienawidzę cię do - o jeju kocham cię. Miałam wrażenie, że czytam wpisy z pamiętnika czternastolatki, chociaż narracja jest trzecioosobowa. Kompletnie nierealistyczna relacja i bardzo dziecinnie przedstawiona.

No cóż... wyżej wymienione powody chyba wystarczą, by zrozumieć dlaczego się zawiodłam. Zakończenie nawet trochę mnie zainteresowało i zaskoczyło, ale to był tylko moment, a to dalej za mało. Bardzo szkoda, ale nie będę czytać kontynuacji. To nie dla mnie. Nie rozumiem przedstawionego świata i nie odpowida mi styl pisarki.
A jakie są Wasze wrażenia?

Book Tour: Cecelia Ahern "Podarunek"



Cecelia Ahern "Podarunek"
Wydawnictwo Akurat
Tłumaczenie: Dominika Lewandowska - Rodak
Rok wydania: 2016
Stron: 382



Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję organizatorce Book Tour - Kasi z bloga http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/ ❤


Cecelia Ahern - jedna z moich ulubionych autorek, którą ostatnio strasznie zaniedbałam, ale dzięki Book Tour uzmysłowiłam sobie, że ja przecież mam w domu jeszcze kilka jej nieprzeczytanych książek, które czekają w kolejce, więc chyba trzeba iść za ciosem :)

"Podarunek" to książka dobra, ale Ahern pisze lepsze. Miło jednak spędziłam przy niej czas, więc nie narzekam tak mocno.

Wzruszająca, mądra i niebanalna książka autorki bestsellerów „PS kocham Cię” i „Love, Rosie”. Wydaje się, że Lou Suffern ma wszystko, ale w rzeczywistości nie ma niczego. Zabiegany pracoholik, dla którego najważniejsza jest rywalizacja ze współpracownikami, zaniedbuje rodzinę i lekceważy wszystko co nie ma bezpośredniego związku z jego zawodową karierą. Najchętniej przebywałby w dwóch miejscach równocześnie, ale to przecież niemożliwe. Czy na pewno? Za sprawą obdarzonego nadzwyczajnym darem Gabe’a – pierwszego człowieka, któremu bezinteresownie pomógł – zyskuje ten nadzwyczajny dar i… No właśnie, czy uda mu się zmienić swoje życie? Czy szczęście, które do tej pory wymykało mu się z rąk, wreszcie stanie się czymś więcej niż tylko nieuchwytnym marzeniem?
źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4000342/podarunek

Książkę oceniam jako dobrą dlatego, że trochę mi zajęło wciągnięcie się w historie, która początkowo nie wydaje się być interesująca, jednak z czasem wciąga coraz bardziej.
Brakowało mi również humoru - Cecelia Ahern potrafi tworzyć świetne dialogi i komiczne sytuacje, tutaj jednak podeszła do tematu bardzo serio, przez co trochę brakowało mi tej lekkości cechującej pióro autorki. Mimo to książkę czyta się dobrze, niezmiennie styl jest dobry, język prosty, obrazowy i poprawny.
Fabuła wciąga z każdą kolejną stroną, mimo tego, że początkowo nie polubiłam Lou i nie za bardzo zainteresowała mnie jego historia. Z czasem akcja przyśpiesza, wzbudza coraz większą ciekawość, aż w końcu bardzo chciałam się dowiedzieć czy Lou się opamięta i dostrzeże ważne rzeczy w swoim życiu.

To powieść moralizatorska - typowa dla Ahern, która w swoich powieściach wytyka życiowe błędy i zwraca uwagę na istotne sprawy. W "Podarunku" pojawiła się nutka magii i niecodziennych wydarzeń, również typowa dla pisarki, która bajkową historię miesza z do bólu realnymi, smutnymi sytuacjami.
Ta książka każe nam się zastanowić - czy pogoń za pieniędzmi i rzeczami materialnymi sprawia, że jesteśmy bogaci? Czy rodzina, miłość i wspólnie spędzony czas nie czynią nas jednak bogatszymi? Czy doceniamy to co mamy, czy ciągle gonimy za czymś, co tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia? Czy powiedzieliście dzisiaj komuś bliskiemu, że go kochacie?
To dobra, mądra książka, którą warto przeczytać, by być może przewartościować swoje życie.

Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"


Harlan Coben "Już mnie nie oszukasz"
Wydawnictwo Albatros
Tłumaczenie: Robert Waliś
Rok wydania: 2017
Stron: 413


Jak to jest, że lubię Cobena, podobają mi się jego książki, a czytam ich tak mało tylko sporadycznie. Koniecznie muszę znaleźć więcej czasu na tego autora, którego darzę wielkim sentymentem.
Nie mogłam jednak sobie odmówić tak zachwalanej najnowszej książki, którą kupiłam na prezent, a sama połknęłam w dwa wieczory.


BĘDZIESZ MUSIAŁ SIĘ ZASTANOWIĆ NAD TYM, W CO MOŻESZ WIERZYĆ I KOMU POWINIENEŚ UFAĆ…



Maya Stern, była oficer sił specjalnych, niedawno powróciła do domu z misji w Iraku. Pewnego dnia zamontowana w jej domu ukryta kamera, mająca śledzić zachowanie opiekunki dwuletniej Lily, ukochanej córeczki Mai, nagrywa filmik z udziałem bawiącej się dziewczynki i jej ojca. Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że Joe został brutalnie zamordowany dwa tygodnie wcześniej. Wytrącona z równowagi kobieta zastanawia się nad tym, co przed chwilą zobaczyła. Czy może uwierzyć w to, co widziała? Ale to przecież by oznaczało, że Joe żyje. Czy to w ogóle możliwe? Była przecież naocznym świadkiem jego zabójstwa, a po wszystkim zorganizowała mu pogrzeb. Aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania, Maya musi uporać się z mrocznymi tajemnicami własnej przeszłości. Gdy tego dokona, będzie zmuszona stawić czoła nieprawdopodobnej i niekoniecznie przyjemnej prawdzie o swoim mężu… i o sobie.


Coben mnie oszukał! Wyprowadził mnie w pole, nabił w butelkę, zrobił w bambuko mówiąc kolokwialnie... i chyba to jest najlepsza rekomendacja dla tej książki. W pewnym momencie podczas czytania pomyślałam sobie "A Coben, mam Cię! Zabił ten, ten mu pomagał, a ta też jest zamieszana"
Taaa.... Iwona nie ma złudzeń... nie zrobisz kariery detektywistycznej, a już na pewno nie uda mi się nigdy przechytrzyć autora, bo on po prostu w pewnym momencie, gdy wszystko układało się zbyt prosto, wywrócił wszystko do góry nogami i zbierałam szczękę z podłogi.

Miłośnicy Cobena - ta książka na pewno Was nie zawiedzie, bo jest po prostu znakomita i zgadzam się, że Coben jest w świetnej formie. Ludzie którzy szukają dobrego thrillera - ta książka Was nie zawiedzie, bo jest to kawał misternie utkanej, nieprzewidywalnej intrygi z niesamowitym zakończeniem. Mocne wrażenia gwarantowane.
Książki tego autora po prostu się połyka. Styl pisarza sprawia, że strony mijają naprawdę szybko, czasami za szybko, jest mnóstwo dialogów.
Fabuła jest niezwykle wciągająca, tropów, wątków, poszukiwań, pościgów jest mnóstwo, po prostu autor jest bezdyskusyjnym mistrzem gatunku i doskonale wie, jak prowadzić akcję, jak wywieść w pole czytelnika, co podkreślić, co pomniejszyć, zmusza czytelnika do dedukcji. Tutaj po prostu nie ma dyskusji. Oczywiście zdarzają się też malutkie potknięcia i niedopatrzenia - w pewnym rozdziale trochę pomieszał się autorowi układ dnia, a jeden z tropów wydawał mi się zbyt naciągany i tu polemizowałabym z pisarzem, ale nie ma to prawie żadnego wpływu na wydarzenia.
Niezwykle podobają mi się bohaterowie przede wszystkim Maya. Tak naprawdę Coben skąpi informacji o tej bohaterce, skupia się na tym co jest istotne dla fabuły, nie nakreśla całej historii, a nie przeszkadza mu to w bardzo realistycznym wykreowaniu postaci. Jej praca i związane z nią problemy, relacje z poszczególnymi osobami to wszystko zarysowane jest w oszczędny, ale trafny sposób. 

Przyznam się, że w pewnym momencie byłam zła na autora, bo brakowało mi pewnych opisów... ale kurcze, nie mogę Wam dokładnie napisać jakich, bo ktoś mógłby przejrzeć część zagadki. Po prostu zastanawiałam się, czemu pewne sceny nie są bardziej rozbudowane, bo powinny być! Już miałam nawet ochotę zarzucić Cobenowi pewną niekonsekwencję, ale, ale... bardzo się pomyliłam, co uświadomiło mi zakończenie. Po prostu całość jest bardzo przemyślana od początku do końca. Widać, że autor popracował nad każdą sceną, nad każdym szczegółem i wymaga od czytelnika absolutnego skupienia i... zaufania.


Być kobietą....



Kochane kobietki dziś nasz dzień, wiec niech mężczyźni się starają, a co! Należy nam się. A jaka jest kobieta, która niejedno ma imię - spójrzmy na to z literackiej strony 😉


  • K - kochająca

Czy tak jak Promyczek z książki Kim Holden kochacie cały świat i widzicie go w jasnych barwach, czy może kochacie wąskie grono osób jak Ava Lavender , które dają Wam poczucie bezpieczeństwa - nieważne. Kobiety mają pojemne serca, a kochać to ich drugie imię. 




  • O - odważna
O tak, mężczyźni mogą odwagi się od nas uczyć i doskonale o tym wiedzą. Bohaterki literackie są tego świetnym dowodem, bo to one najczęściej przewodzą rewolucjom jak Katniss Everdeen, robią wszystko, by chronić swoje rodzeństwo i są gotowe do największych poświęceń jak Laia bohaterka  "Imperium ognia", czy to za nimi chowają się mężczyźni i liczą na to, że to kobieta coś wymyśli tak jak w przypadku Yennefer z sagi Wiedźmińskiej. No i niech ktoś powie, że kobiety to słaba płeć. 

  • B - bystra
Stereotypy głoszą, że kobiety to słabi kierowcy i bywają naiwne. No niech coś takiego ktoś powie Joannie Chyłce, a zapamięta jazdę X5 do końca życia, przy okazji jej cięty język i bystrość sprawią, że nigdy się po takim przeżyciu nie pozbiera.

  • I - inteligentna
Podpaść kobiecie to ryzykowna rzecz, ale skrzywdzić ją to jak podpisać na siebie wyrok. Kobiety to mistrzynie zdobywania informacji, które umieją wykorzystać w najmniej spodziewanym momencie. Lisbeth Salander, piekielnie inteligentna hakerka potrafiła zemścić się na swoim oprawcy, rozwiązać kryminalną zagadkę, dokopać do każdej najmniejszej informacji i zadziwić nawet starego wyjadacza dziennikarza Blomkvista.
Inteligentna kobieta potrafi być mocno irytująca, czytać tony literatury i uroczo się wymądrzać, ale bez niej żadna przygoda nie kończy się dobrze, o czym przekonali się Ron i Harry, gdy nie było z nimi niezastąpionej, wspaniałej Hermiony Granger, która nie raz ratowała całą trójkę z opresji.

  • E - empatyczna
Kobiety bardzo szybko dostosowują się do nowych, nieraz trudnych sytuacji i potrafią współodczuwać czyjeś cierpienie, nie zamykając się jednak na jasne strony życia, jak cudowna Lou z powieści Jojo Moyes. 


  • A - ambitna
Ambitne kobiety to mądre, silne laski, znające swoją wartość i nie łatwo ulegają pragnącym zdominować je mężczyznom, jak Kate Brooks, bohaterka serii Tangled, która dała popalić pod względem zawodowym i sercowym największemu flirciarzowi w mieście, czy Hannah Wells, bohaterka "Układu", dziewczyna bardzo ambitna, nie spoczywająca na laurach i mająca jasno określone cele, która również zakręciła w głowie pewnemu hokeiście...

Kobietki wszystkiego najlepszego ❤

*tekst ma charakter żartobliwy, mam nadzieję, że nikt nie poczuł się urażony

Elle Kennedy "Układ"



Elle Kennedy "Układ"
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Cykl: Off- Campus t.1
Tłumaczenie: Anna Mackiewicz
Rok wydania": 2016
Stron: 464

Ta książka chodziła za mną już od dłuższego czasu, gdy przeczytałam w rocznym podsumowaniu - za nic nie pamiętam u kogo, że to naprawdę fajna historia. Ostatnio stronię trochę od NA, bo chciałabym więcej czytać ambitniejszej literatury niż  romansów młodzieżowych, ale w końcu się skusiłam i absolutnie nie żałuję. Swój zachwyt już wyrażałam na Facebooku, bo milion myśli kotłowało mi się w głowie podczas lektury. 

Hannah to dziewczyna po przejściach, bardzo ambitna i kochająca śpiewać. Nie za bardzo układa jej się z chłopakami, ale jeden szczególnie przyciąga jej wzrok - futbolista Justin. Niestety wybranek nie jest zbyt zainteresowany i kompletnie nie zauważa dziewczyny. Garrett jest studencką gwiazdą, kapitanem drużyny hokejowej, pewnym siebie bawidamkiem i synem sławnego hokeisty. Jego życie komplikuje się, gdy zawala jeden z przedmiotów, co sprawia, że pod znakiem zapytania staje jego przyszłość w drużynie, ponieważ trener wymaga wysokiej średniej. Gdy orientuję się, że nieznajoma Hannah zdała test na piątkę, postanawia namówić ją do udzielenia mu korków. Dziewczyna ze wszystkich sił próbuję go spławić, bo nie ma o nim dobrego zdania, ale Garrett jest uparty. W końcu idą na pewien układ - on w zamian za pomoc w nauce zobowiązuje się pomóc jej w zdobyciu Justina. Okazuje się, że Garrett będzie chyba musiał jednak zmienić swoje nastawienie do stałych związków.

Tak, tak po przeczytaniu powyższego opisu, nasuwają się pewne wnioski, ale niech to Was nie zniechęca. To typowe NA powielające wiele schematów, a jednak jest to świetna książka! Przezabawna i od której po prostu nie można się oderwać! Jak Elle Kennedy to zrobiła? Nie mam pojęcia, ale udało jej się wyróżnić, bo ta historia żyje w mojej głowie, dalej po zakończeniu lektury. Wiecie, że nie oceniam niczego nad wyraz i z chęcią wytknę niektóre małe potknięcia Kennedy, ale one nie mają aż tak wielkiego znaczenia, biorąc pod uwagę całokształt.

Pierwsza ogromna zaleta - humor! Ubawiłam się serdecznie i jestem zachwycona, bo dawno nie przeczytałam tak zabawnie poprowadzonej historii w której jednocześnie, jest poruszone tyle różnych, czasami naprawdę bolesnych tematów. Podoba mi się styl Kennedy i na pewno nie skończy się w moim przypadku na tej jednej książce.
Jeśli chodzi o język, to wulgaryzmów tu pod dostatkiem, ale nie mam pretensji. Akcja dzieje się w świecie studenckim i po prostu tak to wygląda niestety, autorka oddała studencki klimat. No właśnie studenci. Fabuła nie jest tutaj jakoś mocno rozbudowana, ale nie sprawia to wszystko sztucznego wrażenia. Kampusowe życie kręci się wokół egzaminów, zajęć, zaliczeń, sportu, imprez i przyjaciół, wszystko w odpowiednich proporcjach. 
Uwaga - sceny erotyczne są bardzo dobrze rozpisane, a to trudna sztuka. Brawa również dla tłumacza. Naprawdę, to co przedstawiła Kennedy cholernie działa na wyobraźnię i nie jest żenujące.
Sama fabuła jak już wspominałam, jest w pewnym stopniu przewidywalna, ale o to też nie mam pretensji! Przyznajcie, że to powinno być wadą co nie, ale naprawdę nie jest. Historia tej dwójki pokazana jest w tak urzekający, przezabawny sposób, że z przyjemnością pochłaniałam kolejne strony z coraz mocniej bijącym sercem. Co mi trochę przeszkadzało - ilość seksu, ale chodzi mi tu o to, że chłopaki z drużyny hokejowej powinni chyba zapisać się na jakąś terapie, bo prawie o niczym innym nie gadają, z małymi wyjątkami. No dobra ale to faceci, więc jestem w stanie w to uwierzyć. Po drugie ilość przystojniaków na metr kwadratowy jest zbyt duża i tutaj autorka mocno przesadziła mimo, że każda kobieta by chciała napotykać przystojniaka na każdym kroku😊

Dobra to teraz czas na to, o czym chciałabym napisać najbardziej - bohaterowie, a raczej bohater!
Zwykle w NA jest tak, że narracja pierwszoosobowa jest oddana jej - głównej bohaterce. 
Czasami jest tak, że narracja jest przeplatana, czyli z perspektywy jej i jego. W "Układzie" występuje właśnie ten drugi typ, ale moim zdaniem to Garrettowi, autorka poświęciła dużo więcej uwagi i zaangażowania. To jego perspektywa wiedzie tutaj prym, co bardzo mi się podoba i jest dosyć nietypowe. Niby rozkłada się równo, ale to punkt widzenia Garretta jest bardziej rozbudowany pod każdym względem, również tym emocjonalnym.
No dobra, ale co z tymi bohaterami? Poważnie zastanawiam się nad tym, czy nie umieścić ich na pierwszym miejscu swojej listy przed Benem i Fallon z "November 9", które tak mnie zauroczyło. Myślałam, że nic nie przebije mojej ulubionej pary - no nie da rady, a tu proszę Garrett i Hannah chyba zdeklasowali konkurencję...
Co za relacja!  Kennedy poprowadziła to w sposób mistrzowski i to, co wydawało się na początku niemożliwe w naturalny sposób stało się możliwe. 

Sposób bycia Garretta, jego humor i podejście do spraw damsko męskich, bardzo przypomina mi Drew z serii Tangled Emmy Chase. To taki młodszy Drew, dupek, bawidamek i podrywacz. Przy tym jest jednak tak uroczy, że wybacza mu się wszystko, a jego poczucie humoru tylko potęguje to zauroczenie. Może i Garrett zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ale nigdy ich nie obraża i zna granice żartów na ten temat. Jego relacja z Hannah od początku nie jest zbyt udana ze względu na wiele sprośnych docinków, ale Garrett nigdy nie przekracza granicy między zabawą a zwykłym chamstwem.

Jestem bardzo przeciwna promowaniu w literaturze toksycznych związków, gdzie facet to stalker czy zadufany gnojek, a biedna bohaterka ugania się za nim. Nie! Zdecydowanie nie jest to wymarzona relacja i trzeba to jasno zaznaczyć. 
W "Układzie" nie ma miejsca na takie rzeczy, relacja bohaterów przedstawiona jest w niesamowity, cudowny sposób, a mimo to Garrett jest uroczym draniem, który potrafi doprowadzić zarówno główną bohaterkę, jak i czytelnika do białej gorączki. Nie da się go jednak nie pokochać ❤
Pod tą jego skorupą uroczego drania, kryje się jednak wiele rys i czułych punktów, które czytelnik odkrywa przez całą książkę i to on, jako bohater wysuwa się tutaj na pierwszy plan,.
Tak się rozpisałam o Garrettcie, a co z Hannah? Ona po prostu idealnie do niego pasuje, daje mu nieźle popalić ( i bardzo dobrze!), jest równie uparta. Bohaterowie uzupełniają się, czuć niesamowitą chemię między nimi, a ich słowne przepychanki wywoływały we mnie histeryczne napady śmiechu.

Podsumowując "Układ" bardzo mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że tak się wkręce i takie wrażenie wywrze na mnie ta książka, co widać po tym jak długi jest ten tekst ^^  
Czas poznać kolejne tomy i podboje innych sportowców.



Książka bierze udział w wyzwaniu:
Stron: 464

Podsumowanie lutego 2017



No i mamy marzec - mój ulubiony miesiąc!
Z marcem wiąże się wiele miłych wspomnień i wydarzeń, które zmieniły moje życie. ❤
W marcu czuć powiew wiosny i można zaobserwować najpiękniejsze w roku zachody słońca! Mam nadzieję, że pogoda dopisze i pod koniec miesiąca zaprezentuje Wam mały kolaż zachodów - jestem uzależniona od tego widoku, bardzo brakuje mi go w ponurą zimę.
W tym miesiącu będę czytać Joanne Bator, mam również cały stos zaczętych, zaplanowanych, pożyczonych od ludzi książek i muszę się jakoś z tego wygrzebać 👆

Ale wróćmy do lutego, który przeszedł już do historii i minął nie wiadomo kiedy - tak to najkrótszy miesiąc w roku, ale i tak mam wrażenie, że tygodnie gdzieś się podziewają i na nic nie starcza czasu.
Mimo tego w lutym przeczytałam siedem książek, co jest moim absolutnym rekordem. Nie mam pojęcia kiedy przewaliłam te wszystkie strony. Niestety od piątku cierpię na czytelniczy zastój i po prostu chwilowo odrzuciło mnie od czytania - znacie ten stan? Oglądam głupie filmiki na YouTube zamiast poczytać, ale od wczoraj wszystko wraca już do normy. Teraz dorwałam "Układ" Kennedy i jestem zachwycona tą książką, dzięki której przełamałam swoją chwilową niechęć.

Przeczytane w lutym:

"Sekretne życie pszczół" to dla mnie numer 1 w tym miesiącu, jestem po prostu w niej zakochana!
Rozczarowała mnie trochę książka Mii Sheridan - czegoś w niej zabrakło, mimo że to piękna historia miłosna, to jednak wątki poboczne są za bardzo spłycone, chociaż odgrywają dużą rolę, jeśli chodzi o przebieg fabuły. Szkoda, że autorka prześlizgnęła się po kilku tematach.
Ne zdążyłam opublikować wpisów na temat zaplanowanych książek Myśliwskiego, ale pojawią się w marcu, więc nic straconego 😊



Piosenka miesiąca: CUDOWNA Daria Zawiałow i jej "Miłostki". Premiera płyty za chwilę i chyba ją kupię, bo dziewczyna ma niesamowity głos, jest charyzmatyczna i przypomina mi Nosowską.





Wiosna zbliża się wielkimi krokami - aż chce mi się rano wstawać 😊


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka