Cecelia Ahern "Lirogon"


Cecelia Ahern "Lirogon"
Wydawnistwo Akurat
Tłumaczenie: Anna Dorota Kamińska
Rok wydania: 2017
Stron: 447

W południowo-zachodniej Irlandii, w dziewiczej okolicy, głęboko w lesie mieszka samotna młoda kobieta, Laura. Jest obdarzona niespotykanym talentem. Niezwykły dar polega na umiejętności naśladowania rozmaitych dźwięków. Za sprawą zaskakującego zbiegu okoliczności, Laura staje się telewizyjną celebrytką. Czy wielka miłość, która równocześnie pojawiła się w jej życiu, uchroni ją przed pułapkami i niebezpieczeństwami czyhającymi w bezwzględnym świecie? „Lirogon“ to przemyślana, głęboko poruszająca historia miłosna. Historia dzikiego serca, które bije w każdym z nas.
 źr. opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4504033/lirogon

Moi stali czytelnicy wiedzą jak wielką miłością pałam do tej autorki. Nie jestem jednak bezkrytyczna - wiem, że zdarzają się Ahern słabsze książki, ale ta autorka już dawno temu rzuciła na mnie czar i kocham czytać jej książki. Uzbierałam już naprawdę niezłą kolekcję. Powieść "Lirogon" (org. Lyrebird) była na mojej liście już jakiś czas i cieszę, że tak szybko książka pojawiła się u nas. 

Zanim zacznę to ukłonię się Wydawnictwu Akurat, które zadbało o piękną szatę graficzną i rzucającą się w oczy okładke, która idealnie współgra z kryjącą się pod nią historią.
Moim zdaniem to jedna z najlepszych powieści autorki. Pierwsze miejsce dalej ma u mnie ,,Zakochać się", ale ''Lirogon" jest książką tak oryginalną, interesującą i porywającą, że koniecznie musi znaleźć się na Waszej półce - czegoś tak niezwykłego jeszcze nie czytaliście!!

Plastyczny język, narracja trzecioosobowa, wspaniały klimat tej powieści zachwyca! Nie mogłam się oderwać. Co za pomysł na historię! W bardzo interesujący sposób zostały wykorzystane tutaj umiejętności pewnego australijskiego ptaka - Lirogona. Główna bohaterka Laura, zostaje okrzyknięta ludzkim Lirogonem, ponieważ podobnie jak ten niezwykły ptak potrafi naśladować dźwięki, odtwarzać je w bardzo dosłowny sposób i ta umiejętność przychodzi jej bardzo naturalnie. Jest to niezwykle interesujące! Nie ma oczywiście na świecie człowieka, który byłby taki jak Laura, ale w tej historii nie jest to absolutnie śmieszne czy dziwne - wręcz przeciwnie. Naśladownictwo Laury jest naturalną częścią tej bohaterki, która i tak jest urocza, a ta umiejętność czyni ją tak wyjątkową, że nie sposób jej nie pokochać!


Muszę podkreślić, że wspaniale został nakreślony wątek miłosny, który nie jest tutaj nachalnie przedstawiony, ale tak delikatnie, ostrożnie i nieśpiesznie, że naprawdę chwyta za serce.
Ahern bardzo popracowała nad kreacją wszystkich swoich bohaterów, którzy nie dzielą się na antagonistów i protagonistów. Sięgnęła głęboko i nakreśliła moim zdaniem bardzo realnie, zarówno świat ludzi mieszkających z dala od miejskiego zgiełku, jak i tych obracających się w bezdusznym świecie show biznesu i wielkiego miasta.
Oczywiście Ahern nie byłaby sobą, gdyby z jej powieści nie popłyną jakiś morał i przestroga. Pisarka bardzo uważnie obserwuje to, co dzieje się w świecie gwiazd i telewizji (jako osoba znana, sama jest przecież jego częścią) i bardzo trafnie wyciągnęła pewne wnioski i je skomentowała, za pomocą rozwijającej się fabuły.
Nie oczekujcie, że w tej książce znajdziecie jakieś gwałtowne zwroty akcji, czy wielkie zaskoczenia, ale absolutnie nie o to tu chodzi i nie jest to wadą. Książkę czyta się płynnie i z wielką przyjemnością.

To cudowna opowieść o zagubieniu, strachu, głębokiej miłości, bardzo refleksyjna i delikatna. Czy opowieść może być delikatna? To dziwne, ale nasuwa mi się takie określenie i nic na to nie poradzę. Pełna zwykłych dźwięków, które dzięki Laurze stają się  tak bardzo niezwykłe. To wielki skarb na mojej półce. Serdecznie polecam.

Za możliwość przeczytania bardzo, bardzo dziękuję http://businessandculture.pl/  i Wydawnictwu Akurat!

Majowe zdobycze


O w maju poszalałam... już dawno nie miałam takiego stosu nowych książek, ale obecność na targach i liczne promocje internetowe skusiły mnie i tak oto zgrzeszyłam, nadwyrężając swój portfel. Ech... półki już mi się wyginają, miejsce powoli się kończy, ale co zrobić. Najgorsze jest to, że zapominam o wyrzutach sumienia, jak tylko książki do mnie dotrą :)

  • Samantha Shannon "Czas żniw" - już zaczęłam ją czytać - fascynująca historia, chociaż początkowo trudna do przebrnięcia. 
  • Neil Gaiman "Gwiezdny pył" - kolekcjonuję Gaimana, ale ciągle nie mam czasu, by po niego sięgnąć. Kupuję jego książki w ciemno święcie przekonana, że będą  mi się podobać - takie przeczucie. Już niedługo się do nich zabiorę. Cudowne wydanie!
  • Cecelia Ahern "Lirogon" - już jutro na blogu. Bardzo ciekawy pomysł na fabułę. Jutro opowiem Wam o niej więcej. Książki Ahern są moją wielką miłością.
  • Elżbieta Rodzeń "Noc świetlików" - oczarowana "Zimową miłością" postanowiłam zaopatrzyć się w pozostałe książki pisarki.
  • Elżbieta Rodzeń "Dziewczyna o kruchym sercu" - autorka poradziła mi, bym przygotowała chusteczki. Tak zrobię! Jestem zdziwiona wyglądem tej książki. Jest bardzo ciężka, dość gruba, pięknie wydana. Szykuję się na czytelniczą ucztę!
  • Magdalena Witkiewicz "Czereśnie zawsze muszą być dwie" - na targach złapałam jeden z ostatnich egzemplarzy na stanowisku Filii - rozeszły się jak świeże bułeczki. Gdy dotarłam do kasy szczęśliwa, że mam ją w ręku obejrzałam się i w tłumie mignęła mi akurat Pani Magda. To chyba znak :). Muszę zaznajomić się z twórczością tej autorki. Podobno świetna. Sprawdzimy :)
  • Alek Rogoziński "Jak Cię zabić, kochanie?" - o tego faceta uwielbiam, to będzie moje drugie spotkanie. Czuję,  że będzie zabawnie!
  • Katarzyna Puzyńska "Motylek" - wstyd mi, że nie poznałam jeszcze tej serii, tak popularnej przecież. Nadrobię!
  • Kasie West "Chłopak z sąsiedztwa" - myślę, że to będzie lekka i bardzo miła historia.
  • Joanna Chmielewska "Większy kawałek świata" - prawdziwa legenda kryminału. Z przyjemnością wrócę do czasów dzieciństwa.
Tak przedstawiają się majowe zdobycze :) Nakładam sobie zakaz na kupno nowych książek. Jest co czytać i o czym pisać :)

Oto dowód, że wyginają mi się półki. Obawiam się, że pewnej nocy obudzi mnie huk walącego się regału o.O


Remigiusz Mróz "W cieniu prawa"


Remigiusz Mróz "W cieniu prawa"
Wydawnictwo Czwarta Strona
Rok wydania: 2016
Stron: 536

Szczerze mówiąc kupiłam tę książkę pod wpływem impulsu. Tak to jest, że pewne książki nas ,,wołają" i nie chcą się odczepić dopóki po nie nie sięgniemy. Kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać. Okładka wskazuje na jakąś historię  rodzinną, ale jak pisze Mróz w posłowiu, chyba jednak ta opowieść przekształciła się w kryminał retro i w sumie jestem zadowolona z takiego obrotu spraw. Nieczęsto mam okazję czytać tego typu książki, a przecież lubię takie klimaty (głównie filmowe).

Akcję książki rozpoczyna krwawe wydarzenie. Brutalne zabójstwo młodego arystokraty,  dziedzica rodu, jest szokiem dla całej rodziny Reignerów oraz służby pracującej w rodzinnym dworze. Głównym podejrzanym staje się młody Polak, który zatrudnia się w dworze w roli czyścibuta. Erik Landecki zaledwie przez jeden dzień cieszy się nową posadą. Spreparowane dowody wskazują na winę Polaka, który nie poddaje się i chcę walczyć o swoją wolność. Jakie tajemnice skrywa rodzina Reignerów?  Czy Erik jest winny, czy ktoś inny stoi za zabójstwem młodego arystokraty?

Jestem już dość dobrze zaznajomiona z twórczością Mroza chociaż wątpię, by udało mi się nadrobić wszystkie wydane dotąd książki i zresztą wcale do tego nie dążę, tylko wybieram i czytam sobie spokojnie poszczególne tytuły, a jak dobrze wiecie jest w czym przebierać. 
Co mogę powiedzieć o tej?  Przeczytałam ją z ciekawością, jak już pisałam kilka razy lubię styl Mroza i jego sposób przedstawiania historii, moja wyobraźnia działa na najwyższym poziomie podczas czytania. Mróz ma naturalny dar do odrywania czytelnika od rzeczywistości i tutaj wszystko się zgadza. Podobała mi się. 
Tym razem autor zabiera nas w przeszłość do roku 1909 i Austro - Węgier. Jak wiadomo dla naszego narodu te czasy były tragiczne, byliśmy pod zaborami.

Akcja książki rozgrywa się przede wszystkim w wielkim austriackim dworze. Autor obrazowo nakreślił wielkie różnice społeczne, z detalami opisał jak wyglądały relacje między arystokratami, a ich służbą, zwrócił uwagę na uprzedzenia, które odgrywały wielką rolę. 
Mocną stroną książki są również dialogi, chociaż to nie są dialogi, jakie możecie spotkać w Chyłce, nie chodzi o cięty dowcip. Podobają mi się również bohaterzy. Znowu kobieta - Sophie, odgrywa znaczącą rolę i podoba mi się ogólna kreacja bohaterów, ale mam tutaj pewne zastrzeżenia. 

Brakuje mi...jak to ładnie ująć... wytłumaczenia dlaczego bohaterowie podejmują różne decyzje. Jaką mają motywację. Dlaczego np. Sophie od początku tak uparcie broni młodego Polaka? Nie jest to wyjaśnione i mam wrażenie, że tutaj intencją autora jest to, by samemu dopowiedzieć sobie tego typu rzeczy, próbować zinterpretować poszczególne zachowania, ale jednak gdyby było więcej emocjonalnych opisów, lepiej by to wybrzmiało. Moim zdaniem strona emocjonalna bohaterów jest pominięta. Charakterystyczne w twórczości Mroza jest właśnie to, że skupia się na akcji głównej, która jest porywająca i nieprzewidywalna. On rzadko opisuje przeszłość swoich bohaterów, przemyca bardzo skąpe informacje, nie rozwija za bardzo wątków pobocznych i zwykle mi to nie przeszkadza, ale jednak tutaj brakowało mi tego, tym bardziej, że pojawia się tutaj pewien romans, więc przydałoby się więcej różnych rozterek :).

No właśnie: Mróz w tej książce troszkę się pobawił mieszając różne gatunki i bardzo zgrabnie to wszystko łącząc. Pojawiają się wątki prawnicze, oczywiście historyczne, fajnie to wszystko ze sobą współgra. Co dziwne bombowego zakończenia tutaj nie ma - powiedziałabym, że jest bardzo spokojnie jak na Mroza, ale nie jestem rozczarowana.

Warszawskie Targi Książki - krótka relacja

Relacja będzie krótka, bo miałam okazję być tylko jeden dzień wczoraj, czyli w sobotę, ale jestem bardzo zadowolona, bo najważniejszy plan został wykonany :)

źr. http://www.targi-ksiazki.waw.pl/

Z miejsca w którym nocowaliśmy z narzeczonym mieliśmy dość daleko na stadion, ale po pozostawieniu bagaży wyruszyliśmy w drogę spacerkiem, bez spiny, na spokojnie. Na miejsce dotarliśmy kilka minut po 11. Z wejściem na stadion nie było problemu, bo największe tłumy były zapewne podczas samego otwarcia.  Do kasy dostaliśmy się szybko, panie sprawdzające wejściówki były bardzo uprzejme no i się zaczęło :) 
Początkowo kompletna dezorientacja, mimo mapki w którą się zaopatrzyłam, zaznaczając strategiczne punkty. Było mnóstwo wystawców, spotkań literackich i jeszcze więcej ludzi. Po chwili jednak w miarę ogarnęłam gdzie co i jak. Ogólnie wszystkie stoiska przemierzyliśmy kilka razy, robiąc kółka w nieskończoność.





Było fantastycznie! Mnóstwo pozytywnych ludzi! Bardzo dziękuję wszystkim wydawnictwom, wystawcom i organizatorom. Wszyscy byli bardzo uprzejmi, uśmiechnięci, pomocni no super! W kolejkach rozmowy trwały w najlepsze, zero dystansu, czuć było, że to prawdziwe święto książki. Ci co stali w kolejkach dostawali ulotki, gazety do poczytania, kartki, zakładki. Jeśli chodzi o organizację to słyszałam, że w piątek było trochę problemów, ale sobota była wg mnie bardzo dobrze zorganizowana. Przepiękne stoiska, czytelne i widoczne oznaczenia miejsc i sektorów, były rabaty i promocje. Długie kolejki do pisarzy, nie blokowały za bardzo przejść, można było się spokojnie poruszać mimo ogromnego tłumu. Warto, warto było pojechać. Na Stadionie Narodowym byłam pierwszy raz i naprawdę robi wrażenie. 



Mój główny plan polegał za zdobyciu podpisów od autorów których uwielbiam i udało się!
Trochę obawiałam się, że nie uda mi się dostać do Cecelii Ahern, ale stałam wytrwale w kolejce i opłaciło się! Co mogę powiedzieć? Przepiękna kobieta, bardzo uprzejma, uśmiechnięta! Jestem przeszczęśliwa, że mogłam zamienić z nią słowo i powiedzieć jej jak uwielbiam jej książki, za co dostałam piękny uśmiech :) 



Jeśli chodzi o Remigiusza Mroza to byłam przygotowana na dłuuugie oczekiwanie. Ogólnie czekaliśmy 2,5 godziny i na szczęście nie byliśmy gdzieś na końcu, więc i tak poszło nieźle. Ludzie troszkę się denerwowali, bo niektórzy mieli po kilkanaście książek do podpisu, więc czas się przeciągał, ale co tam dla tego autora warto poczekać! Pan Remigiusz jest przemiły, rozmowny, uśmiechnięty i bardzo cierpliwy! Gdy zapytałam go, czy nie jest już zmęczony to powiedział mi, że po dwóch godzinach dopiero się rozkręca :) Szczerze go podziwiam. Gdy przechodziliśmy koło stanowiska Filii grubo po 17 ludzie nadal stali w kolejce, mimo że czas przeznaczony na spotkanie oficjalnie kończył się o 16. 




Troszkę żałuję, że nie było czasu na więcej spotkań, rozmów, szkoda, że nie dotarłam na książkową wymianę, ale trudno. Jeden dzień to stanowczo za mało na tak wielką imprezę, bo naprawdę było co obejrzeć, można było posłuchać ciekawych rozmów z fantastycznymi ludźmi. Mam wielkie marzenie, by wziąć udział w Targach jeszcze raz w przyszłym roku, ale już na spokojnie.
Podpisane książki to teraz moje wielkie skarby :) wspomnienia pozostaną na zawsze!
Wspaniała impreza.





Colleen Hoover "Confess"


Colleen Hoover "Confess"
Wydawnictwo Otwarte
Tłumaczenie: Matylda Biernacka
Rok wydania: 2017
Stron: 300

Znajdź w sobie odwagę, by wyznać… SEKRET 
PRAWDĘ 
MIŁOŚĆ 
Niewypowiedziane pragnienia, bolesna przeszłość i głęboko skrywane grzechy są dla Owena największą inspiracją. Utalentowany malarz kolekcjonuje anonimowe wyznania i przenosi je na płótno. Auburn od kilku lat walczy o odzyskanie normalnego życia i desperacko potrzebuje pieniędzy. Zakochanie się w przystojnym malarzu nie jest częścią jej planu, ale przekorne przeznaczenie stawia na swoim. Dziewczyna odkrywa jednak, że przeszłość ukochanego może odebrać jej to, co dla niej najważniejsze...
Wszystkie wyznania, które przeczytacie w tej powieści, są prawdziwe.

źródło opisu: http://otwarte.eu/


Moja miłość do Colleen Hoover nieprzerwanie trwa odkąd przeczytałam "Hopeless", ale to "November 9" jest moim zdaniem najlepszym romansem autorki i jednym z najlepszych romansów ever, które miałam przyjemność czytać. Bardzo ją kocham za całą wrażliwość jaką posiada, ale "Confess" uważam niestety za jedną ze słabszych książek autorki, co wcale nie oznacza, że książka jest zła. Po prostu bez szału.
Gdy otworzyłam paczuche zawierającą "Confess" byłam bardzo zdziwiona objętością tej książki... liczy ledwie 300 stron, jest naprawdę cieniutka. Czemu tak mało? To książka, którą wprawiony czytelnik przeczyta w 4 godziny. Znajdziemy w niej również cudowne reprodukcje obrazów, ale no mało tych stron, mało...
Zmienił się również tłumacz - wcześniejsze książki tłumaczył wspaniale Piotr Grzegorzewski i bardzo doceniam jego prace, bo fantastycznie potrafił oddać całą wrażliwość autorki. Z całym szacunkiem dla tłumaczki "Confess" - widać tutaj różnicę, ale da się przeżyć (zawsze podziwiałam tłumaczy, którzy są  moim zdaniem często niedoceniani). Jednak to nie tłumacz piszę książkę tylko pisarz i tutaj Colleen Hoover nie rozwinęła za bardzo skrzydeł.
,,Confess" czyta się naprawdę dobrze, strony mijają zadziwiająco szybko, fabuła jest dosyć ciekawa, ale fajerwerków jednak brak. 


Początek mnie strasznie irytował, bo bohaterzy rzucają jakimiś ogólnikami, a ich rozważania są bardzo tajemnicze, Początek jest wg mnie kiepski, bo przez dłuższy czas nie mogłam się zorientować o co tu chodzi i do czego to zmierza. Taki chwyt jest stosowany we wszystkich książkach NA ale tutaj wyjątkowo mnie irytował. Oczywiście tak mniej więcej w 3/4 książki wszystkie elementy układanki wskakują na swoje miejsce, ale długo trzeba czekać na to, by wszystko się wyjaśniło. Towarzyszy temu zupełna dezorientacja. Mam jeszcze zastrzeżenia co do relacji głównych bohaterów, którzy spotykają się początkowo zaledwie dwa razy, a ich zachowanie już jest bardzo zażyłe. Za bardzo jak na tak krótki okres znajomości, ale o tym za chwilę.

Mimo kiepskiego początku, dalej jest jednak coraz lepiej. Wraca Colleen Hoover, która potrafi cudownie czarować słowami, przekazać emocje, opisać uczucia, kompletnie zaskoczyć. Jak już pisałam tłumaczenie mi tutaj troszkę nie leży, ale to tylko malutki minus, bo jednak z czasem zakochałam się w historii Owena i Auburn i śledziłam z ogromnym napięciem ich losy. Tylko właśnie o ile w "November 9" zupełnie nie przeszkadzał mi krótki czas znajomości głównej pary, tak tutaj początkowo jest to trochę nienaturalne. Z czasem to się zmienia, ale jakoś nie mogę wyrzucić tego początku z pamięci.

Sama historia jest bardzo zaskakująca i zajmująca. Pokochałam głównych bohaterów, bardzo im kibicowałam i długo myślałam o nich po zakończeniu książki. Bardzo fajny pomysł z tymi wyznaniami, które dodają całej historii trochę tajemniczości i wywołują skrajne emocje. Brawo za pomysł, jest bardzo oryginalny. Brakuje mi tutaj jednak tego WOW, które czułam przy okazji  lektury poprzednich książek autorki. Jest naprawdę nieźle, ale nie było za bardzo dramatycznie.  Te 300 stron sprawia, że mam wrażenie jakbym przeczytała jedynie skrót tej historii. Ja chcę więcej Hoover! 
 "Confess" to taka spokojna historia o przeznaczeniu, drugiej szansie, o wierze w siebie i o naprawdę niezwykłej więzi dwojga ludzi.
Książkę oceniam jako dobrą. Czy polecam? Tak polecam, ale nie nastawiajcie się na fajerwerki.

Moje typy przed sobotnim finałem!

Od lat jestem wielką fanką Eurowizji. Fajne jest to, że cała Europa może się zjednoczyć ogladając, słuchając i kibicując poszczególnym reprezentantom. W tym roku również czeka nas wiele emocji, tym bardziej, że nasza Kasia Moś (swoją drogą przepiękna kobieta) zakwalifikowała się do finału i ma moim zdaniem niezłą piosenkę i duże szanse na wygraną. Bardzo dokładnie oglądałam tegoroczne półfinały i mam kilku faworytów, którym będę kibicować i oczywiście głosować.
Jeśli chodzi o sam konkurs to różnie to bywało na przestrzeni lat, ale od tak mniej więcej 2014 roku uważam, że poziom konkursu szybuje w górę, a artyści prezentują naprawdę wspaniałą muzykę. Oczywiście reprezentantów jest dużo i trzeba w jakiś sposób się wyróżnić, ale ja zwracam uwagę przede wszystkim na przekaz piosenki i oczywiście głos.
Moją faworytką w tym roku jest oczywiście nasza Kasia - dała czadu dziewczyna w półfinale i z niecierpliwością czekam na jej występ jutro. Kasia będzie występować jako druga, więc nie będziemy długo czekać.



Oprócz Kasi mam dwóch faworytów, gdzie nie mogę się zdecydować i będę głosować zarówno na Bułgarię jak i na Belgię. 
Młody Bułgar, powala swoim głosem, cudowną piosenką i niesamowitym magnetyzmem scenicznym. Cudo!




Młoda Belgijka ma fantastyczną piosenkę i bardzo nietypowy niski głos. Mam wrażenie, że w półfinale była dość mocno zdenerwowana, ale mam nadzieję, że opanuje emocje i pewnie wystąpi na scenie w sobotę. Trzymam z całej siły za nią kciuki.





Duże szanse na wygraną ma moim zdaniem również przesłodki Portugalczyk. Jego występ był bardzo ekspresyjny i zupełnie nie w stylu Eurowizyjnym, ale jest w nim coś fantastycznego.




A Wy komu kibicujecie w tym roku? :)

Kim Holden "Gus"



Kim Holden "Gus"
Cykl: Promyczek t.2
Wydawnictwo Filia
Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek
Rok wydania: 2016
Stron: 500

Nie wiem, czy da się pisać o drugiej części tego cyklu nie spoilerując potężnie części pierwszej. Jeśli nie czytaliście "Promyczka", a macie taki zamiar to nie czytajcie tego tekstu, bo to bez sensu. Po co psuć sobie przyjemność z lektury? Ostrzegam.

Przyznam, że zakończenie "Promyczka" było bardzo smutne i emocjonujące. Nie twierdzę, że "Promyczek" zmienił moje życie - jak twierdzą co niektórzy blogerzy, ale podobała mi się poprzednia część. Myślę, że jest to wartościowa lektura i warto się z nią zapoznać. A co myślę o "Gusie" ? Uważam, że to całkiem niezła kontynuacja, ale jednak to "Promyczek" wydaje mi się nieco lepszy. Klimat drugiej książki Holden jest nieco inny, chociaż przesłanie pozostaje to samo.

Dla mnie ta książka to spis przeżycia żałoby młodego chłopaka. Od wielkiego żalu, poprzez wyparcie, wściekłość, pogodzenie się z tym co się stało do uspokojenia własnych emocji. Gus w pierwszej części cyklu, był dla mnie trochę takim ulotnym bohaterem. Promyczek bardzo go kochała, ale nie tylko on stanowił centrum jej wszechświata, poznała innego mężczyznę w którym się zakochała, znalazła nowych przyjaciół i jej życie kręciło się głównie wokół nich. Gus był przyjacielem i wielkim wsparciem, chłopakiem o wielkim sercu, ciętym dowcipie i tyle.
Tutaj mamy kawa na ławę. Wszystko, wiemy o nim wszystko i nie zawsze są to pozytywne aspekty jego osobowości. Właściwie przez 1/3 książki nie pałałam do niego zbytnią sympatią, obserwując co wyprawia ze swoim życiem. Po przeczytaniu książki stwierdzam jednak, że bardzo pokochałam tego wielkiego misia, jak go widzę w wyobraźni i potrafię się  z nim utożsamić.

Książka jest dość gruba, ale dzięki krótkim rozdziałom i podziale na dni czyta się ją dość szybko. Styl Holden jest lekki, przyjemny w odbiorze, język jest oszczędny i tylko końcówka mnie trochę drażniła, bo zrobiło się zbyt słodziutko. Takie misie pysie są fajne, ale z umiarem. Ogólnie oprócz tych końcowych scen, uważam, że Holden trochę się poprawiła stylistycznie, rozwinęła skrzydła. 

Były jednak momenty w których czułam irytację. Przez większość czasu nie podobała mi się jedna z głównych bohaterek, która nieoczekiwanie pojawia się w życiu Gusa czyli Scout. Początkowo nie znosiłam tej dziewczyny. Autorka bardzo skąpi o niej informacji, co mnie irytowało. Nie lubię takiego bezsensownego wodzenia czytelnika za nos, chciałabym wiedzieć od początku co ją gryzie, tym bardziej, że przecież w końcu i tak wszystkiego się dowiadujemy i w sumie nie ma to wpływu na Gusa, który nie traktuje jej z góry ani przez moment. Tajemnice i niedomówienia są potrzebne w kryminałach, tutaj nie widziałam potrzeby, by aż tak ukrywała swoją przeszłość, tym bardziej że jak mówię - nie było takiej potrzeby. Stopniowo ta bohaterka zmieniała się, coraz bardziej otwierała i podsumowując uważam, że jest urocza. Trochę trwało aż zapałałam do niej sympatią i chyba o to chodziło, tak miało być i to jest w porządku. Tylko po co tyle tajemnic? Gdyby było wiadomo od początku o co chodzi, ta przemiana byłaby jeszcze bardziej spektakularna. Jeszcze jedno: autorka w przedziwny sposób wprowadziła ją w fabułę. Dziewczyna bez doświadczenia, wykształcenia i nie zainteresowana ma za zadanie pomagać liderowi sławnego rockowego zespołu. Ot tak po prostu. Wydaje mi się, że trzeba mieć jakieś kwalifikacje do takich rzeczy i jakiekolwiek doświadczenie. Nikt nie wchodzi do show biznesu od tak. Ogólnie to nie mam pojęcia czym ona się tam zajmowała, bo rzucane są jakieś ogólniki, że jest zorganizowana itd. Ma współpracować z Gusem, a w sumie nie wiadomo co robi. No dobra - zrobiła mu raz pranie (ta scena mnie rozłożyła). Co jeszcze - trochę za mało było dla mnie muzyki. Jak na sławnego rockmana Gus zadziwiająco powierzchownie podchodzi do koncertów i swoich fanów. Nie wydaje mi się, by tak wyglądało życie gwiazdy. Ma prawo do prywatności, ale tutaj za mało było dla mnie muzycznych emocji.


Tak narzekam, narzekam, ale przecież pisałam wyżej, że książka mi się podobała i tak właśnie jest. Biorąc pod uwagę całokształt jestem w stanie przymknąć oko na te niedociągnięcia. Gus jest fantastyczną postacią, fabuła jest fajnie rozpisana i poprowadzona. Kim Holden napisała dosyć obszerną książkę, ale dzięki temu całość jest dobrze rozłożona w czasie, nie ma pośpiechu i to jest największa zaleta tej historii, która niesamowicie wciąga i pochłania. Powracają starzy znajomi z poprzedniej części, pojawiają się nowe postacie. Akcja dzieje się głównie w San Diego, gdzie lato trwa cały rok i w wyobraźni przenosiłam się do tego miejsca. 
To książka pełna bólu i żalu, ale też cudownych wspomnień, miłości i dobrych ludzi. Bardzo doceniam przesłanie Kim Holden - cieszmy się każdą chwilą, popełniajmy błędy, ale też wybaczajmy. Bądźmy dla siebie dobrzy i pomagajmy bezinteresownie, bo to wzbogaca nasze życie, napędza nas. Bardzo miło będę wspominać tę historię, to udana kontynuacja no i czekam niecierpliwie na trzecią część.

J.K. Rowling ,,Quidditch przez wieki"


J.K. Rowling "Qudditch przez wieki"
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Rok wydania: 2017
Stron: 143

Kolejna ksiażka z biblioteki Hogwartu od wydawnictwa Media Rodzina. 
Przyznam, że do Qudditcha zawsze podchodziłam z rezerwą, chociaż jest on ważną częścią Potterowskiego świata. Wszystkie mecze w Potterze zostały przedstawione w bardzo emocjonujący sposób, a sam pomysł na ten sport jest niesamowity. Tym bardziej zachwyca powyższa książka.
Możemy w niej znaleźć cała historię tego czarodziejskiego sportu, która sięga bardzo odległych czasów. Historia podzielona jest na kilka rozdziałów i porusza wszystkie palące kwestie oraz wyjaśnia dokładnie zawiłości i reguły gry. J.K. Rowling utrzymuje znakomicie swój styl, język jest lekki, obrazowy i humorystyczny. Każdy kto czytał książki o młodym czarodzieju orientuje się o co w tym wszystkim chodzi, ale np. historia znicza, czy dokładne przedstawienie najważniejszych brytyjskich i irlandzich drużyn jest naprawdę interesująca. Podziwiam wyobraźnię autorki! Bardzo podoba mi się również polski akcent, który został wyróżniony w specjalny sposób.
To naprawdę zajmująca lektura i warto zapoznać się z tym, co tak bardzo emocjonowało uczniów Hogwartu, a przede wszystkim Harry'ego i Rona.
Rozbawiła mnie pierwsza strona, która jest kartą biblioteczną biblioteki Hogwartu. Możemy podejrzeć, kto często wypożyczał tę książkę oraz przeczytać czego Pani Pince, bibliotekarka szkoły oczekuje od uczniów wypożyczających zbiory szkoły (strach się bać).

Wspaniały kolejny dodatek do serii! Niestety nie mam trzeciej książeczki czyli ,,Fantastycznych zwierząt", ale zaopatrzę się w nią już wkrótce.

J.K Rowling ,,Baśnie Barda Beedle'a"


J. K Rowling ,,Baśnie Barda Beedle'a"
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2017
Stron: 141


Wydawnictwo Media Rodzina nie daje zapomnieć o Harrym Potterze. Ciagle pojawiają się wznowienia kultowej serii, dodatki. Cieszy mnie to ogromnie, ponieważ dzięki temu mogę nabyć perełki, a jedną z nich są właśnie "Baśnie..." o których dziś będzie mowa.

Jestem kompletnie zauroczona wydaniem tych książek! Twarda okładka, cudowne rysunki w środku, klimat książek wyjętych żywcem z biblioteki Hogwartu - dla Potteromaniaka to niezwykle cenne nabytki, przywołujące bardzo miłe wspomnienia i nie tylko. 
Nie wyobrażam sobie innego tłumacza serii oprócz Pana Andrzeja Polkowskiego, którego uwielbiam nie mniej niż Harry'ego. Uważam, że tchnął w te książki jeszcze więcej magii niż w sobie mają. Cieszy niezmiernie to, że zarówno ''Baśnie.." jak i pozostałe książeczki są przetłumaczone przez tego geniusza.
Czytając te krótkie historie powróciły do mnie wspomnienia - ba więcej! Znów znalazłam się w Hogwarcie. Zapewniam, że nie ma tutaj zgrzytu z serią, wręcz przeciwnie - jest to fantastyczne przedłużenie serii, zachowany w stu procentach klimat i humor. Po przykrym zderzeniu z Przeklętym dzieckiem zarzekałam się, że nie będę kupować żadnych dodatków, ale to zupełnie inna historia - tutaj królowa J.K Rowling kolejny raz udowodniła, że nie ma sobie równych i nikt inny nie jest w stanie opisać świata magii tak jak ona. I lepiej niech tego już nie robi.

Co do samych baśni - są niezmiernie ciekawe! Czytając Insygnia Śmierci byłam zaintrygowana, gdy Ron wymienił tytuły poszczególnych opowiadań. Cieszę się, że Rowling postanowiła je po prostu wydać. Wszystkie bardzo mi się podobają, chociaż kilka nie nadaje się moim zdaniem do opowiadania dzieciom. Sam sens tych baśni można w pełni zrozumieć będąc już starszym czytelnikiem, ponieważ nie brakuje tutaj nieco makabrycznych wydarzeń. A czy w naszych mugolskich baśniach  można znaleźć krwawe wydarzenia? Oczywiście że tak, ale małym dzieciom zwykle opowiada się złagodzone wersje. Ogólnie moim zdaniem baśnie można czytać w każdym wieku. Sama często wracam do Andersena, za każdym razem inaczej patrząc i interpretując poszczególne wydarzenia.



Baśnie Barda Beedle'a to krótkie historie, opatrzone niesamowitymi obrazkami (nie za bardzo mogę je Wam pokazać, ponieważ nie chcę się narażać wydawcy). To pięć przemyślanych, zajmujących opowieści, każda z morałem. Dodatkowo do każdej baśni dołączone są komentarze nikogo innego jak Albusa Dumbledora, który zagłębia się w poszczególne kwestie, przy okazji ujawniając wiele tajemnic zarówno z osobistego życia jak i świata magii! Cudo, pewne rzeczy na pewno Was zaskoczą, a inne rozbawią! Najbardziej przypadła mi do gustu baśń Fontanna szczęśliwego losu - dała mi troszkę do myślenia. Bardzo lubie też oczywiście znaną Opowieść o trzech braciach chociaż miałam cichutką nadzieję, że znajdę tutaj trochę dłuższą wersję od tej, którą czytała Hermiona. Niestety tak nie jest, ale nadal robi wrażenie.

Dla Potteromaniaków - lektura obowiązkowa. Dla nieznających (jakimś cudem) serii, Baśnie Barda Beedle'a mogą być wspaniałym wstępem do historii o młodym czarodzieju i możliwością zapoznania się z prawami rządzącymi w świecie magii.
Na koniec oczywiście muszę pochwalić Hermionę, która mozolnie i dokładnie przetłumaczyła te historie z run na angielski. Napracowała się dziewczyna ;)
Dochód ze sprzedaży podręczników do Hogwartu jest przeznaczony dla fundacji Lumos, która ma bardzo szczytny cel. Jestem całym sercem za rozwiązaniem, jakie fundacja proponuje. Szczegóły znajdziecie w książkach.

Agnieszka Lingas - Łoniewska ,,Bez przebaczenia"


Agnieszka Lingas - Łoniewska ,,Bez przebaczenia"
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Stron: 337

On... od dziecka interesował się wojskiem i z nim związał swoje losy. Przystojny, honorowy i poukładany − podporucznik Piotr Sadowski. Ona… zwariowana, z głową pełną pomysłów, młoda artystka − Paulina Litwiak. Pokrętny los połączył ich ze sobą w małym mieście, do którego dziewczyna przyjeżdża po śmierci matki, by zamieszkać z ojcem. Ten okazuje się człowiekiem zimnym, dominującym i nieprzystępnym. Skrywa przed córką rodzinną tajemnicę. Wyraźnie przeszłość jego i matki Pauliny nie jest wcale taka, jakiej obraz ma w głowie dziewczyna. Przez „przypadek” główna bohaterka poznaje chłopaka o pięknych zielonych oczach, którym jest oczarowana. Dzięki niemu Paulinie udaje się uporać z demonami przeszłości. Jednakże szereg dramatycznych wydarzeń doprowadza do wyjazdu Pauliny. I gdy obydwoje tak strasznie cierpią po rozstaniu, przeznaczenie znowu daje o sobie znać, pozostawiając niespodziankę...

„Bez przebaczenia” to powieść dla tych, którzy chcą poznać siłę prawdziwej miłości. Umiejętnie prowadzona narracja, soczysty, a jednocześnie prosty w odbiorze język, niezwykle wciągająca fabuła i plastycznie kreowane postaci powodują, że czytelnik ma poczucie uczestnictwa w akcji, czuje, jakby był naocznym świadkiem występujących w książce wydarzeń. Obowiązkowa lektura dla wszystkich wrażliwych.

 źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/50663/bez-przebaczenia


Postanowiłam kontynuować swoją przygodę z Panią Agnieszką i przeczytać coś jeszcze tej autorki. Moje zainteresowanie wzbudziła książka ,,Bez przebaczenia", która ma bardzo wysokie oceny na LC, można na tej stronie przeczytać mnóstwo zachwalających  i entuzjastycznych opinii. Przeczytałam i powiem krótko.... dramat. Moim zdaniem to bardzo zła książka.
Dlaczego? Nawet nie wiem od czego zacząć...może od przedziwnej narracji. Nie potrafię nawet określić jaki jest to rodzaj narracji... czy jest to narracja trzecioosobowa, auktorialna czy może pierwszoosobowa? Szczerze - nie wiem. Książka jest napisana w przedziwnym stylu, który jest bardzo prosty, tandetny i na bardzo niskim poziomie - przepraszam, ale tak uważam i tyle.
Kolejna rzecz dialogi, które wołają o pomstę do nieba... czasami nie wiedziałam co bohaterowie mają na myśli i o czym oni w ogóle rozmawiają. Przydługie wywody Piotra o tym jak szaleńczo kocha Paulinę doprowadzały mnie do mdłości. 
Fabuła jest naiwna i przewidywalna, dramaty głównej bohaterki są bardzo, bardzo naciągane. Podobnie jej relacja z ojcem i późniejsze wyjaśnienie tej sprawy - bardzo spłycone podejście do tematu i dla mnie zupełnie niezrozumiała relacja.
Bohaterowie - chciałabym jak najszybciej zapomnieć o relacji Piotra i Pauliny, ponieważ oprócz kłótni, ciągłych rozstań i wrzasków, bardzo mało było takich momentów, które cementują związek. Nie uwierzyłam w tę miłość, ani przez chwilę. Kolejna rzecz - bohaterowie mówią do siebie, ale się nie słuchają. Piotr mówi do Pauliny: dziewczyno jest tak i tak, a ona za trzy sekundy znowu rzuca w niego oskarżeniem, mimo że on przed chwilą przecież to wyjaśnił! Oboje są egoistami i uparciuchami. Podejmują decyzje, które są kompletnie nielogiczne i niedorzecznie głupie. 
Nie, nie, nie! 
Uwielbiam miłosne historie, ale nie tak proste i naiwne. Nie z takimi bohaterami i nie przedstawione w taki sposób.
Jedyne co nawet mi się podobało to sceny łóżkowe, nieźle opisane, ale cała reszta...
Jestem strasznie zawiedziona... 

Podsumowanie kwietnia 2017



I wtedy przyszedł maj!
Tak możemy dziś zaśpiewać witając kolejny miesiąc. Tylko jakby pogoda trochę się poprawiła to byłoby już całkiem super, no ale cóż trzeba to przecierpieć i przeczekać.
A w maju oj czuję, że będzie się działo.... w moim życiu opsobistym, ale i nie tylko. Zbliżają się Warszawskie Targi Książki i jestem już zupełnie nastrojona na wyjazd! Teraz tylko popędzam czas i czekam niecierpliwie na 20 maja :)

A co przyniósł kwiecień - u mnie spadek formy czytelniczej, ale nie jest tak źle. Święta, które minęły zbyt szybko, kilka zawirowań i kilka dodatkowych marzeń.
Udało mi się przeczytać 4 książki:

Agnieszka Lingas - Łoniewska "Skazani na ból" ✮✮✮✰✰
Andrzej Sapkowski "Czas pogardy"                     ✮✮✮✮✮
Andrzej Pilipiuk "Rzeźnik drzew"                        ✮✮✮✰✰
Elżbieta Rodzeń "Zimowa miłość"                       ✮✮✮✮✮

Oprócz tego pojawiło się kilka postów osobistych. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które wywołują wielki uśmiech na mojej buzi. Szczerze mówiąc, zawsze mam obawy jak dodaje jakiś post, czy ktoś go chociaż przeczyta, czy będzie dla kogoś ciekawy, ale coraz bardziej upewniam się, że moje obawy są bezpodstawne. Oczywiście mogłabym poświęcać blogowaniu więcej czasu, ale istnieje jeszcze tzw. ,,życie" i muszę jakoś pogodzić ważne dla mnie sprawy. No ale staram się jak mogę :) 
Hej majówka jeszcze trwa, więc udanego odpoczynku i do zobaczenia przy kolejnym wpsie !




Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka