Wyniki rozdania

Cześć ! W końcu znalazłam chwilę, by przedstawić wyniki rozdania! Bardzo Was przepraszam za opóźnienie. 
Dziękuję wszystkim za udział! Chciałabym każdemu uczestnikowi coś podarować, ale niestety mój budżet nie jest aż tak wysoki :). Dziękuję i zachęcam do udziału w kolejnych konkursach, które będą jak się ogarnę życiowo. Zwycięzca został wyłoniony drogą losowania. O przypisaniu liczby decydowała kolejność zgłoszeń w komentarzach. 
A oto zwycięzca:


Gratuluję Insane Sanity!
Wysyłam maila i na odpowiedź czekam 2 dni. Jeśli jej nie dostanę wylosuję kolejną osobę.

Jeszcze raz dziekuję wszystkim za udział i cierpliwość!

Komunikat w sprawie rozdania!

Cześć!
Tak, wiem, wyniki rozdania miały być w środę, ale mam taki młyn w domu (remont) i robocie (nauka), że po prostu nie mam czasu przeprowadzić losowania. Bardzo Was przepraszam! Jutro postaram się to zrobić, nagram filmik, lub zrobię zdjęcia, by wszystko było jasne i opublikuje wyniki. Proszę Was  o jeszcze chwile cierpliwości !

Book Tour: Sandra Nowaczyk "Friendzone"


Sandra Nowaczyk  "Friendzone"
Wydawnictwo: Feeria Young
Rok wydania: 2017
Stron: 408

Przeczytałam "Friendzone" i powiem Wam, że tyle myśli wiruje mi w głowie, że nie wiem od czego zacząć. Sandra Nowaczyk jest młodą dziewczyną, młodszą ode mnie o całe dziesięć lat, to sporo. Może zacznę od tego, że cieszę się że wydawnictwa dają szansę młodym autorom, którzy nie poddają się i nie chowają swoich książek do szuflady, tylko je wydają. Napisanie książki i przedstawienie jej czytelnikom to naprawdę odważne posunięcie. Gdzieś kiedyś przeczytałam, że żeby zostać pisarzem trzeba pozbyć się wstydu, bo pisarz w swojej książce całkowicie się odkrywa. Coś w tym jest. Kiedyś marzyłam o tym, by sama pisać książki, ale nie potrafię. Mam mnóstwo pomysłów, ale gdy próbuję usiąść do pisania mam w głowie kompletną pustkę. Dlatego szanuję pisarzy i tak bardzo ich podziwiam.

"Friendzone" opowiada o dwójce przyjaciół Tate i Griffinie. Znają się bardzo dobrze, są sąsiadami. W pewnym momencie ich przyjaźń zamienia się w miłość, do której żadne z nich nie chce się przyznać. Niedomówienia sprawiają, że ranią się nawzajem. Ten temat jest dość znany, życie pisze różne scenariusze. Pomysł na książkę jest niezły, ale niestety jej potencjał jest tutaj niewykorzystany. Głównym tego powodem jest młody wiek autorki, który odbija się w książce. Sandra musi jeszcze bardzo popracować przede wszystkim nad warsztatem no i nabrać doświadczenia. Autorka ma potencjał i wiele dobrego przed nią, jednak czeka ją jeszcze mnóstwo pracy. Jest porównywana do Estelle Maskame znanej dzięki serii "DIMILY" i tak obie są młode, ale ja nie lubię takich porównań! Nie przepadam za porównaniami i tego typu zabiegami. Każdy pisarz toruje sobie własną drogę. 

"Friendzone" poleciłabym dużo młodszym czytelnikom, ja po prostu jestem na to za stara. Miałam wrażenie, że nastoletnie problemy przedstawione w fabule są po prostu śmieszne, wyolbrzymione, zachowanie głównej bohaterki strasznie mnie irytowało, a przedstawione problemy były jednak błahe i do rozwiązania za pomocą jednej konkretnej rozmowy. Dla mnie za bardzo się to ciągnęło. Sam moment zakochania, też do mnie nie przemówił, jest to naciągane, ale dobra - przymykam na to oko. Nie jestem już nastolatką i mam w tym momencie zupełnie inne podejście do miłości. Młodość rządzi się innymi prawami i doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Nie chcę przez to zaniżać oceny tej książki, nie zrobię tego, podchodzę do niej w zupełnie indywidualny sposób.

Jeśli jednak mam się do czegoś konkretnie przyczepić (jak to ja) to do sposobu w jaki autorka przedstawia konkretne sytuacje. Drażniły mnie szczegółowe opisy czynności. O co mi chodzi? O to, do czego przyczepiałam się czytając również książki Maskame. Szczegółowe opisy tego co robią bohaterowie spowalniają akcję. Niepotrzebnie autorka skupia się na tym że np. ktoś pije kawę więc: nalewa sobie wody, miesza łyżką, dorzuca cukier itd. Każdy wie jak to się robi, niepotrzebnie skupia się głównie na takich błahostkach przedstawiając kontekst sytuacyjny. Rozumiem, że trzeba zarysować miejsce akcji itd., ale można to zrobić za pomocą bardziej ogólnych zdań, czy umieścić to w dialogu (Sapkowski jest np. mistrzem takiego budowania kontekstu). Nie potrzeba skupiać się na takich drobiazgach, bo drażni to czytelnika i właśnie jak mówię - spowalnia akcję. Tutaj Sandra Nowaczyk musi wypracować taki "złoty środek", by owszem przedstawić sytuację, konkretne czynności, ale nie wdawać się w takie niepotrzebne, nic nie wnoszące szczególiki. 

Co jeszcze... zabrakło mi takiego ,,związania" bohaterów. Nie przekonała mnie do końca ta relacja. Autorka starała się wplątując np. wspomnienia pokazać, że Tate i Griffin, są przyjaciółmi od dziecka i dużo ich łączy, jednak zabrakło mi tutaj jakiejś iskry, głębszej psychologii. Troszkę ten wątek jest niedopracowany. Dostrzegłam jednak starania i jest to dobry początek.
Jeszcze jedna rzecz. Sandra Nowaczyk próbowała wpleść tutaj trochę dramatu - chodzi o relacje Griffina z ojcem, jednak ten wątek został w pewnym momencie spalony, zbyt pobieżnym podejściem do tematu. Można było z niego wyciągnąć dużo więcej, a mniej skupić się na niepotrzebnym dramatyzowaniu w kwestiach miłosnych.
Początek był średni, ale ostatnie 150 stron moim zdaniem całkiem, całkiem. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, wciągnęła mnie mimo tych potknięć o których napisałam, a kilka wydarzeń przybrało nieoczekiwany obrót. Lekki styl zdecydowanie zaliczam na plus. Co ważne drugi plan też jest bardzo dobrze przedstawiony i odgrywa jakąś rolę, a nie jest tylko zbędnym tłem i mrowiem anonimowych postaci. To wartościowa książka dla dużo młodszych ode mnie czytelników, propaguje dobre wartości, przedstawia szaleństwa młodości oraz to, co roi się głowach nastolatków.

Jeśli Sandra przeczyta moje tutaj "dywagacje" :) to jako skromna czytelniczka chcę jej powiedzieć, że idzie w dobrą stronę. Trzymam za nią kciuki i proszę, by się nie zniechęcała. Bardzo chętnie przeczytam jej kolejne książki i sprawdzę jak sobie radzi. To naprawdę duży sukces, że tak znane, cenione i dobre wydawnictwo jak Feeria Young, postanowiło dać szansę młodziutkiej autorce. Po prostu szczerze napisałam co myślę i dlaczego tak myślę.
Będę ją  obserwować.
-------------


Za możliwość udziału w Book Tour bardzo dziękuję kochanej Michalinie z bloga
Regulamin Book Tour i wszystkie informacje znajdziecie tutaj. 



Letnie rozdanie - do zdobycia "Sekretne życie pszczół" [ZAKOŃCZONY]

Chciałabym zaprosić Was na obiecywane już długo rozdanie, które ciągle odkładałam i odkładałam aż w końcu się zebrałam. Do wygrania jest książka "Sekretne życie pszczół" Sue Monk Kidd, która mnie zaczarowała w tym roku. 

Co trzeba zrobić? Być publicznym obserwatorem bloga i zostawić pod tym postem zgłoszenie:
Zgłaszam się.
Email:
Moja strona:

Regulamin:
1. Organizatorem rozdania jestem ja, właścicielka tego bloga.
2. Do wygrania jest jedna książka Sue Monk Kidd "Sekretne życie pszczół". Książka jest w stanie idealnym.
3. Zgłoszać się można od 07.07 do 17.07. 2017r. Zgłoszenia po tym terminie nie będą brane pod uwagę.
4. Uczestnikiem jest każdy kto spełni WSZYSTKIE wymienione warunki, czyli jest publicznym obserwatorem bloga i zostawi zgłoszenie pod tym postem.
5. Nie wysyłam książki za granicę. 
6. Zwycięzca zostanie wyłoniony drogą losowania do 2 dni po zakończeniu rozdania.
7. Zastrzegam sobie prawo do zmian w regulaminie.
8. W ogóle nie biorę pod uwagę osób, stron które są tylko "łowcami" konkursów. Będę to sprawdzać i ignorować te zgłoszenia, ostrzegam.


Zachęcam do udziału, bo książka jest naprawdę świetna :) MOJA RECENZJA

Paulina Świst "Prokurator"


Paulina Świst "Prokurator"
Wydawnictwo Akurat
Rok wydania: 2017
Stron: 319


Trzydziestoletnia, niezwykle atrakcyjna Kinga Błońska jest szczęśliwą kobietą. To znaczy była. Od wielu lat dzieliła życie z tym samym mężczyzną a zawodowo, jako błyskotliwa adwokatka, odnosiła sukcesy na sali sądowej. Teraz jednak fortuna przestała jej sprzyjać: nie dość, że przyłapała męża na zdradzie, to musiała również podjąć się prowadzenia sprawy groźnego bandyty „Szarego”. Co gorsza, „Szary” jest jej przyrodnim bratem, z którym od dawna nie miała – i nie chciała mieć – nic do czynienia.

Wydarzenia ostatnich tygodni postanawia odreagować w dyskotece. Po raz pierwszy w życiu ma ochotę zachować się nieodpowiedzialnie… i udaje się jej to aż za bardzo. Ląduje w mieszkaniu Łukasza, którego dopiero co poznała na parkiecie. Po niesamowitych miłosnych uniesieniach, zaspokojna seksualnie, ale skacowana moralnie, ukradkiem wraca do domu. Zaledwie kilka godzin później przekonuje się, że pech upodobał ją sobie na dobre: "facet na jedną noc" okazuje się prokuratorem prowadzącym sprawę jej przyrodniego brata. Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że pozasłużbowe kontakty Kingi i Łukasza nie ograniczą się do jednego gorącego spotkania…

źr. opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4559828/prokurator

Kurde co to było??? Kompletnie nie tego się spodziewałam. Jestem tak zaskoczona, że siedzę z rozdziawioną gębą po lekturze i próbuję sklecić tutaj dla Was jakiś w miarę składny tekst.
Petarda! Po prostu petarda nie książka!
Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź, byłam zainteresowana, chociaż nastawiłam się na kryminał, jak głosi okładka. Kompletnie nie wiem, czemu ta książka została zakwalifikowana do tego gatunku. Kryminał pasuje mi tutaj jak wół do karocy, bo to nie jest żaden kryminał tylko ognisty, przepełniony erotyzmem romans z dużą domieszką sensacji! I tak powinna być reklamowana ta książka, która obroni się sama. Książka jest moim zdaniem fantastyczna i pozostawiła mnie z wielkim niedosytem, bo czytałabym ją dalej i dalej i dalej!
Od pierwszych stron po prostu przepadłam i nie mogłam pozbierać długo szczęki z podłogi zagłebiając się coraz bardziej w fabułę. Niezwykle lekki, dowcipny styl, niezłe dialogi sprawiają, że tę książkę po prostu się połyka nie czyta.
Nie mam pojęcia kim jest tajemnicza Paulina Świst, ale zapowiadam, że będę ją bacznie obserwować, oj to będzie prokuratorska obserwacja :) No i czekam na więcej, błagam o więcej! Takiej rozrywki potrzebowałam. Ta książka kompletnie mnie rozluźniła, strasznie rozbawiła, wywołała dreszcze emocji, pan prokurator nieźle mnie wkurzył, a sceny erotyczne to juz nie powiem co, bo może będą to czytali nieletni.
Padło podejrzenie, że za pseudonimem Paulina Świst kryje się facet, ze względu na pewną surowość wyczuwalną w "Prokuratorze" i niezłe przedstawienie perspektywy męskim okiem, ale ja myślę, że Paulina Świst jest jednak kobietą. Perspektywa Łukasza, sposób jej ukazania jest zastanawiający, ale jednak pewne niuanse zdradzają kobiecą rękę. A może wszyscy się mylimy :)

Skoro już wspomniałam, że fabuła dzieli się na męskie i damskie spojrzenie to muszę przyznać, że bardzo podobał mi się sposób w jaki została poprowadzona. Przeplatana narracja wywołuje naprawdę dużo emocji i daje możliwość zżycia się z głównymi bohaterami, czyli Kingą i Łukaszem. Niezłe z nich cholery, naprawdę są siebie warci, ale tytułowy pan prokurator ten cholernik Łukasz nieźle zalazł mi za skórę. Jest chyba najbardziej aroganckim gnojkiem, jakiego miałam przyjemność spotkać w literackim świecie. Drew z serii "Tangled" Emmy Chase może czyścić mu buty. Miałam ochotę go zamordować, a z drugiej strony po prostu go uwielbiam. No uwielbiam tego suk...syna. 
Skoro juz zaczełam przeklinać, czego nigdy nie robię to muszę się wytłumaczyć: to wina tej książki! Od przekleństw, aż w niej się roi i mimo, że jestem przeciwniczką przekleństw w książkach, to jednak pewne historie wymagają ostrego języka. "Prokurator" tego wymaga. Bez tego ta książka nie robiłaby takiego wrażenia jakie robi. Ciągle zbieram szczękę z podłogi.

Wątek sensacyjny. Skoro akcja dzieje się w świecie adwokatów, prokuratorów i policji to spodziewałam się czegoś na kształt moich ulubieńców Chyłki i Zordona. Nic z tego, to zupełnie inny klimat, chociaż pewne rzeczy się na siebie nakładają. Widać, że autorka obraca się w prawniczym świecie i wie co pisze. Sama sprawa "Szarego" jest interesująca, chociaż momentami całość jest mocno naciągana, zwłaszcza pewne kroki, które podejmuje Łukasz są naciagnięte do granic możliwości. Jednak całość moim zdaniem trzyma się kupy. Śledziłam ten wątek z bijącym sercem i byłam ciekawa finału.

Erotyzm... erotyzm po prostu wylewa się z tej książki. Chemia między głównymi bohaterami przyprawia o zawroty głowy, a ich słowne potyczki, reakcje Łukasza i niewyparzony jęzor Kingi dodają całości takiej pikanterii i tak nakręcają całość, że po prostu nie sposób powstrzymać rumieńca wypływającego na twarz. Bardzo ciekawie autorka poprowadziła tę przecież niełatwą relacje. Związała bohaterów w interesujący sposób, całość nie stwarza sztucznego wrażenia, ani przez moment.
No cóż jak widać ja po prostu nie mam pytań. "Prokurator" trafia na listę moich ulubionych książek. Niezła historia. Kompletne zaskoczenie.

Sabaa Tahir "Ember In The Ashes. Pochodnia w mroku"


Sabaa Tahir "Pochodnia w mroku"
Cykl: An Ember In The Ashes t.2
Tłumaczenie: Jerzy Malinowski
Wydawnictwo Akurat
Rok wydania: 2017
Stron: 510


Po dramatycznych wydarzeniach podczas czwartej Próby, Elias i Laia uciekają z Serry i ścigani przez wojańskich żołnierzy ruszają w podróż po bezdrożach Imperium. Laia musi uwolnić z okrytego złą sławą więzienia w Kauf swojego brata, Darina, jedynego zdolnego przynieść wolność Scholarom. Elias jest zdecydowany pomóc Lai za cenę swojej wolności, a nawet życia. Tymczasem przeciwko Lai i Eliasowi sprzysięgają się wszystkie siły, ludzkie i nadludzkie. Przyjdzie im zmierzyć się z licznym gronem nieprzyjaciół: żądnym krwi imperatorem Markusem, bezwzględną komendantką Czarnego Klifu, sadystycznym naczelnikiem więzienia, a przede wszystkim z Heleną, zakochaną w Eliasie a jednocześnie wierną imperatorowi. Helena, zgodnie z wolą imperatora zostaje wysłana z misją odszukania Eliasa Veturiusa oraz scholarskiej niewolnicy, która pomogła mu w ucieczce i jak się okazuje jest obdarzona nadprzyrodzonymi zdolnościami.
źródło opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4696606/ember-in-the-ashes-pochodnia-w-mroku

Jak ja czekałam na tę książkę! Jak ja czekałam... oj długo to trwało i będzie trwać jeszcze dłużej, ponieważ tom drugi zdecydowanie nie jest tym ostatnim i dzięki za to niebiosom. Najgorsze jest to, że trzecią książkę Sabaa Tahir dopiero pisze, więc moje męki zaczynają się od nowa... cóż zrobić. Pokochałam tę serię tak mocno jak Potterowską. Nikt nie jest w stanie mnie przekonać, że pojawiają się tutaj jakieś słabe punkty, lub Sabaa Tahir wykorzystała jakiś schemat. Nawet jeśli to gwiżdżę na to. Takich emocji od dawna nie dostarczyła mi żadna inna seria i raczej żadna inna już ich nie dostarczy.

Akcja drugiego tomu rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się poprzednia książka. Laia i Elias Veturius uciekają z Czarnego Klifu ścigani przez wysłanników Imperatora i Helenę, która musi wkonywać rozkazy jako Kruk Krwi poddany władcy. No i się zaczyna... przez sto stron po prostu nie miałam okazji wziąć głębszego oddechu, czytałam w strasznym napięciu kolejne strony! Co chwila coś idzie nie tak, co chwilę bohaterowie oglądają się przez ramię, ciagle ściga ich oddech śmierci i nawet Veturius nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć jako wyszkolony wojownik, odeprzeć wszystkich ataków, chociaż tak bardzo się stara.
Jeśli uważaliście, że "Imperium ognia" było brutalne to ogłaszam, że pierwszy tom był dziecinną igraszką. "Pochodnia w mroku" po prostu spływa krwią...
Ta książka to bomba, która tyka coraz szybciej. Imperium staje się miejscem nie do zniesienia, knucia i intrygi komendantki przyprawiają o dreszcze, imperator wywołuje krwożerce zapędy, a w tym kotle Laia, Elias i Helena próbują odnaleźć jasny punkt zaczepienia i uratować swoje człowieczeństwo, znaleźć coś dobrego i obronić swoich bliskich.

Sabaa Tahir nie oszczędza swoich bohaterów i w pewnym momencie tak poplątała ich losy, że byłam nawet zła, za to co ona z nimi wyprawia! Nienawidzę trójkątów miłosnych, a jak jest w to zamieszane jeszcze więcej osób to dla mnie katastrofa! Ta katastrofa powinna się tu wydarzyć, a jednak Tahir wyszła z tego obronną ręką...nadszedł moment, że po prostu przewróciła wszystko do góry nogami. Wspominałam przy pierwszym tomie, że nie chcę by Tahir zamieniła Eliasa w okrutnika lub co gorsza lovelasa i tak się nie stało. Elias jest dla mnie najlepiej wykreowaną postacią męską w fikcyjnym świecie, jaką miałam okazję poznać. Po prostu mnie rozbraja i z każdą stroną przywiązuję się do niego mocniej, za każdym razem widzę w nim coś innego. To coś niesamowitego. Helena... jak to dobrze, że autorka wplotła w fabułę narrację z jej perspektywy i pozwoliła tak dobrze ją poznać. Narracja z perspektywy Heleny, pozwoliła na szerokie rozciągnięcie fabuły, dopracowanie jej w każdym calu, bez luk. Ale to co ta dziewczyna przeżywa.... co mogę powiedzieć: Sabaa Tahir uwielbia się pastwić nad swoimi bohaterami. Za to ją kocham i nienawidzę.

"Pochodnia w mroku" trzyma poziom pierwszego tomu,  ale jest dużo, dużo bardziej emocjonująca i wstrząsająca. Wątki miłosne, których siłą rzeczy jest więcej ze względu na rozwój sytuacji, są spychane przez dramatyczne wydarzenia, intrygi, wojnę i walkę na drugi plan. To wszystko miesza się ze sobą i składa na bardzo emocjonujący obraz. Całą książkę czyta się po prostu jednym tchem. Dodatkowo pojawia się dużo więcej tajemniczych magicznych stworzeń, które skutecznie utrudniają życie bohaterom.  To sprawia, że ten tom jest pełnokrwistą powieścią fantasy, bo poprzedni przynosił na myśl więcej klimatu starożytnego Rzymu. Klimat się utrzymał, ale moim zdaniem drugi tom przyniósł nieco inny obraz świata wykreowanego przez Tahir. Dopełnił go i rozciągnął, pchając nieco w innym kierunku. Zakończenie bardzo mnie ucieszyło! Takiego zakończenia chciałam, ale jest tyle wątków niedokończonych, że autorka ma ogromne pole do popisu. Pozostawiła mnie w wielkim kacem.

Powtórzę się: po prostu tonę w zachwytach.

Imperium ognia/Pochodnia w mroku

Podsumowanie czerwca 2017


Dwa dni temu pożegnaliśmy czerwiec i połowa roku zleciała nie wiadomo kiedy. Zapraszam Was dziś na krótkie podsumowanie i kilka luźnych przemyśleń.
W lipcu pojawi się na blogu rozdanie w którym do wygrania będzie "Sekretne życie pszczół", więc bądzcie czujni. 
Już jutro zapraszam Was na recenzję książki na którą czekałam z utęsknieniem - druga część cyklu "Ember In The Ashes" - to będzie recenzja w której będę kipieć z zachwytu, ostrzegam :)
Remigiusz Mróz ogłosił, że w lipcu pojawi się nowa książka - ten człowiek nie przestaje mnie zadziwiać. Czekam na premierę, bo zapowiada się naprawdę interesująco, więc na pewno recenzja będzie też w lipcu.
Pod koniec miesiąca mineło 20 lat od pierwszego wydania Harry'ego Pottera. Ta historia jest nieśmiertelna, kultowa i taka już pozostanie. Nie moge się doczekać, aż przedstawię ją swoim dzieciom. Kocham i zawsze będę kochać Harry'ego.


Taki jest wstępny plan. W czerwcu miałam przyjemność czytać książki Joanny Chmielewskiej, a w lipcu postaram się nadrobić zaległości w twórczości Kasi Bondy, bo cały czas to odkładam.
Ostatnio dodałam post o ulubionych blogerach. Możecie go przeczytać tutaj
Dotarliśmy również do mety z Book Tour i już zastanawiam się nad kolejnym :)
W czerwcu przeczytałam 5 książek:

  • Kasie West "Chłopak z sąsiedztwa" - bardzo, lekka i miła lektura.
  • Alek Rogoziński "Jak Cię zabić, kochanie?" - szalona historia! 
  • Elżbieta Rodzeń "Dziewczyna o kruchym sercu" - Rodzeń - to nazwisko pojawi się na blogu jeszcze nie raz.
  • Joanna Chmielewska "Wszystko czerwone" - czarny humor, mnóstwo zabawy i kilka trupów.
  • Joanna Chmielewska "Przeklęta bariera" - książka, która bardzo przypadła mi do gustu.
Wszystkie teksty znajdziecie pod zakładką Spis recenzji na górze strony. Zajrzyjcie, poczytajcie, zostawcie komentarz, będzie mi bardzo miło :)

Czerwcowa pogoda nas rozpieszczała, więc zostawiam Wam kilka fotograficznych pocztówek:







Piosenka miesiąca:

Harry Styles cudownie czaruje, a ten numer uważam za genialny! Słucham bez końca.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka