czwartek, 29 marca 2018

Corinne Michaels ,,Consolation"


Corinne Michaels ,,Consolation"
Cykl: Consolation Duet t.1
Wydawnictwo: Szósty Zmysł
Tłumaczenie: Kinga Markiewicz
Rok wydania: 2017
Stron: 345

Liam nie miał być moim szczęśliwym zakończeniem.
Nawet nie byłam nim zainteresowana.
Był najlepszym przyjacielem mojego męża – zakazanym owocem.Tyle że mój mąż nie żyje, a ja czuję się samotna. Tęsknię za nim i ląduję w ramionach Liama.
Jedna wspólna noc zmienia wszystko. Teraz muszę zdecydować, czy naprawdę go kocham, czy jest dla mnie tylko nagrodą pocieszenia.
Znakomita powieść dla fanek Colleen Hoover. Poruszająca historia, którą pokochały tysiące czytelniczek!
Uzależniająca. Intensywna. Emocjonująca.
To opowieść o złamanych sercach, tęsknocie, słodko-gorzkim smaku zakazanego owocu.
Porywająca. Wzruszająca. Chwytająca za serce.
Tej historii nie zapomnisz. A kiedy poznasz jej zakończenie, będziesz marzyć o tym, aby natychmiast poznać jej dalszy ciąg!

źr. opisu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/264206/consolation


Ależ ten opis powyżej jest mylący.... serio spodziewałam się czegoś zupełnie innego po tej książce. Również dlatego, że wiele osób opowiadało o niej tak wspaniałe rzeczy, pojawiała się w topkach na koniec roku, więc poświęciłam ostatni grosz z wypłaty, by z wypiekami na twarzy przeczytać ten niesamowity romans. Uhhh..... powiem krótko: zemdliło mnie i  dla mnie to książka bardzo, bardzo  słaba. Do Colleen Hoover to autorce baaaardzo daleko. To nie będzie pozytywna opinia. Ostrzegam, że mogą się również pojawić spoilery, postaram się za dużo nie zdradzać, ale muszę omówić rzeczy, które mi się nie podobały. Czytacie więc na własną odpowiedzialność.

Po przeczytaniu już kilku pierwszych stron poczułam niepokój. Nie spodobał mi się sposób prowadzenia narracji i literówki, których było zdecydowanie zbyt dużo jak na początek. Później okazało się, że to DOPIERO początek, a oprócz literówek pojawiają się zdania kompletnie bez sensu. To okropnie razi, przynajmniej mnie. Owszem rozumiem, że może zdarzyć się literówka, nie zawsze ten kto sprawdza tekst wszystko wyłapie - jesteśmy tylko ludźmi. Tutaj jest tego jednak za wiele. Moim zdaniem książka jest do ponownej korekty.

Jeśli chodzi o sposób prowadzenia fabuły - mam wrażenie że przeczytałam coś podobnego do harlequina, tylko ładniej wydanego, no mamy więcej stron do czytania, ale niestety.... takie mam wrażenie. Podobno większość osób po lekturze nie mogła uwierzyć w takie zakończenie. Serio? Już w połowie książki domyśliłam się jakie ono będzie. I nie, nie mam ochoty czytać drugiego tomu tego ,,dreszczowca". Już teraz mogę powiedzieć co będzie dalej, bez czytania. Więc nie, nie mam zamiaru kontynuować tej przygody.

Bohaterowie.... krystaliczni i zupełnie bezbarwni. Zacznę od Liama. No takich monologów, to chłopie nie wygłosiłby nawet sam Romeo. Bądźmy szczerzy - tacy faceci jak Liam nie istnieją. Bohater bez skazy i przez to kompletnie nijaki. Natalie podobnie. Kobieta idealna, cudowna żona, najlepsza matka, która czasami zapomina że ma dziecko, bo musi wyładować swoje frustracje, ale to szczegół. Żona żołnierza, świetnie przygotowana do tej roli, wiedząca jakie ryzyko się z tym wiąże, a jednak kompletnie nie mająca o tym pojęcia. Dziewczyna bezbarwna, nie ma w niej nic interesującego. Jedynie Aaron jako postać, jest trochę zajmujący. Nawet jeśli tylko we wspomnieniach Natalii, to jednak ma jakieś wady i zalety i chociaż trochę przypomina człowieka. Różne aspekty życia codziennego, które powinny budować fabułę, tworzyć jakiś obraz tego życia głównej bohaterki, wpływać na jej decyzje  są rzucane tak sobie, aby zapchać fabułę, nie mają żadnego początku, rozwinięcia i zakończenia. 

Relacja bohaterów - przedstawiona bardzo nijako i moim zdaniem również bezbarwnie. Nie czuje tej miłości, nie czuje tej chemii, nie czuje tej więzi i przyjaźni i mam dość czytania na każdej stronie tego samego - że to przecież przyjaciel mojego męża, a to żona mojego najlepszego kumpla i nie możemy być razem - ale jednak za chwilę oboje się usprawiedliwiają i dalej robią swoje. Ludzie zdecydujcie się.
Drugi plan i ogólnie jakieś tło społeczne tutaj nie istnieje, albo jest wyidealizowane na maksa. Zero rodziny, jacyś znajomi za których podobno jest się w stanie oddać życie, a jednak kompletnie w tym życiu nie biorą udziału. 
Sceny erotyczne - kończą się na ,,jesteś moja, jesteś mój", ,,rozpadam się na kawałki", ,,o jak mi dobrze". Jednocześnie bohaterka zachowuje się jakby nigdy wcześniej tego nie robiła (ma dziecko i miała męża).  
Dialogi - żarty na poziomie małych dzieci, kompletnie nieśmieszne, albo kwieciste monologi. 

Już chyba wystarczy, bo brak mi słów.... może jeszcze jeden przykład z licznych absurdów: najbardziej ubawiło mnie to zdanie: ,,Nigdy nie byłam w związku z dorosłym facetem" - acha... to chyba coś tutaj przeoczyłam, bo wydaje mi się (tak wynika z fabuły) że jej mąż był jednak pełnoletni. Ale skoro bohaterka w pewnym momencie twierdzi, że jednak nie.... 
Nie polecam.

4 komentarze:

  1. Ależ krytyczna opinia :D Mi seria bardzo przypadła do gustu, choć literówki rzeczywiście raziły... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też zwróciłam uwagę na zdecydowanie zbyt dużą ilość literówek - aż miałabym ochotę nawet za darmo dokonać ponownej korekty, bo te błędy aż rażą po oczach. Ja również nie jestem zachwycona tak jak wiele innych czytelniczek - owszem, historia jest przyjemna, ale zakończenie "Consolation" kompletnie mnie nie zaskoczyło, bo spodziewałam się go od samego początku.

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam bardzo ciekawa tej recenzji :D ...w sumie bardziej niż samej książki :D

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu dziękuję za komentarz - wszystkie są dla mnie niezwykle ważne i motywują mnie do dalszej pracy!