wtorek, 28 maja 2019

Warszawskie Targi Książki

Już drugi raz zawitałam do Warszawy na wielkie święto książki. Co ciekawe w tym roku nie ekscytowałam się tak bardzo jak za pierwszym razem i spokojnie zwiedziłam cały stadion. Mam wrażenie że w tym roku było ciut mniej ludzi, chociaż w sobotę panował niemały tłok. Za to w niedzielę bardzo miło się spacerowało. 
Mam wrażenie również że organizacja była nieco lepsza. Nie było korkujacych kolejek. Bardziej popularni autorzy siedzieli w bardziej przestronnych miejscach, gdzie dookoła stał tłum, nie zakłócając przejścia. Pisarze również zjawiali się nieco wcześniej niż o ustalonej godzinie. 

Wystawcy w tym roku się postarali i przygotowali piękne stoiska oraz niezłe rabaty. Książki można było kupić w duużo niższych cenach co bardzo cieszy.
Zachwyciły mnie antykwariaty na dole i wystawcy ze starymi książkami. Ile tam było perełek! Cudo. 
Poniżej krótka fotorelacja.





Wiesław Myśliwski 


Bardzo miły Krzysztof Bochus. 


Równie sympatyczny Artur Urbanowicz. 


Najprzystojniejszy pisarz w kraju - Jakub Małecki. 


Czarująca Kasia Puzyńska. Kolejka była bardzo długa więc zrezygnowałam, ale chwilę przysluchiwałam się jej rozmowom i wydaje się fajną, skromną i przemiłą kobietą.


Perełki. 


Uwielbiam targową atmosferę. 

Nie udało mi się zrealizować całego planu, ale tego się spodziewałam. Jestem zadowolona, mimo że nie udało mi się podejść do wszystkich pisarzy, długie kolejki były zniechęcające, a chciałam przejść wszystkie stoiska. Marzę by wrócić za rok. 

wtorek, 21 maja 2019

Moje wrażenia po Eurowizji

Tak, jestem fanką Eurowizji, mimo że zdaję sobie sprawę że reprezentuje ona różny poziom. Czekam jednak co roku na eurowizyjny tydzień z niecierpliwością. Kocham muzykę i lubię odkrywać nowe dźwięki i wykonawców, a taki zbiór artystów z całej Europy w jednym miejscu pozwala rozszerzać muzyczne horyzonty.

Tegoroczna Eurowizja reprezentowała bardzo wysoki poziom w przeciwieństwie do zeszłorocznej - moim zdaniem. Mam wrażenie, że idziemy w dobrym kierunku. Świat bardzo szybko się zmienia, podobnie jak muzyka i wydaje mi się że chcemy czegoś więcej niż krzykliwych stroi i wielkiego show. Chcemy  dzisiaj dobrej muzyki, przesłania, pięknych emocji - chaos życia codziennego nas przytłacza i w muzyce zaczynamy szukać czegoś innego.
Zobaczmy kto w tym roku wygrał - wrażliwy muzyk, skromny chłopak. Mam wrażenie że to wielkie przedsięwzięcie go onieśmielało, ale i co najlepsze dodawało skrzydeł i wygrał coś więcej niż statuetkę. Wygrał wiarę w siebie i swoje marzenia. Oby mu wiodło się jak najlepiej.

Wygrał mój faworyt z czego ogromnie się cieszę. Ściskałam mocno kciuki i cały czas patrzyłam na którym miejscu jest Holandia przy podawaniu wyników. Denerwowałam się równie mocno jak uczestnicy i bardzo się cieszę, że to Holandia będzie gospodarzem w przyszłym roku. Mam słabość do tego kraju, bo podczas pobytu w nim czułam się jak w domu i tęsknię za nim.

Co do naszego startu - uważam że Tulia zaprezentowała się dobrze, jednak było to coś zupełnie innego niż to co jest reprezentowane zwykle na Eurowizji. To jeszcze nie ten moment na tak oryginalne piosenki. Uważam że dziewczyny nie mają się czego wstydzić. Chciałabym by w przyszłym roku pojechał od nas ktoś podobny do Duncana. Wrażliwy ale i obyty ze sceną. Z dobrą, liryczną piosenką. Mamy takich artystów. Marzę o tym by się przełamali i dostrzegli w Eurowizji też wielką szansę, jak niegdyś Górniak. 

Moi tegoroczni ulubieńcy u których będę sprawdzać co słychać:


Zwycięzca - przepiękna piosenka, cudowne wykonanie. 


Drugie miejsce jak najbardziej zasłużone. Bardzo szczery tekst, świetna muzyka. 


Wpadająca w ucho piosenka, dobrze czujący się na scenie artysta co widać i to dużo daje.


Jacy oni byli słodcy... Dziewczyna wygląda trochę jak elfka. 

niedziela, 19 maja 2019

Artur Urbanowicz "Inkub"


Artur Urbanowicz "Inkub"
Wydawnictwo: Vesper
Stron: 725

Dwie epoki.
Dwie historie.
Jedna wioska.
Jedna czarownica.
Jedna klątwa.

Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć.

Nad Suwalszczyzną za kilka dni pojawi się zorza polarna. W Jodoziorach, małej wiosce na prowincji, zostają znalezione spopielałe zwłoki małżeństwa. Wśród lokalnej społeczności miejsce to owiane jest złą sławą, słynie ze szczególnego nasilenia przemocy, chorób, zaginięć i samobójstw. Mówi się też o zjawiskach nadprzyrodzonych – niezidentyfikowanym zielonym świetle, odgłosach niewiadomego pochodzenia, a także o nawiedzonym domu. Miejscowi wierzą, że to on rozsyła wokół negatywną energię, która wydobywa z ludzi najgorsze instynkty.
Tajemnicami wioski żywo interesuje się młody dzielnicowy, który wkrótce popełnia samobójstwo. Sprawę jego śmierci bada Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia z komendy miejskiej w Suwałkach. Odkrywa, że mroczna historia Jodozior ma swoje korzenie w latach siedemdziesiątych. Wtedy miała tam mieszkać kobieta, która parała się czarami…
Źr. opisu: https://www.facebook.com/WydawnictwoVesper/

Przyznam, że gdy przeczytałam zapowiedź tej książki poczułam, że muszę zapoznać się z tą historią. Bardzo rzadko sięgam po tego typu literaturę, ale ta powieść wydawała mi się ciekawa i inna niż to co do tej pory czytałam. Zachęciły mnie również bardzo pochlebne opinie na temat autora. Zdecydowanie dołączam do grona jego odbiorców. Koniecznie muszę zapoznać się z kolejną książką Urbanowicza. 
Nie przypominam sobie bym kiedykolwiek czytała horror jakiegokolwiek rodzimego autora i spotkała mnie miła niespodzianka. 

Największą zaletą jest wg mnie ta lekkość posługiwania się językiem. Jest to dość grube tomiszcze, a jednak wysoki poziom utrzymuje się przez całą książkę. Urbanowicz ma lekki, gawędziarski styl, przez co książkę czyta się z przyjemnością. 

Jest to powieść grozy przemieszana z kryminałem i jest to bardzo dobre połączenie. Rozwiązanie zagadki było dla mnie bardzo zaskakujące, jednocześnie cały czas przewracałam kartki z wielką obawą i ściśniętym żołądkiem. Przyznam że bardzo łatwo mnie przestraszyć, ale to co zaserwował mi Urbanowicz sprawiało, że bałam się wyłączyć lampkę nocną. 
Duszna atmosfera małej wioski wykreowana na kartkach powieści robi piorunujące wrażenie. 

Tak grube tomiszcza piszę się niezwykle trudno. Trzeba naprawdę dużego talentu by utrzymać czytelnika cały czas w skupieniu, sprawić by historia nie była przegadana i nie znudziła w pewnym momencie. Nie wyrzuciłabym z tej książki ani jednego rozdziału. 

Główna postać czyli policjant Vitek to bohater o którym szybko się nie zapomina. Przekonała mnie jego motywacja do rozwiązania zagadki, imponowała determinacja, bolały jego wewnętrzne rozterki. 
Postać czarownicy jest interesująca, ale czuję niedosyt. Chciałbym dowiedzieć się więcej! Być może nie wychwyciłam wszystkich szczegółów, gdyż autor prowadzi swoistą grę z czytelnikiem i w podziękowaniach zachęca do przeczytania książki więcej niż raz. Obiecuję że wrócę do niej ponownie, gdyż byłam tak zdeterminowana by jak najszybciej dowiedzieć się o co tu chodzi, że nie przeanalizowałam i nie przemyślałam wszystkich, wszystkich wątków, a było ich naprawdę sporo. 

No i zakończenie o panie! To przesądziło sprawę. Uważam że jest świetne i daje pole do wyobraźni, a przy okazji nieźle miesza w głowie czytelnika i zmienia obraz całej historii. 
Jestem zachwycona, doceniam ogrom pracy włożony przez autora, doceniam jego kunszt, dbałość o szczegóły i umiejętność posługiwania się językiem. Mam nadzieję że Pan Urbanowicz będzie na targach książki w Warszawie. Rozmowa z nim będzie zapewne przyjemnością.